Czy warto przejmować się PKB?

Mamy w Polsce podwójny rok wyborczy. Jeden festiwal obietnic już za nami, ale czas się szykować na obietnice jesienne, które mogą okazać się jeszcze bardziej niedorzeczne. Żeby nie dać się nabrać politykom, warto wiedzieć o czym właściwie mówią.

Na mysave.pl postaram się przybliżyć Wam najczęściej używane przez polityków pojęcia ekonomiczne. Chciałbym, żebyście dzięki temu mogli samodzielnie ocenić ile sensu jest w szumnych zapowiedziach polityków i wypocinach dziennikarzy. Na naszych łamach pisałem już o stopach procentowych i ich wpływie na WIBOR, teraz czas na PKB, najczęściej przytaczany termin w głównym nurcie dyskursu ekonomicznego.

Co to jest PKB?

PKB to akronim od słów Produkt Krajowy Brutto. Mówiąc najogólniej to zsumowana wartość wszystkich towarów i usług wytworzonych w danym okresie czasu na danym terenie. Można ją podać w skali roku dla kraju, ale również w skali kilku godzin dla mojego mieszkania (będzie to wówczas wartość tego artykułu). Najczęściej podaje go się dla państw (stąd nazwa) lub regionów.

Kluczowym kryterium w PKB jest lokalizacja. Oznacza to, że nie obchodzi nas kto produkuje, a jedynie gdzie produkuje. To odwrotność podejścia prezentowanego w Produkcie Narodowym Brutto (PNB). PNB obrazuje wartość produkcji towarów i usług pod kątem własności. Polski PNB będzie zawierał produkcję polskich przedsiębiorstw i obywateli, tak w kraju jak zagranicą. Na przykład produkcja w kopalni miedzi należącej do KGHM w Chile będzie wliczała się do polskiego PNB, ale do chilijskiego PKB. W sytuacji kiedy wiele spółek ma wielonarodowe grupy właścicielskie, a spółki rejestrują się w rajach podatkowych, PNB staje się bardzo nieprecyzyjną miarą i znacznie częściej używa się PKB.

PKB można liczyć na różne sposoby. W praktyce najczęściej używa się wzoru:

Goldenmark

 

PKB = [konsumpcja] + [inwestycje] + [wydatki rządowe (bez transferów)] + [eksport] + [zmiana stanu zapasów] - [import]

Dwa z tych czynników wymagają omówienia. Po pierwsze liczymy wydatki rządowe bez transferów. To oznacza, że pomoc społeczna, emerytury etc. nie mają wpływu na wielkość PKB, ale ma go budowa autostrad czy inwestycje w zbrojenia. Z kolei zmiana stanu zapasów wynika z idei PKB: mierzymy produkcję w danym okresie. Nawet jeśli ta produkcja zalega w magazynach, to wchodzi do PKB. Z kolei jeśli konsumujemy nie wyprodukowane towary, tylko zalegające w magazynach, to PKB nie rośnie (oczywiście celowo upraszczam problem).

Jak porównać PKB?

Wskaźnik PKB często wykorzystywany jest do porównań, głównie między państwami i regionami. Najczęściej porównuje się wartość roczną. Najprościej byłoby porównać wartość bezwzględną, ale jaki jest sens porównywać wielkość produkcji 1,36 mld Chińczyków i 0,04 mld Polaków?

Dlatego znacznie częściej spotykamy się ze wskaźnikiem PKB per capita, czyli po prostu wielkość PKB na jednego mieszkańca. O ile według Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB Chin wyniosło w 2014 r. 10,38 bln dolarów przy 0,55 bln dolarów w Polsce, o tyle per capita prowadzimy z Chinami niemal dwukrotnie (14 379 USD do 7 589 USD). To porównanie według nominalnego kursu walut. MFW wziął polski PKB w złotówkach, chiński w juanach i przeliczył go na dolary według aktualnego kursu na rynkach.

Można też przeliczać PKB według parytetu siły nabywczej (PPP). Nie wnikając w szczegóły, jest to przeliczanie walutowe z uwzględnieniem koszyka cen. Innymi słowy za 1 dolar przeliczony według PPP powinniśmy kupić mniej więcej tyle samo w Polsce i Chinach. Oczywiście jest to jednostka obliczeniowa, bez rzeczywistego odpowiednika. Akurat w przypadku Polski i Chin dystans pozostaje podobny (25 105 USD do 12 880 USD per capita), ale widać wyraźnie, że oba kraje są stosunkowo tanie.

Jakie są wady i słabości PKB?

