Wojna wisi na włosku. A co ze złotem?

Cały świat z coraz większym niepokojem spogląda na wschód Europy. Spośród wielu nerwowych komentarzy, coraz częściej pojawiają się takie, które mówią o faktycznym początku wojny, która nie została tylko oficjalnie wypowiedziana. Na tym tle trudno spokojnie odnosić się do sytuacji na rynkach. Jednak konflikt na wschodzie Europy zaczyna w coraz większym stopniu na nie wpływać.

Sytuacja wydaje się powoli wymykać spod kontroli. Wojska rosyjskie coraz częściej i coraz śmielej wchodzą w głąb Ukrainy. Europa stara się jakoś konstruktywnie reagować, ale nie oszukujmy się, poza głębszymi sankcjami gospodarczymi, żadne inne rozwiązania nie wchodzą w grę (może to i dobrze).

Kryzys ukraiński bardzo mocno odczuły już tamtejsze rynki, a moskiewskiej giełdzie już od dłuższego czasu towarzyszy wyłącznie kolor czerwony. Rodzi się więc bardzo istotne pytanie, na które coraz trudniej znaleźć racjonalną odpowiedź: co będzie dalej?

Cisza przed burzą?

To pytanie dotyczy także interesującego nas obszaru - rynku złota. Czy wobec zaogniającego się konfliktu, kurs złota poszybuje w górę? Czy nagle wszyscy rzucą się do zakrojonych na szeroką skalę zakupów? Czy wreszcie zachwiana zostanie na dłużej globalna równowaga jeśli chodzi o dominujące waluty i surowce?

Analiza kursu na przestrzeni ostatniego półrocza na razie takich wniosków wysuwać nie pozwala. Poruszamy się od dłuższego czasu w przedziale od 1240 do 1380 dolarów za uncję i nie mieliśmy do tej pory do czynienia ze spektakularnymi ruchami kursu w którąkolwiek stronę.

Wydawało się jedynie, że silniejsze odbicie w połowie czerwca jest początkiem ożywienia na rynku. Ale już po miesiącu, po przebiciu 1330 dolarów, kurs powoli zaczął spadać, aż do dzisiejszych poziomów. Dlaczego więc, mimo że na świecie roi się od punktów zapalnych i konfliktów zbrojnych, złoto nie zyskuje na wartości?

Inwestorzy nie wierzą ani w pokój, ani w złoto?

Czyżby inwestorzy wierzyli w chwilowość zaistniałej sytuacji i możliwość pokojowego rozwiązania tego problemu? Czy może czekają, aż sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej (oby nie) i dopiero wtedy ruszą do większych zakupów? Złoto wydaje się być dziś naprawdę relatywnie tanie i biorąc pod uwagę mocne fundamenty tego waloru, zainwestowanie w najcenniejszy z kruszców właśnie teraz wydaje się być dobrym pomysłem.

Bardzo ważne w odniesieniu do sytuacji na rynku i ewentualnego wzrostu wartości złota będą działania banków centralnych, które wydają się wykorzystywać sprzyjające warunki do kupowania znacznych ilości kruszcu. Kupują go więcej niż przed rokiem, co jednak nie powinno dziwić - cena złota jest teraz o wiele niższa, niż była w II kwartale 2013 roku.

Jeśli banki centralne dadzą bardziej zdecydowany sygnał, że nadszedł czas do większej aktywności na rynku, w ślad za nim mogą pójść inni uczestnicy tego rynku, z zastrzeżeniem, że osłabnąć może popyt na złoto w sektorze jubilerskim.

Z drugiej strony, wobec pogarszającej się sytuacji, szczególnie na wschodzie Europy (ale także w Syrii, Iraku, czy w Strefie Gazy), znacznie wzrosnąć może zainteresowanie złotem fizycznym - wszak mit o bezpiecznej przystani wydaje się być aktualny bardziej, niż kiedykolwiek w XXI wieku.

Może być tylko lepiej…

Wiara we wzrosty na złocie wcale nie musi się opierać na kryzysach politycznych i konfliktach zbrojnych. Dla nas wszystkich lepiej by było, gdyby fundamenty hossy na rynku najcenniejszego z kruszców budowane byłyby w innych miejscach i nie tak wysokimi kosztami. Czy jest na to szansa? Oczywiście, że tak.

Nadzieją dla rynku złota jest trwająca od kwietnia hossa na amerykańskim parkiecie. Choć ujęcie tego jedynie w kilkumiesięcznej perspektywie jest błędne. Zielony kolor za oceanem dominuje właściwie od 2009 roku, przysłaniając nieco realny obraz zarówno kondycji amerykańskiej gospodarki, jak i przede wszystkim trapiących ją problemów.

Zapomnieliśmy nieco o programie QE3. Zapomnieliśmy, dlaczego został w ogóle wdrożony, na jakich zasadach działał i jakie były jego konsekwencje. Zestawiając to z bardzo wysokimi cenami akcji i irracjonalnym już optymizmem inwestorów na Wall Street, należy spodziewać się, że w najbliższym czasie sytuacja będzie musiała się zmienić (co zresztą zapowiada coraz większa grupa analityków). Jeśli tak się stanie, to część uwagi inwestorów zapewne przeniesie się właśnie na złoto, które wciąż niedoceniane i mocno obecnie niedoszacowane, będzie mogło odegrać wreszcie pierwszoplanową rolę.

Szymon Matuszyński