Historia waluty polskiej, cz. III – I Rzeczpospolita

Rzeczpospolita Obojga Narodów przebyła długą drogę – od dominującej siły w Europie Środkowo-Wschodniej do upadłego państwa, które ostatecznie rozszarpali sąsiedzi. Niemałe zmiany przeszedł również jej system walutowy, wciąż oparty na złocie i srebrze.

Reformy króla Stefana

Ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August, zostawił Polsce i Litwie w spadku federacyjne państwo – Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W akcie Unii Lubelskiej zawarta była również unifikacja waluty, ale nie udało się jej faktycznie przeprowadzić przed śmiercią króla w 1572 r. Przez rok w Rzeczpospolitej panowało bezkrólewie i targi co do przyszłego ustroju kraju. Wreszcie wyłoniły się jego fundamenty, na czele z monarchią elekcyjną, demokracją szlachecką i tolerancją religijną.

Pierwszy wybór króla okazał się niezbyt fortunny. Henryk Walezy zaskoczył swoich nowych poddanych wyjątkową swobodą erotyczną, nie ograniczającą się do płci przeciwnej, a po niecałym roku uciekł chyłkiem z kraju, by objąć dziedziczny tron Francji. Jego następcą został książę Siedmiogrodu (księstwa węgierskiego) Stefan Batory, ale szlachta postawiła mu twarde warunki. Jego współmonarchą została Anna Jagiellonka, siostra Zygmunta Augusta, więc Stefan musiał poślubić 10 lat starszą i już przeszło 50-letnią Annę. Pana „młoda” podobno, delikatnie mówiąc, nie wykazywała się wielką urodą, nic więc dziwnego, że małżonek wolał spędzać czas na wojnach. Znalazł jednak chwilę, by zadbać o system monetarny.

W 1580 r. przeprowadził wielką reformę walutową. Wprowadził jednolity pieniądz dla Korony (jak wówczas nazywano polską część Rzeczpospolitej) i Litwy. Dodatkowo powiązał go z walutą Cesarstwa Niemieckiego, co ułatwiło handel międzynarodowy. Niezmienione pozostały monety od szóstaka w dół (tabelę z przelicznikami znajdziecie w części poświęconej Jagiellonom), które traktowano jak „drobne” i używano na co dzień. „Grubsze” monety, czyli srebrne talary, warte ok. 35 groszy, półtalary oraz dukaty (czerwone złote) pozostawały w użytku głownie w obrocie międzynarodowym i hurtowym.

Przypomnę, że od czasów Jagiellonów czerwonym złotym lub czerwońcem nazywano w Polsce i na Litwie dukaty, czyli obiegowe monety złote, dla odróżnienia od złotego polskiego, czyli jednostki rozliczeniowej równej 30 groszom. Początkowo złoty polski równał się wartością czerwońcowi, ale wobec inflacji srebra względem złota za czasów Batorego dukat wart był ok. 56 groszy.

W zamożnej Rzeczpospolitej zaczęły się upowszechniać portugały, choć pierwsze wyprodukowano już za Zygmunta Augusta. Te złote monety pochodziły, jak sama nazwa wskazuje, z Portugalii i stanowiły wielokrotność dukata. O ich wartości przesądzała oczywiście ilość zawartego w nich kruszcu. W obiegu w Europie były monety o wartości 2 ½, 5 oraz 10 dukatów. W Rzeczpospolitej poza nimi produkowano również specjalne medale pamiątkowe na nadzwyczajne okazje, również zwane portugałami, których wartość dochodziła nawet do 30 czerwonych złotych. Choć można było je używać w obiegu (jak to złota pod każdą postacią), to znacznie częściej pozostawały pamiątkami.

Rzeczpospolita Wazów

Po śmierci Stefana Batorego w 1587 r. na tron polsko-litewski powołany został Zygmunt Waza, wnuk Zygmunta Augusta, dziedzic korony szwedzkiej. Członkowie tej gałęzi dynastii Wazów mieli zasiadać na tronie niemal 100 lat i wciągnąć Rzeczpospolitą w wyniszczającą wojnę ze Szwecją.