PKB nie jest idealnym miernikiem rozwoju gospodarczego. Ma swoje słabości, o których trzeba pamiętać:

  • W żaden sposób nie mierzy jakości życia w danym kraju. Do tego służą inne wskaźniki, jak np. ONZ-owski HDI, którego częścią składową do 2010 r. był PKB (obecnie jest to Przychód Narodowy Brutto, czyli PKB + przychody krajowych podmiotów za granicą).
  • Nie określa dystrybucji dochodu. Polska i Rosja mają bardzo podobny poziom PKB per capita liczony z uwzględnieniem PPP, jednak radykalnie odmienna dystrybucja dochodu powoduje, że wielu Rosjan jest znacznie uboższych od Polaków.
  • Nie uwzględnia szarej strefy (choć nasz GUS próbuje wliczać do PKB np. prostytucję)
  • Nie uwzględnia zakumulowanego majątku, nie rozróżnia też źródeł finansowania, więc wydatki z oszczędności i kredytu traktuje tak samo, nie biorąc pod uwagę późniejszej konieczności spłaty zobowiązań. Ba, konsumpcja na kredyt jest dla tego wskaźnika korzystniejsza niż oszczędzanie.
  • Nie wykazuje pracy i transakcji bez udziału pieniądza. To oznacza, że wolontariat nie powiększa PKB. Tak samo jeśli skoszę sąsiadowi trawnik w zamian za pomalowanie płotu, nie zmienię polskiego PKB. Jeśli jednak wynajęlibyśmy do tego firmę, nasze PKB by wzrosło. Tak samo uprawa warzyw w przydomowym ogródku, opieka nad dziećmi, własnoręczne remonty i inne niepieniężne prace, które wpływają na naszą zamożność i jakość życia, nie są odzwierciedlone w PKB.
  • Nie odróżnia poszczególnych kategorii towarów i usług. Na przykład japoński PKB znacząco wzrósł w efekcie odbudowy kraju po trzęsieniu ziemi i tsunami w 2011 r., choć trudno uznać, żeby japońska gospodarka się w związku z tym rozwinęła.
  • Nie bierze pod uwagę jakości produktu. Dziś za te same pieniądze kupimy znacznie lepszy komputer niż pięć lat temu, ale z punktu widzenia PKB liczy się tylko wydana kwota.
  • Jest podatny na efekt skali. Politycy i ekonomiści mówiąc o wzroście gospodarczym często porównują do "analogicznego okresu roku ubiegłego", czyli np. styczeń 2015 do stycznia 2014. Jeśli styczeń 2014 był wyjątkowo dobry (PKB=100), to równie dobry styczeń 2015 będzie stagnacją (brak wzrostu PKB). Jednak jeśli styczeń 2014 był słaby (PKB=95), to taki sam styczeń 2015 z PKB=100 oznacza ponad 5% wzrost PKB.
  • Nie uwzględnia kosztów społecznych czy ekologicznych

Dlaczego więc PKB jest tak powszechnie używany?

Przede wszystkim dlatego, że jest wygodny. Pozwala łatwo i wymiernie pokazać stan gospodarki oraz ocenić czy się rozwija czy wręcz przeciwnie, znajdujemy się w recesji. Poza tym pokazanie, że w Polsce w 2014 r. wyprodukowano towary i usługi o wartości 546,6 mld USD przemawia do wyobraźni, prawda?

Politycy skupiają się na nim, ponieważ lubią proste komunikaty, gdzie nie muszą wchodzić w subtelności, na których z reguły się nie znają. Jednak jest drugi, ważniejszy powód. PKB to tak naprawdę wytworzona w gospodarce wartość dodana. A wiecie jaki jest najważniejszy składnik przychodów budżetowych większości państw? VAT, czyli… podatek od wartości dodanej. W Polsce jest to ok. 40-45% budżetu (w zależności od roku) i nawet do 68% wszystkich podatków (rekord padł w 2006 r.). Tak więc wzrost PKB to wzrost przychodów budżetu, a dla większości polityków to więcej pieniędzy na rozdawnictwo. To dlatego politycy tak chętnie wspierają zaciąganie kredytów, a do oszczędzania jakoś nie chcą zachęcać.

Jak więc traktować informacje o PKB? Ostrożnie. Pamiętajcie, że PKB to ważny wskaźnik, ale należy go analizować razem z innymi. Warto sprawdzić jakie czynniki odpowiadają za wzrost PKB. Czy motorem jest eksport i inwestycje, a może konsumpcja na kredyt, która pogrążyła Grecję? Do tego zawsze warto porównać dane o PKB z danymi o bezrobociu i zatrudnieniu (to nie to samo!), a także poziomie życia. Można użyć indeksu HDI albo jakiegoś podobnego.

PKB to wygodne narzędzie, ale nie może być naszym jedynym źródłem wiedzy o stanie gospodarki.

fot. pixabay.com77

 

Krzysztof Krzemień