Poradnik początkującego inwestora: Dźwignia finansowa

"Lepiej inwestuj pożyczone, bo pożyczone kapitały są tańsze od własnych". To jeden z mitów rynku finansowego. Ta zasada sprawdza się, ale w dużych firmach. Inwestor indywidualny inwestujący z lewarem ma bardzo wysoką tolerancję na ryzyko albo jest po prostu głupi.

Pod koniec 2014 r. mnóstwo klientów brokerów Forex obstawiało parę EURCHF na poziomie 1,2 zajmując pozycje długie (obstawiali wzmocnienie euro). Dlaczego? W 2011 r. Bank Szwajcarii zapowiedział, że będzie bronił tego poziomu i nie dopuści do dalszego umacniania franka, które było niekorzystne dla szwajcarskiej gospodarki. Przy problemach Grecji frank traktowany był jako pewna przystań, więc inwestorzy masowo skupowali franki, a Bank Szwajcarii skupował każdą ilość euro (sprzedawał franki) po kursie 1,2. Jednak 15 stycznia 2015 r. Bank Szwajcarii skapitulował. O godz. 10.30 kurs franka poszybował o ponad 40%. Stało się to początkiem problemu „frankowiczów” na polskim rynku, ale i katastrofą dla graczy Forex.

Straty graczy na EUR/CHF błyskawicznie przekroczyły wartość ich depozytów. Normalnie w takiej sytuacji biura brokerskie automatycznie zamykają pozycje. Ale by mogły to zrobić, na rynku potrzeba zleceń po przeciwnej stronie. Innymi słowy ktoś zamykaną pozycję musi kupić. W sytuacji paniki rynkowej nie było chętnych i gracze zostali z debetami wynoszącymi od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych.
Nie byłoby tego problemu, gdyby gracze nie korzystali z dźwigni finansowej. Innymi słowy gdyby grali za swoje pieniądze.

Czym jest dźwignia finansowa?

Dźwignia finansowa, zwana potocznie „lewarem”, to pojęcie z zakresu księgowości przedsiębiorstw i sama jego definicja sprawia, że może rozboleć głowa. Jak podaje NBP, dźwignia finansowa: „oznacza względną – w stosunku do funduszy własnych danej instytucji – wielkość posiadanych przez instytucję aktywów, zobowiązań pozabilansowych oraz zobowiązań warunkowych dotyczących płatności lub dostawy lub dostarczenia zabezpieczenia, z uwzględnieniem zobowiązań z tytułu otrzymanych środków finansowych, zaciągniętych zobowiązań, umów dotyczących instrumentów pochodnych lub umów z udzielonym przyrzeczeniem odkupu, lecz z wyjątkiem zobowiązań, które można wyegzekwować wyłącznie w przypadku likwidacji instytucji.”

Nie przejmuj się, nie musisz tego rozumieć, chyba że pracujesz w księgowości. Nie będziemy tu wyliczać stopnia dźwigni, ani rentowności kapitałów własnych i obcych. Dla zwykłego inwestora wystarczy informacja, że dźwignia finansowa to finansowanie inwestycji w całości lub w części pożyczonymi pieniędzmi. Nie jest to do końca prawidłowa definicja, ale takie uproszczenie pomoże nam łatwiej zrozumieć czym jest lewar i czemu jest tak niebezpieczny.

Z lewarem spotyka się większość z nas pod postacią kredytu hipotecznego. Fachowcy pewnie mieliby wątpliwości czy można mówić tu o dźwigni finansowej, bo własne mieszkanie to raczej konsumpcja niż inwestycja, ale zostawmy teoretyczne rozważania z boku. Dla nas ważne jest, że część zakupu finansujemy kapitałem banku. Płacimy od tego kapitału odsetki w nadziei, że ostateczne koszty kredytu będą niższe niż alternatywa, czyli wynajem mieszkania. (Nie zawsze jest to prawda, ale to temat na osobny artykuł)

Z lewarem możemy się również spotkać na rynku finansowym, np. na wspomnianym wcześniej Forexie.

