Masz 20, 30 lub 40 lat? Daj sobie spokój z wyliczaniem przyszłej emerytury z ZUS

Zadziwiająca jest wiara Polaków w stabilność i efektywność państwowego systemu emerytalnego. Dlaczego? Ponieważ mimo wciąż rosnących oszczędności, nie robimy tego systematycznie, ubierając wszystko w odpowiednie plany i strategie. Zakładamy więc pewnie, że mimo wszystko coś, i to pewnie niemało, dostaniemy z ZUS-u. Na jakiej jednak podstawie tak sądzimy?

Chyba nie korzystamy z dostępnego na stronie ZUS-u kalkulatora. Choć z drugiej strony, to pewnie dobrze. Niezależnie od tego, co byśmy tam wpisali, wynik i tak będzie dla nas negatywnym zaskoczeniem. Mimo to wiara Polaków w Państwowy system budzi zdumienie.

- Kalkulator emerytalny wyliczy Ci prognozowaną wysokość emerytury z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (…). Prognozowana kwota emerytury nie może być podstawą do jakichkolwiek roszczeń - czytamy na stronie ZUS’u. No pewnie, że nie może. Aczkolwiek należy się spodziewać, że i takie rzeczy się przestrzeni publicznej zdarzają.

W odniesieniu do kalkulatora emerytalnego już nawet nie chodzi o to, że jak donosił Dziennik Gazeta Prawna, źle wyliczał przyszłą emeryturę (nie uwzględniał… zmiany przepisów o zmianie wysokości wieku emerytalnego). W przypadku szacowania czegokolwiek, co związane jest z państwowym systemem, nie ma to po prostu żadnego sensu - z finansowego, gospodarczego i racjonalnego punktu widzenia. A w tle jest jeszcze nieszczęsna polityka.

Po pierwsze gospodarka

Nawet jeśli jesteśmy dziś szczęśliwym, pracującym i spełniającym się zawodowo 50-latkiem, to zakładając, że na emeryturę przejść będziemy mogli za lat 15, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak do tego czasu zmieniać i kształtować się będzie gospodarka - ta w kraju, ale przede wszystkim ta na świecie. A to jeden z głównych czynników wpływających na państwowy system emerytalny.

Oczywiście należy wierzyć, że będzie dobrze. Jednak z drugiej strony nigdy nie jesteśmy w stanie wykluczyć mniejszego kryzysu albo bardzo poważnego tąpnięcia, które mocno odbije się na gospodarczej sytuacji naszego kraju. Nie możemy myśleć podobnie, jak od lat myślą politycy - liczy się tu i teraz. Wręcz przeciwnie, jeśli dziś jest dobrze (bo gospodarczo Polska naprawdę ma się świetnie), tym bardziej wybiegać powinniśmy w przyszłość, zaciskając na przykłada pasa.

Po drugie demografia

To zdecydowanie największe wyzwanie dla systemu emerytalnego i powód, dla którego szacować swojej przyszłej emerytury absolutnie nie powinniśmy w odniesieniu do państwowego systemu. Teoretycznie powinniśmy w tej kwestii liczyć na polityków. Jednak oni już nie raz dali do zrozumienia, że demografia jest jedynie pustym hasłem, za którym nie idą żadne długoterminowe plany i działania.

Zaraz na pewno odezwą się głosy: „ale przecież jest program 500 +”. To prawda, jest. I okazał się być dobrym rozwiązaniem, ponieważ dzięki niemu poprawiła się znacząco sytuacja wielu polskich rodzin Jednak pamiętajmy, że zbiegło się to w czasie z bardzo dobrą koniunkturą gospodarczą, a sam program w długim terminie problemu demograficznego nie rozwiąże, szczególnie w emerytalnym kontekście. Emerytów będzie przybywać (tym bardziej, że obniżony został wiek emerytalny), pracujących będzie coraz mniej. Dysproporcja zapotrzebowania i wpływów do państwowego systemu będzie więc sukcesywnie rosła.

Po trzecie polityka

Nie miejmy złudzeń. Nie powstała jeszcze i pewnie nigdy już nie powstanie siła polityczna, która potrzebę radykalnego przebudowania systemu emerytalnego postawi ponad polityczne ambicje, nie myśląc przy tym o wynikach sondaży i polityczych sympatiach Polaków.

System potrzebuje szoku - organizacyjnego, strukturalnego, ale przede wszystkim finansowego. Potrzebuje dialogu ponad podziałami, wnikliwych badań i kampanii społecznych, które większej części społeczeństwa pomogą zrozumieć, na czym tak naprawdę problem polega i jakie mogą być skuteczne metody jego rozwiązania.

Biorąc jednak pod uwagę kompletną nieprzewidywalność politycznych decyzji kolejnych ekip dotyczących choćby momentu przejścia Polaków na emeryturę, szacowanie dziś tego, co możemy z emerytury mieć za 20 czy 30 lat, mija się z celem.

Dziś pracować musimy do 65 (mężczyźni) i 60 roku życia (kobiety). Za chwilę będzie to pewnie znów 67, potem może 60 i 55? A możemy 70? Wszystko to wpływa jednak przede wszystkim na wysokość świadczeń. Jeśli zestawimy więc liczbę niewiadomych i czynnik wspomnianej wcześniej nieprzewidywalności, dochodzimy do wniosku, że….

jeśli umiesz liczyć, licz na siebie

Jeśli na poważnie myślimy o tym, żeby w emerytalnej przyszłości wieść godne życie, nie mamy wyjścia - musimy odkładać sami. Mało tego, jeśli chcemy mieć pewność, że będziemy w stanie wypłacać sobie sami kwotę X, nie możemy do tego korzystać ani z kalkulatora ZUS, ani zakładać nie wiadomo jakich stóp zwrotu. Zbyt wiele po drodze będzie zmiennych, zbyt wiele czynników, których nie jesteśmy w stanie nawet nazwać. Jeśli coś na odkładanych kwotach zarobimy (jeśli zainwestujemy w złoto, to w długim terminie pewnie uda nam się zarobić), to będziemy mieli dodatkowy bonus do przyszłej emerytury. Ważne, żeby zmienić przede wszystkim tak bardzo lubianą przez Polaków i często niestety stosowaną strategię: „Jakoś to będzie…”.

fot. bosmanerwin, pixabay.com, CC0

Szymon Matuszyński