Początkowo system monetarny pozostawał bez zmian. Pieniądze Rzeczpospolitej, lepszej jakości (o większej zawartości kruszcu) były wywożone za granicę, a do kraju napływały gorszej jakości monety z Cesarstwa. Przypomnę, że Stefan Batory zrównał je w wartości. Powodowało to odpływ kruszcu z Rzeczpospolitej, psucie waluty i inflację. Za panowania Zygmunta III Wazy cena dobrych, niesfałszowanych talarów oraz dukatów wyrażana w groszu poszła do góry niemal trzykrotnie. Sytuację pogorszyła uchwała sejmowa z 1627 r. zakazująca bicia drobnych monet. Bito tylko dukaty, talary, półtalary i orty (o nich za chwilę), które jako monety wysokiej jakości były wywożone za granicę, powiększając problem.

Nową monetą w systemie monetarnym Rzeczpospolitej stał się ort produkowany w Gdańsku od 1608 r. Mieszczanie chcieli stosunkowo drobnej, ale solidnej monety, pomocnej w handlu zagranicznym. Ort początkowo miał wartość 10 groszy (1/4 talara), a od 1623 r. 18 groszy. Moneta szybko rozpowszechniła się w całym kraju i zaczęły ją bić inne mennice. Przetrwała do XVIII wieku.
Kolejne, znacznie poważniejsze problemy zaczęły się w systemie walutowym Rzeczpospolitej po Potopie Szwedzkim. Spustoszony kraj pogrążony w kryzysie gospodarczym musiał poradzić sobie z wypłaceniem ogromnych należności przewalającym się przez kraj wojskom zaciężnym. Próbowano to zrobić na dwa sposoby.

Pierwszym były tzw. boratynki, nazywane tak od nazwiska ówczesnego zarządcy Mennicy Krakowskiej, Tytusa Liwiusza Boratiniego. Ten skądinąd świetny architekt, wynalazca i astronom wpadł na pomysł, żeby bić specjalne miedziane monety, z których każda miał narzuconą wartość jednego szeląga, czyli 1/3 grosza, choć realna wartość monety zawierającej ok. 1,3 g. miedzi była zbliżona do zera. Tymi monetami miały być spłacane zobowiązania skarbu, a zaplanowano wybicie w sumie ok. 2 mln sztuk. 57% wybitych monet brał skarb państwa resztę dostawał Boratini. Jednak to Włochowi nie starczyło i popełniał koszmarne nadużycia, wypuszczając na lewo cała masę miedzianych szelągów. Skarb państwa wciąż miał problemy i zatwierdzał nową emisję, Boratini dorabiał na boku, a łatwo podrabialne monety zaczęli wyrabiać fałszerze. W efekcie szacuje się, że w obiegu było nawet 1,8 mld (!) tych „złych szelągów” (tak, to od nich wzięło się przysłowie), czyli niemal tysiąckrotnie więcej niż początkowo przewidywano.

Do kompletu doszły tymfy (lub tynfy). Ich nazwa pochodzi od nazwiska dzierżawcy mennic królewskich, Andrzeja Tymfa. Wymyślił on, by złotemu polskiemu, dotąd jednostce obrachunkowej o wartości 30 groszy, przypisać na stałe srebrną monetę. Problem polegał na tym, że srebra było w niej tyle co w 12-18 groszach (w zależności od emisji). Monety były bite niedbale, a znajdujące się na nich inicjały ICR (Iohannes Casimirus Rex) wściekli poddani szybko rozszyfrowali jako „Initium Calamitatis Regni” („Początek nieszczęść Królestwa”). Przysłowie „Dobry żart tymfa wart” ma w tym kontekście bardzo ironiczny wydźwięk. Na temat tych monet powstawały liczne gorzkie satyry.
Boratynki jak i tymfy były tym, co dziś nazywamy dodrukiem pieniądza i to bardzo ordynarnym. Oczywiście rynek szybko przejrzał oszustwo, ale stała za nim cała powaga prawa. Doprowadziło to do powstania systemu podwójnych cen (nielegalnego), inflacji i potężnego kryzysu finansowego, ale trzeba przyznać że uratowało Rzeczpospolitą przed bankructwem.

Zmierzch potęgi Rzeczpospolitej

Następcą Jana Kazimierza, ostatniego Wazy na tronie Rzeczpospolitej, został Michał Korybut Wiśniowiecki. Niewiele zdziałał, także na polu gospodarki pieniężnej. Po nim nastał Jan III Sobieski.

