Analiza: Bank centralny USA zadecyduje o cenie złota

Posiadacze metalu mają za sobą bardzo słaby tydzień. Cena w ciągu pięciu dni spadła o niemal 3 procent i rynek obecnie wycenia uncję na poziomie 1235 dolarów. Ostatnio na tym poziomie metal znajdował się 8 miesięcy temu, kiedy wychodził z grudniowego dołka.

Żeby znaleźć wytłumaczenie spadków, wystarczy właściwie spojrzeć na wykresy najważniejszych indeksów na Wall Street. W ujęciu całego tygodnia spadły one nawet ponad procent, pogłębiając korektę zwłaszcza w piątek. Sporo dzieje się na S&P500, który grupuje pół tysiąca największych spółek z tamtejszego rynku. Inwestorom po raz kolejny nie udało się utrzymać rekordowego pułapu 2000 punktów.

W piątek pojawiły się dane z gospodarki USA - zmiana sprzedaży detalicznej oraz wskaźnik zaufania konsumentów Uniwersytetu Michigan. W obu przypadkach, statystyki były bardzo dobre. Sprzedaż wzrosła o 0,6 proc. z miesiąca na miesiąc, czyli najmocniej od czterech miesięcy. Oprócz tego zrewidowano odczyt za lipiec, z zera do plus 0,3 proc. Niemal równie dobrze wypadł wskaźnik nieuwzględniający sprzedaży środków transportu - dynamika wyniosła plus 0,3 proc., zgodnie z oczekiwaniami. Dodatkowo zrewidowano wyniki z poprzedniego miesiąca, z 0,1 do 0,3 proc. Z kolei wspomniany wskaźnik Uniwersytetu Michigan wzrósł z 82,5 do 84,6 punktu, dużo mocniej od oczekiwań rynku i jest najwyżej od połowy ubiegłego roku.

Lepsza sprzedaż w USA to efekt coraz lepszych nastrojów konsumentów. Te zaś wynikają z faktu, iż na prostą wraca tamtejszy rynek pracy. Amerykanie widzą, że kolejki przed urzędami pracy są coraz mniejsze, wobec czego nie obawiają się o przyszłe zarobki i wydają coraz więcej. Obraz całej sytuacji dostrzega zaś Rezerwa Federalna i inwestorzy. Skoro przyspieszenie gospodarcze jest coraz mocniejsze, znikają argumenty przemawiające za utrzymywaniem ultraniskiej polityki monetarnej. Innymi słowy, czas definitywnie zakończyć program luzowania ilościowego i podnieść stopy procentowe.

Nie jest to najlepsza wiadomość dla spółek notowanych na Wall Street, więc uczestnicy rynku dostosowują wyceny do nadchodzących realiów. Nie jest to też dobra wiadomość dla złota, bowiem znacznie obniża ryzyko pojawienia się inflacji, na którą kruszec jest odporny. Równocześnie rośnie wartość dolara, co ogranicza popytową stronę rynku.

Problem w tym, że wciąż nie wiadomo, kiedy Rezerwa Federalna zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych. Póki co pewna jest tylko rezygnacja z QE3. Podczas najbliższego posiedzenia w środę Fed obetnie program o kolejne 10 miliardów dolarów, by w październiku wyłączyć go całkowicie. Jeśli zaś chodzi o koszt pieniądza, Janet Yellen utrzymuje, że środowisko niskich stóp procentowych utrzyma się przez znaczny czas po wygaszeniu QE3. Diabeł jak zwykle tkwi jednak w szczegółach. Przede wszystkim nikt z Rezerwy Federalnej jak dotąd nie doprecyzował, co konkretnie oznacza termin znaczny czas.

Dlatego rynek podczas najbliższego posiedzenia będzie oczekiwał na rozwinięcie tych słów. Jeśli szefowa Fed zdecyduje się podać więcej szczegółów będzie to oznaczać, że kwestia podwyżki stóp w najbliższych miesiącach jest już przesądzona, a bank czeka tylko na odpowiedni moment - uwzględniając między innymi aktualną sytuację na giełdach. Jeśli jednak termin znaczny czas nie znajdzie rozwinięcia, będzie to jasna wiadomość dla inwestorów, że Fed wciąż nie wie, kiedy ponieść stopy, a więc wciąż jest przestrzeń do wzrostów, również na złocie.

Zdjęcie: Kevin DooleyCC BY 2.0

Michał Tekliński