ABC bycia preppersem

Kim jest preppers? Według powszechnych opinii jest to człowiek, który biega po lesie i pije wodę z kałuży. Definicja ta zapewne nie jest w stu procentach błędna, ale też nie wyczerpuje tematu nawet w niewielkim stopniu. Preppersi sami o sobie mówią, że są gotowi (ang. prepare – przygotować się) i samodzielni, że biorą pełną odpowiedzialność za bezpieczeństwo i przetrwanie swoje i swojej rodziny.

Jedną z naczelnych zasad preppersów jest być oszczędnym i gospodarnym. Bez tych dwóch cech trudno być gotowym na cokolwiek. W odróżnieniu od survivalisty (eksperta od sztuki przetrwania), preppers raczej gromadzi zasoby niezbędne do przetrwania określonego czasu w sytuacji kryzysowej. Oczywiście umiejętności naprawiania zepsutych przedmiotów czy wytwarzania narzędzi, również stanowią obiekt zainteresowania preppersów, jednak w pierwszej kolejności chodzi właśnie o zabezpieczenie zasobów, przygotowanie zaplecza oraz planu "B", "C" i "D" (a żeby być super-gotowym to jeszcze "E").

Czego boją się preppersi?

Moda na przygotowanie się do apokalipsy przyszła do nas z zachodu, za sprawą programów telewizyjnych pokroju "Doomsday Preppers" (emitowany oryginalnie w latach 2012-2014). Ruch preppersów w Ameryce zaktywizował się po kryzysie z 2008 roku, kiedy wielu ludzi popadło w tarapaty. W latach 2008-2010 stopa bezrobocia wzrosła z 5 do 10%. Kryzys dał wielu ludziom do myślenia. Do łask wróciły konserwy, złoto i schrony, które zresztą amerykanie dobrze znali z czasów Zimnej wojny.

Nie bez znaczenia jest także niestabilność geopolityczna, z którą mamy do czynienia w ostatnich latach (Ukraina, Bliski Wschód), kłopoty gospodarcze Chin czy kryzys w strefie euro (Grexit, Brexit, problem uchodźców i terroryzm w Europie). Tym samym wymieniliśmy sobie w zasadzie już wszystkie najistotniejsze zagrożenia, których boją się preppersi. Największym i najbardziej prawdopodobnym zagrożeniem jest globalny kryzys ekonomiczny, który być może nie będzie apokalipsą z prawdziwego zdarzenia, ale z pewnością może bardzo poważnie uprzykrzyć nam życie.

Oszczędzanie PRO

Przeciętny człowiek postrzega oszczędzanie jako wyciskanie pasty do zębów do końca lub wrzucanie pieniędzy do skarbonki, by uzbierać na jakiś określony cel np. wakacyjny wyjazd, remont mieszkania czy – niestety coraz częściej – na spłatę kredytu. Oszczędzanie w wykonaniu preppersów dorasta do rangi sportu ekstremalnego. Oszczędza się dosłownie wszystko, łącznie z miejscem.

Weźmy choćby tzw. plecak ucieczkowy, zwany także BOBem (ang. Bug-Out Bag – w wolnym tłumaczeniu plecak ewakuacyjny). Idea BOBa polega na tym, że leży on sobie spokojnie w kącie do czasu, gdy będzie potrzebny (pożar, powódź etc.). W chwili zagrożenia chwytamy plecak i wychodzimy z domu. Zakłada się, że na dotarcie do bezpiecznego miejsca będziemy potrzebowali maksymalnie 72 godzin, i na taki okres czasu powinien nam wystarczyć spakowany ekwipunek. Plecak powinien zawierać trwałą, kaloryczną żywność (puszki, suszone owoce, orzechy, batony energetyczne), wodę, apteczkę, źródło światła, ubranie i niezbędne narzędzia (np. otwieracz do konserw, jeżeli mamy konserwy).

Zupełnie inną kategorią chomikowania jest spiżarnia. Istnieje wiele patentów na własnoręczne przygotowanie żywności długoterminowej i kalorycznej: batony miodowo-orzechowe, suszone mięso (tzw. pemikan) czy żywność tyndalizowana. Tyndalizacja to proces polegający na kilkukrotnym pasteryzowaniu, w celu zabicia wszystkich bakterii. Żywność przygotowana w taki sposób (również mięso), zamknięta w solidnych, szczelnych słoikach, jest w stanie przetrwać nawet do kilku lat.

