Unit-linked. Co to takiego i czy jest w tym złoto?

Oczywiście, że jest. Złoto jest wszędzie. Również w produktach, które zwą się tajemniczo unit-linked. Do czego służą, co można dzięki nich mieć, czy opłaca się je wykorzystywać w procesie oszczędzania pieniędzy i gdzie ukryty jest najcenniejszy z kruszców?

Historia tego produktu finansowego sięga połowy lat 90-tych ubiegłego wieku. Wielka transformacja otworzyła wiele niedostępnych wcześniej dla obywateli obszarów, w tym także w dziedzinie finansów. Kiedyś byliśmy zdani wyłącznie na bankowe lokaty i książeczki oszczędnościowe, nieliczni mogli sobie pozwolić na inwestycje w kruszce, waluty, czy dzieła sztuki.

Unit-linked. Ale o co chodzi?

Unit-linked, czy jak kto woli polisy z funduszem, z pewnością do dzieł sztuki nie należą, ale w swej historii miały z pewnością przynajmniej dwa „złote okresy”. Ale od początku. Co to właściwie jest?

Przystąp do Klubu Goldenmark

Punktów spojrzenia na ten produkt jest bardzo wiele. Jedni traktują je jako polisy ubezpieczeniowe, które część składki lokują w różnego rodzaju funduszach inwestycyjnych, które mają szansę przynieść dodatkowy zysk. Ale jest i drugie spojrzenie - unit-linked to fundusze inwestycyjne, opakowane w formę polisy, dające określone korzyści prawno-podatkowe.

Jak wygląda to w praktyce? Sposobów „prowadzenia” takiej polisy jest bardzo wiele, a i funkcja tych produktów zmieniała się przez ostatnie dwadzieścia lat. Można ubezpieczyć swoje życie, inwestując tylko niewielką część składki. Można podzielić składkę np. po połowie, tak aby w równym stopniu pokrywała ona część ochronną i inwestycyjną. I można w końcu nawet 95 proc. składki przeznaczyć na inwestycje, przy czym funkcja ochronna jest wyłącznie dodatkiem.

Diamenty od A do Z - pobierz darmowy ebook

Jak pokazuje historia, to właśnie te zależności w ostatnim czasie dość radykalnie się zmieniły, do czego przyczynił się także rozpoczęty w 2008 roku kryzys finansowy.

Trochę historii

Pierwszy boom na polisy z funduszem przeżyliśmy pod koniec lat 90-tych, kiedy to Commercial Union, Amplico i ING Nationale Nederlanden sprzedawały je na pniu. Obietnice doskonałych i kompleksowych ubezpieczeń, a do tego zyski z inwestycji, przekonywały nawet najbardziej sceptycznie nastawionych klientów. Jak to wyszło w praktyce? Koszty ubezpieczeń były często tak wysokie, że „zjadały” większość płaconych przez klientów składek, a zysk z części inwestycyjnej nie był w stanie pokryć poniesionych strat.

Ale i firmy zauważyły, że coś jest nie tak, więc zaczęły stopniowo dostosowywać produkt do wymagań rynku. Funkcja ochronna schodziła na drugi plan - rzeczywiście koszty ubezpieczenia były coraz niższe. Natomiast do głosu zaczynały dochodzić zyskujące coraz większą popularność fundusze inwestycyjne, które jednak same w sobie były dla klientów zbyt ryzykowne.

Klient pozostawiony sam sobie z pakietem jakiegokolwiek TFI nie był przeważnie w stanie poradzić z odpowiednim nim zarządzaniem. Masa opłat, konieczność kupowania i sprzedawania jednostek, podatek Belki, analiza kursów, powiązanie z giełdą. To dla przeciętnego zjadacza chleba nie do wytrzymania. Pojawiły się więc oferty, które większość tych problemów rozwiązywały.

I tak, firmy takie jak Aegon, Skandia, AXA i wiele innych, zaczęły oferować swoim klientom produkt niemal doskonały: możliwość inwestowania w fundusze inwestycyjne, które opakowane w polisę ubezpieczeniową, dawały szereg korzyści, stając się „strawne” i w miarę zrozumiałe dla Kowalskiego czy Nowaka. Przyszedł kolejny boom - do 2008 roku polisy te, a także same fundusze, kupowali w Polsce niemal wszyscy. Niestety kryzys dał się wszystkim mocno we znaki. Posiadaczom polis z funduszem tym bardziej.

A gdzie złoto?

Konstrukcja produktu jest w rzeczywistości nieco skomplikowana, co spowodowane jest choćby liczbą dostępnych w ramach różnych portfeli inwestycyjnych funduszy. Są ich setki, począwszy od tych inwestujących agresywnie, poprzez nieco bardziej stabilne i inwestujące w różne surowce, kończąc na funduszach lokujących środki w papiery skarbowe, czy po prostu typowo zabezpieczające. Oczywiście są też takie, które inwestują w metale szlachetne i kruszce - w tym oczywiście w złoto. Jak przedstawiają się wyniki jednego z nich?

W ramach programów jednej z firm oferujących takie produkty, dostępny jest fundusz, który większą część swoich aktywów inwestuje właśnie w złoto:

  • 76,3% złoto
  • 15,9% srebro/Złoto
  • 3,8% platyna
  • 1,5% zdywersyfikowane
  • 2,5% inne

Natomiast wykres funduszu za ostatni rok przedstawia się następująco:

Jak pokazuje wykres, fundusz w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy radził sobie raczej średnio, co tylko potwierdza tezę, że samo odkładanie pieniędzy w jednym z wielu dostępnych na rynku produktów typu unit-linked to zdecydowanie za mało. Aby całe przedsięwzięcie miało sens, koniecznych jest do spełnienia wiele Jakich? O tym szczegółowo napiszemy w kolejnym materiale.

Szymon Matuszyński