Sobieski odziedziczył państwo w totalnym chaosie walutowym. Po rynku krążyła stara drobna moneta srebrna w różnych podejrzanych emisjach i próbach, boratynki, tymfy, talary, czerwońce oraz lepsze i gorsze monety zagraniczne. Koniecznością stało się zapanowanie nad tym bałaganem.
W 1677 r. sejm zezwolił na otwarcie mennic (czym zajął się podskarbi wielki koronny Jan Andrzej Morsztyn, znany dziś bardziej jako poeta), produkcję drobniejszych monet i przypisał poszczególnym nominałom urzędowe wartości. Szelągi czyli boratynki pozostały 1/3 grosza, choć kurs rynkowy monety srebrnej był od dwóch do nawet czterech razy wyższy niż miedziaków. Dukat, czyli czerwony złoty miał kosztować 12 złotych polskich w szelągach (przypomnę, że 1 złp = 30 groszy), a talar 6 złp w szelągach. Oczywiście realne kursy zmieniały się i to raczej w górę. Już w 1685 r. na mocy uchwały sejmowej zamknięto nierentowne mennice.

Za czasów królów saskich z dynastii Wettynów niewiele działo się w krajowym systemie walutowym. Monety biły niektóre miasta, jednak były to najczęściej emisje drobnych monet srebrnych. August III bił tymfy w Saksonii (Dreźnie), jednocześnie zrównał je wartością z ortem, w praktyce likwidując tego drugiego.

Wettynowie zaczęli również bić grosze z miedzi. Spowodowały to kolejny skokowy wzrost wartości dukatów i talarów. Wartość monety złotej w pewnym momencie przekroczyła 1000 groszy. Talar oficjalnie wart był 240 groszy, ale rynkowy kurs był ponad dwukrotnie wyższy. Wielką ilość lichej monety puszczał w obieg zwłaszcza cierpiący na chroniczny niedobór gotówki hedonista August III.

Waluta czasów stanisławowskich

Do reformy walutowej król Stanisław August Poniatowski zobowiązał się w pacta convecta, wstępując na tron Rzeczpospolitej 1764 r. Przeprowadził ją niemal natychmiast, bo w latach 1765-1766, a jednym z jej głównych celów było ponowne otwarcie krajowych mennic zamkniętych już 80 lat. Mennica Polska, przodek dzisiejszej, powstała w 1766 r.

Przede wszystkim król postanowił oprzeć walutę na dobrej próbie talara. Z grzywny kolońskiej srebra o wadze ok. 233,8 g wybijano osiem talarów. Na talar składało się 8 złp (moneta była srebrna), a na srebrną złotówkę składały się 4 grosze srebrne. W obiegu była również waluta miedziana. Jeden grosz miedziany równał się 7,5 grosza srebrnego. Złote dukaty wyceniono na dwa talary. Czyli:
1 dukat (czerwony złoty) = 2 talary = 16 złp = 64 grosze srebrne = 480 gorszy miedzianych
Jak widać do zajmowania się finansami w XVIII w. trzeba było mieć tęgą głowę i naprawdę szybko liczyć, zwłaszcza że występowały jeszcze monety będące wielokrotnością lub ułamkiem talarów, złotówek i groszy.

Dobra jakość pieniądza krajowego ustabilizowała inflację, ale stała się zarzewiem problemów podobnie jak za czasów Wazów. Nieodpowiednie ustalenie kursów urzędowych sprawiło, że pieniądz Rzeczpospolitej masowo za granicę wywozili Prusacy, zalewając kraj gorszej jakości monetą pruską. Był to ogromny problem, bo Rzeczpospolita nie miała własnych złóż srebra i musiała importować kruszec do mennicy. Dopiero w 1787 r. z monet ujęto 4,2% srebra, a cenę dukata podniesiono do 18 złp, co nieco zmniejszyło opłacalność tego procederu, choć nie zahamowało go zupełnie.

Do końca istnienia formalnie niepodległej Rzeczpospolitej system nie uległ większym zmianom. Ciekawostką może być jedynie, że rząd Powstania Kościuszkowskiego wyemitował w 1794 r. specjalne bilety krajowe. Było to coś między wekslami (bo po wojnie miały być zamienione na kruszec), a papierową walutą (bo za odmowę jej przyjęcia w nominalnej wartości groziły kary). Jednak eksperyment upadł po trzech miesiącach, a państwa zaborcze oczywiście jej nie uznawały.

W 1795 r. Polska zniknęła z mapy na 123 lata. Kiedy odzyskaliśmy niepodległość, stało się to w zupełnie nowej rzeczywistości gospodarczej i finansowej. Ale o tym w następnej, ostatniej części cyklu.

Jan Matejko, Jan III Sobieski pod Wiedniem, źródło: pl.wikipedia.org

Krzysztof Krzemień