Exit. Bez odbioru

Niezależnie od tego, jak dziś zagłosują Brytyjczycy, Europa jaką budowaliśmy od dziesięcioleci, skończyła się. Nie jesteśmy tak naprawdę w stanie przewidzieć konsekwencji x-exitów (Wielka Brytania może nie być jedyna) w długim terminie, ale że będą one miały wpływ na nasze życie i nasze portfele, nie ulega wątpliwości.

Kryzys idei europejskiej wspólnoty trwa od dawna, a jego początkiem wcale nie była wizja wyjścia z UE Grecji. W tym przypadku czynnikami determinującymi były przede wszystkim kwestie gospodarcze i trudne do opanowania chylenie się Hellady ku upadkowi. A problem ma o wiele szerszy i poważniejszy kontekst, i dziś tak naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć, z jaką jego skalą będziemy mieli w najbliższych latach do czynienia.

Niektóre środowiska w Polsce diagnozują sytuację jako chęć niektórych krajów do odzyskania suwerenności, tłumacząc to zmieniającymi się nastrojami społecznymi. Zawód jaki sprawił im projekt wielkiej europejskiej rodziny, okazał się zbyt duży. Są to jednak grupy, do których nie docierają racjonalne argumenty wyrażone w gospodarczych i ekonomicznych wskaźnikach. A prawda jest taka, że dziś, bez Unii Europejskiej, koncepcji otwartego rynku, swobodnego przepływu kapitału i pracowników, gigantycznego napływu środków do krajów rozwijających się, nie byłoby, również w Polsce, gospodarczego rozwoju.

Ale prawdę mówiąc, część tej diagnozy jest niestety słuszna. W praktyce nie chodzi jednak o odzyskiwanie suwerenności, bo jej żaden z krajów nie utracił (wszystko jest kwestią odpowiedniej interpretacji), ale o coraz bardziej niepokojące nastroje nacjonalistyczne, które widoczne są już gołym okiem w wielu europejskich krajach. Młode pokolenia, ulegające populistycznej narracji, zaczynają w Unii Europejskiej dostrzegać zagrożenie dla ich narodowej tożsamości oraz krajowych interesów. Zapominają przy tym (albo nikt ich wręcz tego nie uczy), że ów twór (Unia Europejska) jest jednym z fundamentów współczesnego rozwoju.

Inaczej oczywiście problem wygląda w Wielkiej Brytanii, a inaczej w Polsce, Grecji czy na Węgrzech. U nas otwarcie nie mówi się o rozpisaniu referendum (jeszcze). Ale jeśli dalej polski rząd będzie prowadził politykę gospodarczą, u której podstaw stoją świadczenia socjalne, tym dalej będzie nam do ścisłego centrum Europy, która walczy przede wszystkim z gigantycznym długiem. Nie miejmy złudzeń - ten problem dotyczy również nas i to w ogromnym stopniu.

Trochę zaczyna to przypominać niestety sytuację międzywojennego dwudziestolecia, choć oczywiście czasy w jakich żyjemy dziś, diametralnie się zmieniły. Jednak coś niewątpliwie jest na rzeczy - zachwianie spójnej idei odpowiedzialnego budowania stabilizacji na Starym Kontynencie przyniosło wtedy katastrofalne skutki. Ich konsekwencje pogłębił jeszcze gospodarczy kryzys, który jak zawsze wznieca społeczny opór i bunt, dając mandat nacjonalistom do sprawowania władzy. Dziś daleko nam oczywiście do tragedii tamtych lat - era dynamicznego rozwoju narzędzi i procesu komunikacji ogranicza możliwość propagandy i wywierania wpływu na społeczeństwo. Jak się jednak okazuje, niestety nie do końca.

Szaleństwo na rynku walutowym, rosnące koszty obsługi długu. Osłabienie dynamiki wzrostu gospodarczego całej UE i poszczególnych krajów (w tym oczywiście Wielkiej Brytanii i Polski) oraz konieczność ograniczenia liczby zarobkowych emigracji - takie będą zapewne krótkoterminowe konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jak dokładnie przedstawiać się będą szczegóły i pojedyncze wskaźniki, określić teraz nie jesteśmy w stanie.

Jeśli chodzi o skutki w dłuższym terminie, to naprawdę bardzo trudno pokusić się o prognozowanie, bo scenariuszy może być naprawdę wiele. Włącznie z takim, w którym Unia kurczy się do małego grona prężnych gospodarczo Państw (Niemcy, Francja i kilka mniejszych), a cały kontynent staje się rzeczywiście obszarem nie dwóch, a wielu prędkości. Takiej wizji oczekuje przede wszystkim Rosja, która przecież ani na chwilę nie odpuściła swoich mocarstwowych ambicji i która najmocniej kibicuje rozpadowi Unii Europejskiej.

Ale poczekajmy jeszcze chwilę. Dajmy wypowiedzieć się Brytyjczykom. Argumenty połowy z nich stojące u podstaw ewentualnego Brexitu nie są przecież oderwane od rzeczywistości. Jeśli okażę się, że jednak Wielka Brytania Unii nie opuści, wszystkich jej członków czekać będzie niezwykle ważny okres wyciągania wniosków i wdrażania rozwiązań, które w długim terminie pozwolą jednak europejską jedność utrzymać. Bo biorąc pod uwagę geopolityczną sytuację na całym globie, rosnące napięcia w różnych zakątkach świata oraz zbliżający się wielkimi krokami poważny gospodarczy kryzys, taka jedność wydaje się być jedynym sposobem na przetrzymanie tych bardzo trudnych dla nas wszystkich czasów.

fot.pixabay.com

TagiBrexit
Szymon Matuszyński