Dariusz Klimczak: Anegdota jest najważniejsza

Z Dariuszem Klimczakiem – fotografem, twórcą pięknych, surrealistycznych obrazów – rozmawiamy o jego twórczości, fascynacji kwadratami, a także o tym, czy można odnaleźć inspirację w norweskim black metalu.

Goldenmark: Skąd wzięła się obecna w Pańskiej twórczości obsesja kwadratów? Czy w ogóle zdarza się, że ma Pan ochotę sięgnąć po inny kadr?

Dariusz KlimczakDariusz Klimczak: Prawdopodobnie jest to sentyment do starych analogowych aparatów typu Start czy Pentacon Six, które miały kwadratowe kadry. Pierwsze fotomontaże robiłem pod powiększalnikiem, wykorzystując klisze 6x6cm. Drugim powodem jest fakt, że kwadrat łatwiej zakomponować niż prostokąt. Trzecim, najmniej istotnym, jest chęć wyróżnienia się na tle innych.

GM: Oprócz fotografii, zajmuje się Pan także m.in. muzyką. Niemal każdemu wpisowi na Pańskim blogu, towarzyszy link do jakiegoś utworu i są to często bardzo skrajne brzmienia, od jazzu, poprzez rock progresywny, po norweski black metal. Co więcej, Pańskie fotografie mogłyby być okładkami płyt. Czy muzyka stanowi dla Pana – jako fotografa – ważne źródło inspiracji?

D.K.: Rzeczywiście, wiele moich prac znalazło się na okładkach płyt, jak również książek. Pracuję przy muzyce, to pożywka dla mojej wyobraźni i wielkie źródło inspiracji. Zauważyłem, że często nie ma powiązania między rodzajem muzyki a tym, co stworzę pod jej wpływem. Wielokrotnie bywało tak, że powstawaniu jakiegoś onirycznego, poetyckiego obrazu towarzyszył wspomniany wcześniej black metal. Nie potrafię tego wytłumaczyć.

GM: Gdzie jeszcze poszukuje inspiracji twórca surrealistyczny?

D.K.: Gdzie się tylko da 🙂 Jestem molem książkowym, wiele motywów zaczerpnąłem z literatury, w szczególności z powieści science-fiction i fantasy. Inspiruje mnie też przyroda, większość moich prac „dzieje się” w krajobrazie. Wydaje mi się jednak, że istotniejszy od inspiracji jest sam pomysł. Zrobiłem kiedyś cykl oparty na przedmiotach codziennego użytku, typu grzebień czy solniczka, którym zmieniałem skalę i osadzałem w obcym środowisku – na pustyni lub środku jeziora. Takie „cykliczne” myślenie bardzo ułatwia pracę i ukierunkowuje wyobraźnię.

Dariusz Klimczak

Displaced, Dariusz Klimczak

GM: Gdyby miał Pan możliwość zilustrowania zdjęciami lub przygotowania okładki do powieści S-F/fantasy, jaka byłaby to powieść?

D.K.: Pierwsze, co mi się nasuwa, to „Diuna” Franka Herberta. Przez kilka lat mieszkałem nad polskim morzem, w okolicach Łeby. Są tam niesamowite wydmy, na których kręcono m.in. „Faraona”. Odwiedzałem to miejsce wielokrotnie, podsunęło mi masę pomysłów do montaży.

GM: Napisał Pan dwa tomiki aforyzmów. Aforyzmy i fotografia mają pewien wspólny element – lapidarność. Czy można zatem zaryzykować stwierdzenie, że historia i przekaz, kryjące się za każdym zdjęciem, są dla Pana istotniejsze, niż samo zdjęcie? I czy w związku z tym, mógłby się Pan obejść bez fotografii? Opowiadać swoje historie za pomocą innych mediów?

D.K.: Anegdota jest najważniejsza. Zdjęcie to tylko punkt wyjścia, narzędzie, za pomocą którego staram się opowiadać historię. Cenię lapidarność i prostotę, nie ma co udziwniać i tak już dziwnego świata. Fotografia to nie tlen, oczywiście że wyobrażam sobie taką sytuację, że bez niej żyję. Poświęciłem jej jednak wiele lat, jest moją obsesją i jednocześnie źródłem utrzymania. Mam też pozafotograficzne plany – myślę o napisaniu powieści.

GM: Z jakich narzędzi i technik korzysta Pan w procesie tworzenia swoich niezwykłych obrazów?

D.K.: Moim głównymi narzędziami są aparat cyfrowy Canon EOS 5D Mark III, komputer i Adobe Photoshop, program do obróbki plików graficznych. Od lat fotografuję cyfrowo i cenię sobie to, że efekt naciśnięcia migawki można zobaczyć natychmiast. Moją podstawową techniką jest fotomontaż, czyli wykorzystywanie fragmentów wielu zdjęć do wykreowania jednej, spójnej opowieści. To stara, niemal stuletnia technika, przed którą dzisiaj – dzięki programom typu Photoshop – otworzyły się nowe możliwości.

Dariusz Klimczak

GM: Gdyby nie był Pan sobą i miałby Pan powiesić w swoim mieszkaniu fotografię Dariusza Klimczaka, którą by Pan wybrał?

D.K.: Często spotykam się z pytaniem, jaka jest moja ulubiona praca i za każdym razem odpowiadam podobnie – nie mam takiej. Mam oczywiście sentyment do wielu fotografii, głównie z powodu wspomnień z nimi związanych, na przykład do czarno-białego cyklu z postaciami na szczudłach. Lubię widzieć swoje prace na papierze, w dużym formacie, kilka z nich wisi nawet na moich ścianach.

Prace giclee Dariusza Klimczaka dostępne są w ofercie sklepu Goldenmark.com