Indeks nastrojów na rynku złota [listopad]: inwestorzy grają na spadki?

O listopadzie na rynku złota można by jak najszybciej zapomnieć. Lekki powiew optymizmu z końca października rozwiał się szybciej, niż wypaliły się znicze na Wszystkich Świętych. Kurs złota, który jeszcze pod koniec października przebijał poziom 1350 dolarów za uncję, pod koniec listopada miał poważne problemy z obronieniem poziomu 1200 USD. Jednak taki rozwój wypadków mógł być pożądany dla niektórych uczestników rynku złota. Jak to możliwe?

 

Takie wnioski płyną z analizy Indeksu Nastroju Inwestorów Rynku Złota, który prowadzony jest przez portal Rynekzlota24.pl, a ostatni odczyt miał miejsce pod koniec listopada. Im kurs złotego kruszcu dynamiczniej spadał, tym większy odsetek inwestorów pozytywnie taką sytuację odbierał. Pojawia się jednak oczywiste pytanie - dlaczego?

Teza I - „Tego się spodziewaliśmy”

Pierwsza teza dotyczy oczekiwań inwestorów, którzy po prostu spodziewali się takiego rozwoju sytuacji. Sytuacja na rynku złota od dłuższego czasu jest skomplikowana, a kurs złota nie może znaleźć żadnych solidnych fundamentów już nawet nie do zdecydowanych wzrostów, ale do uniknięcia głębszej korekty. Choć w ostatnim czasie złoto lekko odbiło, wciąż bardziej stara się obronić poziom 1200 dolarów, niż zaatakować 1350. I to właśnie może być dla części inwestorów sygnał pozytywny, ponieważ oznaczałby osiągnięcie swego rodzaju dna, jeśli chodzi o realny spadek ceny złota w ciągu ostatnich miesięcy.

Z drugiej strony należy jednak pamiętać, że patrząc w nieco dłuższej niż na najbliższe dni perspektywie, na horyzoncie wciąż brak przekonujących sygnałów o ustabilizowaniu się sytuacji nie tylko na rynku surowców, ale i w globalnej gospodarce. Czy zatem można wierzyć, że to już koniec spadków na złocie? Prawdę mówiąc trudno dziś sobie jednak wyobrazić, żeby złoto miało kosztować mniej niż 1100 dolarów. Poziom ten niebezpiecznie zaczyna zbliżać się do granicy opłacalności wydobywania tego najcenniejszego szlachetnego metalu.

 

Teza II - „Ruszamy na zakupy”

Kolejna teza dotycząca pozytywnych nastrojów i spadającej ceny złota wiąże się z oczekiwaniami całkiem sporej grupy inwestorów na możliwość ruszenia do większych zakupów i potraktowania złota jako inwestycji długoterminowej. Być może nawet jako alternatywy do emerytalnego zabezpieczenia.

Takie postawienie sprawy wydaje się być rzeczywiście racjonalne – kruszec staje się coraz tańszy i nawet jeśli w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy nie powróci na ścieżkę bardziej zdecydowanych wzrostów, kiedyś kurs znów poszybuje ponad poziom 1500 czy 1700 dolarów za uncję. Warto w tej sytuacji przeanalizować stosunek ewentualnego zysku, do ryzyka z jakim będziemy mieli do czynienia i poziomów stóp procentowych, z jakimi mamy dziś do czynienia. Są one rekordowo niskie nawet w Polsce, choć nam i tak daleko jeszcze do poziomów Unii, o Stanach Zjednoczonych nie wspominając.

 

Teza III - „Gramy na wzrosty”

Ta teza – choć najbardziej wątpliwa - odnosi się do tych wszystkich, którzy każdego dnia wierzą (a w listopadzie wierzyli), że nadszedł właśnie moment końca spadków na złocie i rozpocznie się kolejna „złota era”. To swego rodzaju zaklinanie rzeczywistości lub oczekiwanie na jakieś trudne do przewidzenia wydarzenie (konflikt zbrojny, poważny kryzys polityczny). Owszem, był taki moment, który na dłuższa chwilę mógł przyczynić się do wzrostu wartości złota (mowa to o kryzysie syryjskim, który na szczęście dla świata, został przynajmniej doraźnie zażegnany).

Taki rozwój wypadków jest jednak mało realny. Rok dobiega końca, a ten czas sprzyja przede wszystkim wzrostom na rynkach akcji oraz wskaźnikach dotyczących konsumpcji oraz, o czym często wydajemy się zapominać, zadłużenia gospodarstw domowych. Ludzie kupują i zadłużają się na potęgę i choć wśród tych zakupów często znajduje się złota biżuteria, skala tych transakcji nie jest na tyle duża, aby wypchnąć kurs złota ze świątecznej depresji.

Najbardziej wiarygodną i realnie brzmiącą interpretacją odczytu INIRZ jest pozytywne nastawienie inwestorów do sytuacji na rynku złota wynikające z chęci dokonania większych niż dotychczas zakupów. Jeśli nie kupować złota teraz, to kiedy? Oczekiwanie na jeszcze głębsze spadki może okazać się zbyt ryzykowne, ponieważ one wcale nadejść nie muszą. Jeśli więc przypomnimy sobie, ile złoto kosztowało jeszcze rok, czy półtora roku temu, to dzisiejsza okazja jest niewątpliwie taką, która może przez długi czas się nie powtórzyć.

Szymon Matuszyński

Szymon Matuszyński