Rynek złota – cisza przed burzą?

Pobierz PDF i czytaj gdzie chcesz

Wydaje się, że emocje wokół złota nieco ucichły. Choć z drugiej strony być może jest dokładnie odwrotnie, a jedynie wszyscy żywo zainteresowaniu rozwojem zdarzeń w tym sektorze przyzwyczaili się po prostu do dynamicznych zmian i efektownych zwrotów akcji. Złoto, choć od początku roku zyskuje, w ciągu ostatniego miesiąca znów musiało wychodzić z dołka. Co dalej?

Dziś uncja złota kosztuje 1300 dolarów z „groszami” (centami). Oczywiście porównując ten stan rzeczy z poziomami z grudnia zeszłego roku, złoto od tego czasu bardzo wyraźnie odbiło, zyskując przeszło 300 dolarów. Zestawiając więc to z mrocznymi prognozami analityków na ten rok, moglibyśmy zaryzykować stwierdzenie, że złoto pozytywnie zaskoczyło inwestorów. Chwilowy powiew entuzjazmu, podparty całkiem niezłym popytem na złoto fizyczne wskazywał, że impas został wreszcie przełamany.

Rzeczywistość lepsza od prognoz

Sprzyjały temu zresztą wydarzenia na świecie – zaostrzający się konflikt na wschodzie Europy, kłopoty krajów rozwijających się oraz sprzeczne doniesienie dotyczące zamykania programu QE3. Na pierwszy rzut oka - całkiem dobre podstawy, które w krótkim terminie powinny przenieść na rynku złota może nie tyle hossę, co przynajmniej zdecydowaną poprawę nastrojów, które jeszcze kilka miesięcy temu były naprawdę fatalne.

Przypomnijmy, że obchodzimy właśnie rocznicę rekordowych spadków ceny złota, które w ciągu dwóch dni 2013 roku (12 i 15 kwietnia) straciło łącznie na wartości aż 13 procent. Atmosferę histerii podchwyciły wtedy ETF-y, które w całym zeszłym roku pozbyły się 880 ton tego metalu szlachetnego. To niemal tyle samo złota ile w 1915 roku posiadały Niemcy (876 ton) oraz niewiele więcej niż posiada złota obecnie Japonia (765 ton).

Analizując więc to, co wydarzyło się na rynku w 2013 roku trudno było oczekiwać optymistycznych prognoz na kolejne miesiące. A jednak. Początek roku okazał się lepszy, niż wielu z nas się spodziewało.

Wiele znaków zapytania

Zastanawiając się nad tym, co w najbliższym czasie może wydarzyć się na rynku złota, trzeba dokładniej przyjrzeć się wielu czynnikom, wśród których wiele jest niestety dość nieprzewidywalnych.

Po pierwsze, wciąż nie mamy żadnej pewności, jak rozwiąże się kryzys na Ukrainie. Zapewnienia ministra Ławrowa o chęci ustabilizowania sytuacji trzeba traktować nie tyle z przymrużeniem oka, co z pewnym dystansem. Wielokrotnie mieliśmy już okazję się przekonać, że wypowiadane przez rosyjskich polityków słowa niekoniecznie muszą znaleźć potwierdzenie w rzeczywistości.

NAJDROŻSZA KSIĘGA ŚWIATA – KODEKS LEICESTER LEONARDA DA VINCI

Po drugie, oczy inwestorów zainteresowanych najcenniejszym kruszcem, w największym stopniu zwrócone powinny być jednak za ocean – na nowojorską giełdę, oraz dane z amerykańskiej gospodarki. Każdy powiew entuzjazmu, to sygnał że na dalsze i może bardziej spektakularne wzrosty na złocie będziemy musieli poczekać. Tutaj głównym argumentem przeciw wzrostom jest przede wszystkim poprawiająca się ewidentnie sytuacja na amerykańskim rynku pracy, która w ostatnim tygodniu wyrażona była w liczbie osób ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych. W zakończonym 12 kwietnia tygodniu liczba tych wniosków wyniosła 302.000 (po korekcie), co jest najniższym poziomem od 2007 roku.

Ewidentne ożywienie gospodarcze w krótkiej perspektywie nie daje szans na bardziej dynamiczne wzrosty na złocie. Jednak im bardziej ową perspektywę będziemy wydłużać, tym więcej powodów będzie do optymizmu. Szczególne, że mamy do czynienia z niewielkim pogorszeniem nastrojów na Wall Street.

Amerykański NASDAQ spadł w ostatnim okresie do poziomów z przełomu stycznia i lutego. Czy jest to tymczasowa zadyszka, czy początek tego, co jeszcze w zeszłym roku prognozowali analitycy, pokażą najbliższe tygodnie. Korekta na amerykańskiej giełdzie przyjść w końcu musiała – najważniejsze pytanie dotyczy teraz tego, jak głęboka ona będzie.

No i wreszcie po trzecie, na cenę złota wpływać w najbliższym czasie będą na pewno kraje, które mają aspiracje stać się prawdziwymi skarbcami złota. Mowa tu przede wszystkim o Rosji i Chinach, które w ciągu ostatniej dekady zanotowały iście imponujący wzrost ilości posiadanego złota.

Niezwykle ciekawą analizę chińskiego rynku złota przynosi ostatni raport przygotowany przez World Gold Council. Jedną z najważniejszych prognoz, jakie zostały w raporcie opisane jest wzrostu popytu na złoto w tym azjatyckim kraju z dzisiejszego poziomu 1130 ton, aż do co najmniej 1350 ton w roku 2017. Jeśli tak się stanie, będzie to potwierdzenie tego, z czym mamy właściwie już dziś do czynienia – że Chiny to zdecydowanie największy, najsilniejszy i o największych perspektywach do dalszego wzrostu rynek złota na świecie.

Postęp i perspektywy dla rynku złota w Chinach (źródło: World Gold Council – www.gold.org)

Szymon Matuszyński

 

Szymon Matuszyński