Złoto odporne na dane z gospodarki

Po rewelacyjnym wyniku złota w poprzednim tygodniu, posiadacze kruszcu kończą ostatnie pięć dni na symbolicznym plusie. Kalendarz makroekonomiczny co prawda obfitował w interesujące publikacje - między innymi wskaźniki PMI dla sektora usług i przemysłu - jednak żadna z nich nie była w stanie zachwiać notowaniami złota. Rynek obecnie wycenia jego uncję na poziomie 1315 dolarów.

Najnowsze dane z sektora wytwórczego i usługowego w strefie euro okazały się nieznacznie poniżej oczekiwań ekonomistów. Wstępne wskaźniki PMI, obrazujące spodziewaną aktywność przedsiębiorców, wyniosły odpowiednio 51,9 i 52,8 punktu, czyli również słabiej niż miesiąc wcześniej. Nie można tu mówić o większym rozczarowaniu, jednak uwagę zwraca fakt, że było to już drugie z rzędu spowolnienie wzrostu ekonomicznego. Ciężko było liczyć na inny wynik, bowiem najważniejsze składowe PMI dla strefy euro - czyli dane z Niemiec i Francji - wypadły nawet punkt niżej od odczytów z poprzedniego miesiąca.

Reakcja rynku na publikacje była jednak ograniczona, a wszystko dzięki wspomnianym już w poprzednim komentarzu wynikom dla Chin. Wskaźnik PMI dla tamtejszego przemysłu wzrósł do 50,8 punktu i jest to pierwsza od ponad pół roku dodatnia zmiana. O punkt lepiej wypadły też dane dla amerykańskiego sektora wytwórczego i był to dopiero początek dobrych wiadomości z USA. W ciągu kolejnych dni inwestorzy poznali zestaw danych dotyczących rynku nieruchomości oraz nastrojów konsumentów.

Wskaźnik Conference Board, obrazujący zaufanie konsumentów, wzrósł z 82,2 do 85,2 punktu, sporo powyżej szacunków i jest najwyżej od stycznia 2008 roku. Lepszy od prognoz oraz poprzedniego odczytu okazał się też wskaźnik Uniwersytetu Michigan, mówiący o ocenie bieżących i przyszłych warunków gospodarstw domowych.

Maj był jednak szczególnie dobry jeśli chodzi o koniunkturę w amerykańskich nieruchomościach, czyli - jak określiła podczas ostatniego posiedzenia szefowa Fed Janet Yellen - wciąż sporego czynnika ryzyka dla całej gospodarki USA. Dane z minionego tygodnia wskazują jednak, że rynek zaczyna stawać na nogi. Sprzedaż domów na rynku wtórnym wzrosła w maju o ponad 200 tysięcy do 4,89 miliona, podało National Association of Realtors, czyli dużo powyżej rynkowych oczekiwań. Rośnie też sprzedaż domów nowych - z 425 w kwietniu do ponad 500 tysięcy w maju. Jeśli spojrzeć na wykres, jest to wynik najlepszy od maja 2008 roku. Do rekordów z pierwszego dziesięciolecia XXI pierwszego wieku wciąż jednak sporo brakuje - na przykład w najlepszych miesiącach 2004 roku, sprzedaż kształtowała się na poziomie 1,3 miliona nieruchomości miesięcznie.

Wiele natomiast wskazuje, że tamtejsi deweloperzy na podobną kondycję konsumentów będą musieli jeszcze sporo poczekać. Rynek nieruchomości ściśle powiązany jest z rynkiem stóp procentowych, który w najbliższych miesiącach może ulec poważnym zmianom. Tak przynajmniej w ubiegłym tygodniu zasugerował James Bullard, szef Fed z St. Louis. W wywiadzie dla stacji Fox Business Network powiedział, że spodziewa się pierwszej podwyżki stóp procentowych jeszcze w pierwszym kwartale 2015 roku, czyli nieco szybciej, niż oczekuje tego rynek. Ekonomista uzasadnił, że inflacja w USA jeszcze w tym roku wróci do poziomu 2 procent, a bezrobocie spadnie poniżej 6 procent.

Słowa Bullarda chwilowo zachwiały rynkami walut i obligacji, aczkolwiek reakcja nie była trwała. Po pierwsze, ekonomista zaliczany jest raczej do frakcji umiarkowanych zwolenników restrykcyjnej polityki monetarnej - niemal na równi z Narayaną Kocherlakotą, szefem Fed z Minneapolis - a więc jego słowa nie były niczym zaskakującym dla rynku. Co innego, gdyby w podobnym tonie wypowiedział się na przykład Charles Evans. Po drugie, Bullard podczas tej kadencji nie ma prawa głosu na posiedzeniach FOMC, a więc jego deklaracje nie mają bezpośredniego przełożenia na politykę monetarną Rezerwy Federalnej.

Michał Tekliński

Michał Tekliński