5 kroków do prawdziwych rat 0 procent

W Internecie można znaleźć opinie, że raty 0 procent są jak yeti albo UFO, wszyscy o nich słyszeli ale nikt nie widział. Postanowiliśmy to sprawdzić na własnej skórze. Jakie były efekty tego eksperymentu? I właściwie czy warto czasem kupić coś na raty?

1. Wybór sklepu

Pierwszym dylematem jaki musieliśmy rozstrzygnąć był wybór czy sklep ma być stacjonarny czy online, a w drugiej kolejności, jakiej sieci sklep wybrać. W idealnej sytuacji musielibyśmy zrobić zakupy we wszystkich sieciach i do tego najlepiej w różnych miastach, ale budżet na artykuł zakładał tylko jeden zakup. W dodatku uzbrojeni w ostrzeżenia z forów internetowych chcieliśmy raczej sprawdzić samo zjawisko rat 0 procent, które w różnych sklepach łączy jedno – te same banki, które udzielają tego mitycznego kredytu.

Z uwagi na specyfikę zakupów w Internecie i silną potrzebę negocjowania z żywym człowiekiem zrezygnowaliśmy ze sklepów online. Tak, drogą eliminacji i przypadku, trafiliśmy do jednej z trzech największych sieci „elektromarketów”. Nazwy nie wymienimy, bo jak pokazały kolejne kroki, zdaje się to nie mieć znaczenia.

2. Wybór produktu

Do sklepu przyszliśmy z zamiarem nabycia pralki, więc wybór produktu nie wydaje się krokiem godnym opisywania. Ale już na starcie nabyliśmy wiedzę, która okazała się kluczowa. Po zagajeniu sprzedawcy o interesujące nas modele i promocyjną ofertę na raty „najprawdziwsze 0 procent z okazji jakiejś tam imprezy sportowej”, dowiedzieliśmy się, że promocja jest, ale ów sprzedawca musi się dowiedzieć na które modele.

I tu zaskoczenie, okazuje się, że faktycznie karteczki z informacją o ratach 0% są, ale nie na każdej pralce. Dlaczego tak się dzieje, nie udało się ustalić, ale nasza „wybranka” była objęta promocją, więc problem sam się rozwiązał. Potraktujcie ten krok raczej jako ostrzeżenie. Może okazać się, że wasz wymarzony okap nie zasługuje na raty „0 procent”.

Goldenmark

 

3. Liczba rat

W przypadku wielu ofert warunki kredytowania mogą być zależne od liczby rat. Sklepy zwykle reklamują oferty „0 procent” pokazując całe mnóstwo mini ratek. Cel jest prosty: zdjęcie produktu zestawione z jakąś niewielką liczbą. Trudno się dziwić, że przy tak dużej rywalizacji sklepy prześcigają się w pomysłach na zdobycie klienta. Problem w tym, że jeśli podawana jest cena w 52 ratach, to nie mamy gwarancji, że zawsze będzie to rata „0 procent”. Dzieje się tak ze względu na magiczną „ocenę zdolności kredytowej”. Może się okazać, że raty będą „0 procent” ale nie na 52 miesiące, ale np. na 12. Upraszczając: wygląda na to tak, że im mniej, tym lepiej. Już na etapie rozmowy ze sprzedawcą przy pytaniu „ile rat”, podanie przez nas niewielkiej liczby „10” spowodowało przejście do kolejnego etapu, mimo, że właściwa ocena zdolności była dopiero przed nami.

4. Opcje dodatkowe

W tym miejscu postanowiliśmy skorzystać z mądrości nabytych w Internecie i stanowczo odmawiać wszelkich „opcji dodatkowych”. Z tego co wyczytaliśmy wcześniej to sposób sieci handlowych i banków na zrekompensowanie sobie naszej korzyści z nieoprocentowanych rat. Stąd propozycja przedłużenia gwarancji, dodatkowego ubezpieczenia i innych rzeczy, których nie potrzebujecie. Z uporem odmawialiśmy, sprzedawca zaznaczał na formularzu i byliśmy coraz bliżej… weryfikacji w banku.

5. Zdolność kredytowa

W sieci, w której dokonywaliśmy zakupu procedura wygląda tak, że sprzedawca przygotowuje formularz zamówienia (patrz wcześniejsze kroki) i przekazuje to do osoby odpowiedzialnej za ofertę ratalną. Tu dopiero następuje rzeczywista interakcja z bankiem.

Na blogach i forach, krążą opowieści o bankach odmawiających udzielenia kredytowania na „raty 0 procent” bo klient chciał za dużo rat lub odmówił opcji dodatkowych. Nas owa „kara” za brak opcji dodatkowych nie spotkała, pytanie czy raty w tej ofercie byłyby możliwe gdybyśmy chcieli spłacać je dłużej niż przez 10 miesięcy.

Ciekawostką mogą być dwie inne rzeczy związane ze sprawdzaniem zdolności. Pierwsza to fakt, że jeśli mamy działalność gospodarczą i jednocześnie umowę o pracę, to musimy się zdecydować, na które z naszych wcieleń będzie „kredyt”. Nie liczy się to, że mamy dochody z różnych źródeł. Druga sprawa to zapytania jakie wysyła pracownik sklepu do banku, a w zasadzie do banków. I tu jest pewna wątpliwość. Czy wysłanie zapytania jednocześnie do kilku banków (tak robią sklepy) to zawsze korzyść dla nas? W naszym przypadku zapytanie poszło do 4 banków. Pozytywnie odpowiedział jeden, pytanie co z pozostałymi? I jeśli odrzuciły naszą prośbę, to czy nie wiąże się to z jakąś negatywną informacją w BIK. Postaramy się to wyjaśnić w osobnym artykule.

Na początku zadaliśmy pytanie, czy warto czasem kupić coś na raty. Odpowiedź wiąże się właśnie z BIK czyli Biurem Informacji Kredytowej. To tam przechowywane są informacje o naszej historii kredytowej. Niewielki kredyt, np. w postaci rat „0 procent”, który regularnie spłacamy, może pozytywnie wpłynąć na naszą historię i ułatwić otrzymanie np. kredytu hipotecznego. To jeden z powodów, dla których można rozważyć zakup w takiej formule, tym bardziej, że raty z zerowym oprocentowaniem, w przeciwieństwie do UFO, naprawdę istnieją. Trzeba ich tylko dobrze poszukać.

fot. Caden Crawford, flickr.comCC BY-ND 2.0