Złoto – coraz dalej od „rynków”, a coraz bliżej polityki?

Ta dość dziwnie brzmiąca na pierwszy rzut oka teza, coraz częściej staje się tematem dyskusji, a nawet sporów wśród analityków i inwestorów rynku złota. Warto w tym momencie odnieść się do zeszłorocznych prognoz, które w niewielu przypadkach wskazywały, że 2014 będzie dobrym rokiem dla najcenniejszego z kruszców. Pewnie by się tak stało, gdyby nie kryzys na wschodzie Europy, który w największym stopniu powoduje, że cena złota od początku roku rośnie.

W całym zamieszaniu, w którym rozwój wypadków staje się coraz bardziej nieprzewidywalny, chodzi o ustalenie, które czynniki wpływają w największym stopniu na aktualną cenę złota. Wciąż należą do nich oczywiście sprawy związane z popytem na złoto, ruchem kruszcu z zachodu na wschód naszego globu (w czym główną rolę odgrywają banki centralne największych gospodarek świata) oraz oczywiście amerykański Fed i jego autorski program QE3.

Jednak w ostatnim czasie układ sił został nieco zachwiany. Otóż do głosu znów doszli politycy, którzy mimo iż nie reprezentują krajów będących głównymi graczami na rynku złota, swoimi działaniami na tyle zaniepokoili współczesny świat, że siłą rzeczy zbudowali całkiem solidne fundamenty do dalszych wzrostów na złocie. Warto podkreślić, że nie jest to pierwszy taki przypadek w nowożytnej historii.

A jeszcze kilkanaście tygodni temu....

Ceny złota spadną o 10-15 procent” (Rzeczpospolita), „Goldman Sachs przewiduje drastyczne spadki cen złota” (Puls Biznesu) – to tylko niektóre fragmenty wypowiedzi analityków i ekspertów, którzy jeszcze na początku roku nie mieli dla inwestorów zainteresowanych tym metalem szlachetnym dobrych wiadomości. To nawet nie były wiadomości złe. Były fatalne.

Jak sytuacja wygląda na przełomie I i II kwartału 2014 każdy widzi. Choć w przeciągu ostatnich kilku dni kurs złota nieco stracił, to na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy mamy do czynienia z ponad 10-procentowym zyskiem. Czy to koniec tegorocznych wzrostów? Nic na to nie wskazuje. A biorąc pod uwagę najważniejszy ich powód, powinniśmy dodać – niestety.

Co siedzi w głowie Władimira Putina?

Choć pytanie to raczej trudno odnieść do któregokolwiek z rynków, to każdy inwestor, szczególnie ten inwestujący w złoto, powinien sobie je zadać. Problem jednak polega na tym, odpowiedzieć na to pytanie nie potrafi pewnie sam prezydent Federacji Rosyjskiej.

Zamów szablę z darmową przesyłką i darmowym zwrotem

Prawie miesiąc temu pisaliśmy: „Choć nie ma oczywiście groźby międzynarodowego konfliktu zbrojnego (który jeszcze w zeszłym tygodniu wydał się możliwy), to jedna, nawet najmniejsza plotka, może wprowadzić bardzo wiele niepotrzebnej nerwowości. Która oczywiście zaszkodzić może giełdom, a pomóc rynkowi surowców i metali szlachetnych”. Dziś wypowiedź tę należy niestety zaktualizować, ponieważ groźba zbrojnego konfliktu, choć pewnie nie globalnego w postaci konwencjonalnej wojny, jest realna.

Wracając zatem do postawionej na samym początku tezy, można zaryzykować twierdzenie, że coraz mniejsze znaczenie w kształtowaniu wartości złota mają czynniki makroekonomiczne i otoczenie gospodarcze, a coraz większą rolę odgrywa właśnie polityka, która jak się okazało, wcale nie jest dziś tak przewidywalna jak się nam do tej pory wydawało.

1330-1350 dolarów za uncję – to aktualny poziom ceny uncji złota, a na horyzoncie perspektywa do dalszych, choć z pewnością nie spektakularnych wzrostów. Jakie wydarzenia bądź podmioty mogą te wzrosty wesprzeć? Po pierwsze, mogą być to banki centralne, wśród których wiele jest takich (rosyjski!), które wciąż mają bardzo duże apetyty na złoto. Co te apetyty napędza? Miejmy nadzieję, że szczególnie w przypadku Rosji, nie jest to chęć gromadzenia środków, które w odpowiednim czasie zostaną przeznaczone na prowadzenie konwencjonalnej wojny z zachodem.

Drugi czynnik, który przynajmniej częściowo mógłby wesprzeć bardziej zdecydowany marsz kursu złota w górę, to ponowne zainteresowanie kruszcem ze strony ETF-ów. Przypomnijmy, że w 2013 roku pozbyły się one aż 880 ton tego szlachetnego metalu, czyli niewiele mniej niż mają w swoich skarbcach Rosja czy Szwajcaria (niewiele ponad 1000 ton). Jednak na takie decyzje wciąż jest chyba zbyt wcześnie, ponieważ otoczenie gospodarcze i sytuacja na rynkach, w zestawieniu z dynamicznie zmieniającą się sytuacją polityczną, dają nam wybuchową mieszankę, której konsekwencje mogą nas (niestety) jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć.

Szymon Matuszyński