Złoto na emeryturę, czyli alternatywa dla OFE i III filaru

Coraz rzadziej w dzisiejszych czasach określamy nasz system emerytalny mianem bezpiecznego, choć gwarantem wypłat emerytur jest Państwo. Jeszcze trudniej ów system opisać określeniem „zyskowny”, bo państwowa waloryzacja nic z zyskownością nie ma wspólnego. Z drugiej strony, szukanie na własną rękę rozwiązań i budowanie po swojemu bezpieczeństwa finansowego na przyszłość również może skończyć się klęską. Czy zatem inwestowanie w złoto może być przynajmniej częściowym rozwiązaniem naszych problemów?

Musimy pogodzić się z faktem posiadania takiego, a nie innego systemu emerytalnego. Choć wszyscy politycy od lewa do prawa, analitycy i ekonomiści zgodnie twierdzą, że potrzebuje on zmian, nikt za rozbrajanie tej miny się nie weźmie. A będzie coraz gorzej, bo będący swego czasu jedynie w sferach prognoz kryzys demograficzny, powoli zaczyna dobijać polskie miasta, a dzieła zniszczenia dokona właśnie w narodowym budżecie, drenując ZUS-owe konta. OFE już wtedy nie będzie, więc i dobrać środków do narodowego systemu ubezpieczeń społecznych nie będzie skąd.

Szukając więc sposobów, które z jednej strony odpowiadać będą naszym możliwościom, a z drugiej dadzą szansę, że zbieranych w pocie czoła pieniędzy nie połknie inflacja, bądź kolejny podatek nałożony przez państwo, warto w kontekście przyszłej emerytury zastanowić się nad odkładaniem pieniędzy w złoto. I to przede wszystkim w złoto fizyczne.

Po pierwsze – kruszec lepszy od papieru, excelowej tabelki czy wirtualnego pieniądza

Oczywiście nie mówimy o wypłaceniu wszystkich posiadanych środków z banku, zlikwidowaniu lokat, ewentualnych ubezpieczeń z funduszem i kupieniu za wszystko złota. Dobrze jest, jeśli kruszec będzie stanowił część naszego oszczędnościowego portfela. Jaką? To w dużej mierze zależy od nas samych – naszego stosunku do posiadania fizycznego kruszcu oraz podejścia do ryzyka, którym każda inwestycja jest obarczona. Również ta w złoto.

Metale szlachetne w fizycznej postaci mają tę przewagę nad innymi walorami, że są o wiele trwalsze – i to zarówno w odniesieniu do podatności na zniszczenia i negatywny wpływ warunków atmosferycznych, jak szkodliwe skutki otoczenia i konsekwencje czasów, w jakich żyjemy.

Akcje mogą stać się bezwartościowe z dnia na dzień. Podobnie fundusze inwestycyjne, czy posiadane przez nas (przynajmniej jeszcze przez jakiś czas) Otwarte Fundusze Inwestycyjne, których wartość widzimy jedynie w formie wykresu, tabeli w excelu.

Jednak złota (w postaci monet, czy sztabek), o ile sami go nie zgubimy albo ktoś nam nie ukradnie, żaden kryzys, krach na giełdzie, ani bankructwo jakiegokolwiek kraju nam nie zabierze. Mało tego, akurat krach na giełdzie z pewnością podniósłby wartość posiadanego przez nas kruszcu.

Po drugie – dane historyczne

Argumentem przemawiającym za złotem jest też aspekt historyczny i wartość złota na przestrzeni wieków. Jedynie w starożytnym Egipcie od złota cenniejsze było przez chwilę srebro. Wynikało to jednak z podejścia Egipcjan do tego metalu szlachetnego, który uważali go za boski. Co wcale nie znaczyło, że złoto było bezwartościowe.

Mimo wahań kursów, zawirowań cywilizacyjnych, kryzysów politycznych i gospodarczych, złoto zawsze było kruszcem niezwykle wartościowym. I to z pewnością nie ulegnie zmianie, choć oczywiście będziemy zawsze mieli do czynienia z wahaniami kursu złota, które, jak każdy inny walor, podatne jest na wpływ czynników rynkowych i makroekonomicznego otoczenia.

Po trzecie – każdy kryzys szansą na zysk

Może nie zabrzmi to zbyt humanitarnie i będzie nieco niepoprawne politycznie, ale wszyscy oszczędzający i inwestujący w złoto kciuki powinni trzymać za rozmaite konflikty na całym świecie, oraz gospodarcze załamania, najlepiej poprzedzone krachem na amerykańskiej giełdzie.

Jak pokazuje historia (a również histeria korzystna bywa dla złota), każdy konflikt, niekoniecznie zbrojny, jest dla rynku złota okresem przynajmniej dobrym. Choć w ostatnich miesiącach coraz bardziej popularna stawała się teoria mówiąca o definitywnym końcu „mitu o bezpiecznej przystani”, kryzys na Ukrainie dowiódł, że złoto w takich sytuacjach bywa niezawodne. W ciągu ostatnich trzech miesięcy zyskało przeszło 10 procent, utrzymując się od dłuższego czasu powyżej poziomu 1350 dolarów za uncję. I nic nie wskazuje, żeby ten delikatnie wzrostowy trend miał się w najbliższym czasie odwrócić.

Po czwarte – czego inflacja nie zeżre, tego...

Choć w dzisiejszych czasach nie borykamy się z problemem wysokiej inflacji, taki stan rzeczy trwać wiecznie z pewnością nie będzie. Jeszcze przecież w 2011 roku wskaźnik ten przekraczał w Polsce 4 procent, co w dużym stopniu wpływało nie tylko na zasobność portfeli Polaków, ale i na opłacalność inwestycji, czy wartość gromadzonych w pocie czoła środków na przyszłą emeryturę.

Tymczasem złoto i inflacja zwykle nie wchodzą sobie w drogę. Wynika to przede wszystkim z faktu, że złota nie można bezkarnie „drukować”, osłabiając tym samym jego realną wartość. Co innego dolary – jeśli dalej tak pójdzie i Fed nie zamknie programu Q3, dolary niedługo będziemy mogli drukować wszyscy, we własnych domach.

Po piąte – złoto ładnie wygląda na półce i w gablocie

Jest i oczywiście aspekt wizualny, kolekcjonerski i estetyczny. Sztabka złota w rodzinnej gablocie wygląda imponująco. Ekskluzywne pudełko wypełnione złotymi monetami, jeszcze tymi bitymi na specjalne okazje, to nie tylko doskonała inwestycja na przyszłość, ale i świetna pamiątka, czy element drogocennej kolekcji. Złote pierścionki, naszyjniki i bransolety to z kolei czynniki scalające niejeden związek, ale i doskonała alternatywa dla OFE.

Czy zatem wobec tak mocnych argumentów można obok złota, jako alternatywy dla kulejącego systemu emerytalnego, przejść obojętnie? Być może dobry pomysłem byłby danie Polakom jeszcze jednej opcji wyboru – ZUS, OFE, albo ZŁOTO.

Szymon Matuszyński

 

Szymon Matuszyński