Oprócz zabezpieczenia na czarną godzinę, zapasy przygotywane "z głową" są też dobrym sposobem na obniżenie pewnych kosztów konsumpcyjnych, o czym doskonale wiedzieli nasi rodzice robiąc komfitury i inne przetwory. Dziś jest nam dużo łatwiej pójść zimą do sklepu i kupić owoce sprowadzane z zagranicy, ale to ma swoją cenę (często niemałą). Nie mówiąc o tym, że walory smakowe i odżywcze zimowych warzyw i owoców są raczej mizerne.

Przez wzgląd na – mimo wszystko – ograniczony termin zdatności do spożycia, zapasy powinny być na bieżąco konsumowane i uzpełniane. Aby robić to efektywnie, należy stosować metodę FIFO (ang. first in, first out), czyli to, co zachomikowaliśmy najwcześniej, spożywamy w pierwszej kolejności. To kolejny patent preppersów, chodź w zasadzie nasze babcie nazywały to po prostu gospodarnością.

Samodzielność i niezależność

Poza bogato wyposażoną spiżarnią preppers musi posiadać wiele użytecznych umiejętności, które pozwolą mu przetrwać w trudnych warunkach. Musi potrafić znaleźć i uzdanić wodę, ale także musi wiedzieć, jak sobie pomóc w przypadku zatrudia pokarmowego. To szczególnie istotne w czasach, gdy mało który młody człowiek potrafiłby założyć ogródek warzywny. Preppers musi dbać o kondycję fizyczną i trzymać się z dala od nałogów, które – nawet pomimo najlepszego przygotowania – mogą pogrążyć go w trudnej chwili.

Z byciem preppersem w naturalny sposób kłuci się powierzanie swojego losu innym. Nie chodzi o całkowity brak zaufania np. do banków, ale preppers nie trzyma raczej wszystkiego w jednym miejscu i w jednej formie. Wprawdzie trudno dziś wyobrazić sobie życie bez rachunku bankowego i karty zbliżeniowej, jednak dla większego bezpieczeństwa zawsze warto trzymać trochę gotówki także w przysłowiowej skarpecie czy banku ziemskim (zakopane w ogrodzie).

Zasada ograniczonego zaufania znajduje także zastosowanie w odniesieniu do pieniądza fiducjarnego (jego wartość opiera się praktycznie tylko na słowie honoru emitenta), który jest narażony chociażby na hiperinflację. Oszczędności warto poddać dywersyfikacji: część w gotówce, część w złocie (charakteryzuje się możliwością przechowania dużej wartości w małych gabarytach oraz łatwością zbytu) a część w przedmiotach łatwo zbywalnych i użytecznych w drobnym handlu wymiennym np. paczki papierosów.

Czy warto być preppersem?

Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Oczywiście są ludzie, którzy na wszelkie wzmianki tego typu reagują pobłażliwym uśmiechem i komentarzami o "trzeciej wojnie światowej" i "apokalipsie zombie". Musimy zdać sobie sprawę z tego, że żyjemy w "ciekawych czasach", a w pewnych kwestiach stajemy się coraz bardziej bezradni. Coraz więcej potrafimy zrobić wirtualnie, w internecie, ale z umiejętnościami życiowymi bywa różnie.

Każdego z nas czeka emerytura, która w Polsce bywa prawdziwą szkołą przetrwania. Każdemu może się podwinąć noga (oczywiście nikomu nie życzę): utrata pracy, choroba czy padnięcie ofiarą oszustwa. Bardzo miło  spędzać czas na beztrosce i żyć chwilą, pozwalając sobie na wszystkie przyjemności. Ale trzeba pamiętać, że naczelną cechą przyszłości jest to, że ona w końcu nadejdzie. I nie wiadomo, co przyniesie.

Przydatne strony:

kryzysowo.pl

preppersi.pl

preppersi.blogspot.com

 

Fot. Mike Petrucci, Flickr.comCC BY 2.0

Tagikryzys
Bartosz Adamiak