INIRZ: wzrost wartości franka rozbudził entuzjazm inwestorów na rynku złota

Koniec zeszłego i sam początek tego roku nie był dla złota okresem udanym. Nie zanotowaliśmy co prawda spektakularnych spadków na złocie, ale atmosfera i perspektywy dla tego metalu szlachetnego nie były najlepsze. Odczuwali to także inwestorzy, wśród których większość postrzegała sytuację negatywnie, bądź zachowywała wstrzemięźliwość.

 

Atmosferze na rynku nie sprzyjały także prognozy analityków, którzy wieszczyli spadek wartości złota nawet poniżej 1000 USD za uncję. Niespodziewanie jednak z pomocą całemu sektorowi przyszedł Bank Szwajcarii, który postanowił za wszelką cenę obronić swoją walutę. Co było później, wiemy wszyscy. Liczba zawałów w Polsce w ciągu jednego dnia zapewne wzrosła, czemu przysłużył się oczywiście kosztujący momentami nawet 5 złotych frank.

 

Kryzys na franku nie pozostał bez wpływu na nastroje inwestorów, ale przede wszystkim na cenę złota, które w styczniu kosztowało nawet 1300 dolarów (dziś jego cena oscyluje wokół 1260 dolarów).

Inwestorzy, mimo trudnego czasu dla złota na początku roku, niemal w połowie pozytywnie reagowali na sytuację na rynku. Co ważne, odsetek ten nie schodzi zwykle poniżej 40 procent, a to potwierdza tezę, że część osób inwestujących w złoto traktuje je przede wszystkim jako walor długoterminowy. Natomiast wahnięcia kursu w krótkim terminie nie są w stanie ich spokoju zmącić.

Jednak wydarzenia z jakimi mieliśmy do czynienia w styczniu musiały wpłynąć na mniej entuzjastycznie nastawioną część inwestorów. Decyzja Banku Szwajcarii była zaskoczeniem dla większości rynków, w tym również dla rynku akcji (co szczególnie dotkliwie odczuły notowane na giełdach banki). Wydaje się jednak, że nagłe wzmocnienie franka uświadomiło wszystkim po raz kolejny w jak trudnych do przewidzenia czasach żyjemy, a także przypomniało części inwestorów o złocie i jego charakterystycznych cechach (że jest walorem mimo wszystko stabilnym i odpowiednim w stosunku do panującej w makroekonomicznym otoczeniu atmosfery).

Wartość złota w styczniu wzrosła o ponad 10 procent, co było najlepszym od wielu miesięcy wynikiem. Wzrosty te bezpośrednio wpłynęły na nastroje inwestorów - w ciągu ostatnich tygodni tych pozytywnie nastawionych przybywało - z niemal 40 do ponad 60 procent. Mało tego - tych, którzy negatywnie oceniali dalszy rozwój sytuacji było już tylko 30 proc., co jest najlepszym dla całego sektora wynikiem od dłuższego czasu.

Teraz najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy frankowy kryzys był wystarczająco mocnym impulsem do długoterminowych wzrostów na złocie. Bardzo wiele zależy w tym przypadku od sytuacji za oceanem - zarówno kondycji amerykańskiej gospodarki, jak i sytuacji na Wall Street. A tam inwestorzy ewidentnie poczuli wiatr w żagle i po słabszym początku stycznia, wzięli się za odrabianie (drobnych) strat. Mimo, że niektóre dane makro (nowe zamówienia w przemyśle, których wartość w ujęciu miesięcznym spadła o 3,4%), nie przedstawiają się optymistycznie.

Taki stan nie będzie oczywiście trwał wiecznie. Na Wall Street korekta przyjść musi, ponieważ część tego rynku jest już naprawdę bardzo mocno przegrzana. Jednak dopóki inwestorzy za oceanem sami tego nie poczują, hossa będzie trwała w najlepsze. Tym bardziej, że właśnie rajd w górę rozpoczęła ropa, co jeszcze bardziej utwierdziło inwestorów w przekonaniu, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Natomiast utrzymujące się powyżej poziomu 1250 USD złoto ewidentnie skorzystało na kryzysie szwajcarskiej waluty. Najbliższe dni pokażą, czy był to na tyle silny impuls, żeby pomóc złotu odrobić z nawiązką poniesione pod koniec zeszłego roku straty. Jeśli tak się stanie, możemy liczyć, że w najbliższych tygodniach najcenniejszy z metali będzie dalej zyskiwał na wartości i w dłuższej perspektywie osiągnie być może dawno nie widziany na rynku poziom 1400 dolarów za uncję.

Fot. Karl Baron, Flickr.com, CC BY 2.0

Szymon Matuszyński