Jak daleko chcemy dojeżdżać do pracy? Dla wielu 15 km to maksimum

Prawie co drugi Polak chce dojeżdżać do pracy nie dalej niż 15 km, a co trzeci jest skłonny przemierzać od 15 do 50 km - wynika z badania Work Service. Niewiele osób deklaruje, że byłoby w stanie pokonywać większe odległości.

Dane Kantar Millward Brown pokazują, że na dojazdy powyżej 100 km gotowych jest nieco powyżej 7 proc. osób, a na podróże od 50 do 100 km - ponad 5 proc.

- Paradoksalnie można stwierdzić, że Polacy chętniej wyjeżdżają za pracą do innego kraju niż do innego miasta w Polsce. 49 proc. badanych przez nas pracowników twierdzi, że może dojeżdżać do miejsca zatrudnienia 15 km, czyli tak naprawdę jest to podróż w ramach rejonu zamieszkania. Co trzeci deklaruje podróż od 15 do 50 km. Problem pojawia się, kiedy praca jest dalej, czyli powyżej 50 albo 100 km - tłumaczy Andrzej Kubisiak, dyrektor ds. analiz z Work Service S.A.

Jak zaznacza Kubisiak, gdyby pracownicy byli bardziej skłonni do dojeżdżania, to w wielu regionach kraju bezrobocie byłoby dużo niższe.

- Pracodawcy szukają kandydatów, a ci wielokrotnie, mimo że nie mają zatrudnienia, to nie chcą opuszczać swojej miejscowości w poszukiwaniu pracy. Nawet jeśli kilkadziesiąt kilometrów dalej jest dostępna od ręki. Widać też, że im większe zarobki tym większa skłonność do dalszych dojazdów. Najmniej chętni są ci, którzy zarabiają do 1999 zł netto, a najbardziej ci, którzy co miesiąc otrzymują powyżej 3999 zł na rękę – dodaje  Andrzej Kubisiak.

fot. Work Service

Jak pracodawcy zachęcają pracowników do dojazdów?

Jak tłumaczą przedstawiciele Work Service, ponad połowa pracodawców ma już kłopoty za znalezieniem pracowników, ale tylko 15 proc. z nich prowadzi jakiekolwiek działania mające skłonić ludzi do podjęcia zatrudnienia w innym mieście bądź miejscowości.

- Najczęściej firmy proponują ludziom pracę zdalną, na co wskazuje 5,8 proc. przedsiębiorstw. 5,5 proc. dopłaca do transportu albo oferuje zakwaterowanie na miejscu. 1 na 50 firm sama dowozi pracowników - wyliczają autorzy badania.

Działania, które mają zachęcić ludzi do aktywności zawodowej poza miejscem zamieszkania, podjęło też kilka lat temu Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wprowadziło bon na zasiedlenie. W jego ramach bezrobotni do 30 roku życia mogą otrzymać środki na pokrycie kosztów zakwaterowania, jeśli zdecydują się na pracę poza miejscem zamieszkania. Dofinansowanie sięga poziomu 2-krotności przeciętnego wynagrodzenia.

- Na przestrzeni dwóch i pół roku ponad 30 tys. bezrobotnych skorzystało z bonu na zasiedlenie. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb, bo już w tej chwili mamy ponad 131 tys. wakatów i przeszło milion bezrobotnych. Jednocześnie widać, że tylko 15 proc. firm robi coś, żeby zachęcić ludzi do migracji wewnątrz kraju i podejmowania pracy poza miejscem zamieszkania. Najczęściej decydują się na to firmy duże, bo i one potrzeby mają największe - tłumaczy Andrzej Kubisiak.

Wśród tych zatrudniających powyżej 249 osób, takie działania prowadzi 19 procent. Najrzadziej decydują się małe, wśród których odsetek wynosi 14 procent.

- Warto zwrócić uwagę, że połowa badanych przez nas przedsiębiorców sygnalizuje, że pracownicy z innych miast sami się do nich zgłaszają. Jednak wraz z rosnącymi problemami kadrowymi sytuacja będzie musiała się zmienić, bo bez zachęt do migracji wewnętrznych wiele miejsc będzie pozostawać nieobsadzonych i wówczas jedynym rozwiązaniem będzie sięganie po pracowników zza granicy – dodaje Andrzej Kubisiak.

fot. Work Service

foto główne: staboslaw, pixabay.com, CC0

Złote ciekawostki i tajemnice - SPRAWDŹ
Tomasz Matejuk