Analiza: Uncja złota w górę po interwencji Arabii Saudyjskiej w Jemenie

Złoto drożeje drugi tydzień z rzędu. Tym razem kurs poszedł w górę o 1,4 proc. i znajduje się obecnie niewiele poniżej linii 1200 dolarów za uncję. Szlachetny kruszec zyskuje dzięki wzrostowi awersji do ryzyka na globalnych rynkach po zaostrzeniu konfliktu w Jemenie.

 

Bezpośredni sygnał do wzrostów dała Wall Street. Najważniejsze indeksy w czwartek mocno traciły – S&P500 oraz przemysłowy Dow Jones około 1,5 proc., a technologiczny Nasdaq niemal 2,4 proc., w przypadku którego była to najsłabsza sesja od roku. Przecena momentalnie przelała również na pozostałe rynki, zaś globalna niepewność tradycyjnie przełożyła się na wyższe wyceny surowca.

Tym, co spowodowało wzrost awersji do ryzyka, była informacja o zbrojnym ataku Arabii Saudyjskiej w Jemenie. Pierwszego dnia konfliktu została zbombardowana stolica kraju Sana, w ataku miało zginąć kilkanaście osób, również cywile. Arabia Saudyjska zdecydowała się interweniować w Jemenie po tym, jak powstanie szyickiego ruchu Huti obaliło prezydenta gen. Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego. Bojówkarze mają obecnie kontrolę nad krajem.

Z pewnością nie jest to konflikt lokalny. Po atakach lotniczych do interwencji lądowej szykuje się koalicja sunnickich państw, złożona z Egiptu, Sudanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Bahrajnu. Jak zapewniają przywódcy koalicji z Arabii Saudyjskiej, interwencja w Jemenie będzie kontynuowana, dopóki Huti nie wycofają się i nie złożą broni.

Zaangażowanie Arabii Saudyjskiej wynika z faktu, że Huti nie walczą w pojedynkę. Rebelia inspirowana jest przez zwaśniony Iran, który od pewnego czasu walczy o dominację w regionie. Teheran zaangażowany jest w różne konflikty w Iraku, Syrii i Libanie. Iran rzecz jasna dementuje wszystkie sugestie jednak wiadomo, że od dłuższego czasu finansuje Huti, między innymi w ramach militarnych szkoleń.

Temat jest o tyle ważny, ponieważ może mieć negatywny wpływ na poprawiające się ostatnio stosunki na linii USA-Iran. Co prawda Stany Zjednoczone jak ognia starają się uniknąć tego konfliktu, co udowodniły wcześniejszym wycofaniem wojsk z Jemenu. Barack Obama zadeklarował, ze udzieli wyłącznie logistycznego i wywiadowczego wsparcia koalicji Arabii Saudyjskiej. Problem w tym, że rebelianci mocno liczą na pomoc Teheranu. Już teraz mówi się, że bez prawdziwego wsparcia militarnego, zryw rebeliantów może bardzo szybko upaść.

Iran stoi więc przed poważnym konfliktem interesów. Z jednej story zależy mu na przewadze nad Arabią Saudyjską w regionie. Z drugiej jednak boi się o pogorszenie stosunków z USA. Zwłaszcza przez pryzmat trwających właśnie w Lozannie rozmów dotyczących zamrożenia programu nuklearnego w zamian za zniesienie gospodarczych sankcji. Teheran gra o wiele i może dużo stracić. Musi bowiem przekonać grupę mocarstw (złożoną z USA, Rosji, Chin, Wielkiej Brytanii i Rosji oraz Niemiec ), że program ma służyć wyłącznie celom energetycznym. Jeśli to się uda, będzie mógł na nowo sprzedawać swoją ropę naftową na światowych rynkach. Aktualnie wydaje się więc, że konflikt na linii Arabia Saudyjska – szyici Huti rozegra się raczej bez oficjalnego udziału Iranu.

Fot. Ian Burt, Flickr.com, CC BY 2.0

Michał Tekliński