Pożyczone, zarobione?

Najprostszym sposobem skorzystania z dźwigni finansowej jest wzięcie pożyczki w banku, a za pożyczone pieniądze kupienie np. akcji. Myślę, że każdy z was dostrzega wadę tego myślenia. Banki zatrudniają sztaby fachowców, więc jeśli widziałyby lepszy interes niż pożyczenie Kowalskiemu, to same kupiłyby akcje, a nie pożyczały. Z wielu powodów to Kowalski może mieć rację, a bank się mylić. Ale częściej Kowalski zostanie bez akcji, za to z długami, bo nawet jeśli kurs wzrośnie, wzrost może nie pokryć kosztu odsetek.

Znacznie ciekawszym i mniej ryzykownym sposobem pożyczania pod inwestycje są kredyty udzielane przy dużych emisjach akcji w ramach IPO. Wynika to z występującej wówczas redukcji (po szczegóły odsyłam do podlinkowanego artykułu). Jeśli zakładam redukcję na poziomie 50%, a chcę kupić akcje za 5 tys. zł, to nie ma sensu blokować dwukrotnie większego kapitału. Wówczas biorę 5 tys. zł kredytu (większość biur maklerskich ma specjalne oferty na tę okoliczność) i zapisuję się na akcje za 10 tys. zł. Kiedy następuje redukcja, oddaję pożyczone pieniądze praktycznie bez odsetek.
Wady takiego działania są dwie. Po pierwsze zakładam, niekoniecznie słusznie, że moje 5 tys. zł da mi w tym czasie zarobić więcej niż wynoszą koszty pożyczenia 5 tys. zł od biura maklerskiego. Po drugie może się okazać, że redukcji nie będzie, a spółka na debiucie traci. Wówczas muszę sprzedać papiery ze stratą, by było mnie stać na oddanie długu. Ryzyko, zwłaszcza dla niedoświadczonego inwestora, jest bardzo duże.

Forex i instrumenty pochodne

Na rynku Forex oraz instrumentów pochodnych, takich jak kontrakty terminowe, inwestorzy korzystają z dźwigni w inny sposób. Nie pożyczają pieniędzy, a wnoszą depozyty cząstkowe. Innymi słowy zajmują pozycje o wartości znacznie przekraczającej wartość pieniędzy wpłaconych brokerowi. Jeśli straty przekroczą wartość wpłaty, broker przymusowo zamyka pozycję.

Wydawałoby się, że to świetna sprawa, bo pozwala na osiągnięcie znacznie wyższych zysków, niż gdybym inwestował własny kapitał. Tyle że to samo odnosi się do strat. A jeśli mamy pecha trafić na ekstremalne zdarzenie jak wspomniane na wstępie tąpnięcie kursu EURCHF w styczniu 2015 r., może się skończyć potężnymi długami.

Dlaczego dźwignia działa w przedsiębiorstwie?

Skoro dźwignia jest tak ryzykowna i niebezpieczna, czemu wszystkie prawie firmy ją stosują? Wynika to z odmiennych warunków działania firm w gospodarce i inwestorów indywidualnych na rynku finansowym.

Przedsiębiorstwo kontroluje znacznie więcej czynników, ma duży wpływ na koszty, ceny sprzedaży, a więc i na zyski. Dzięki temu jego prognozy objęte są znacznie mniejszym ryzykiem. Właściciel firmy z dużym prawdopodobieństwem jest w stanie ocenić, czy zakup nowej maszyny na kredyt „zwróci się” dzięki zwiększonej produkcji i sprzedaży. Podobnie grafik komputerowy, który może ocenić czy opłaca mu się pożyczyć w banku pieniądze na zakup wydajniejszego komputera, co pozwoli mu robić więcej projektów w tym samym czasie.

Tymczasem inwestor indywidualny to plankton na powierzchni rozszalałego oceanu. O cenach decydują rozgrywki między potężnymi inwestorami finansowymi. Inwestor może próbować płynąć z prądem, a nawet przewidywać prądy, ale takie prognozy obarczone są dużym ryzykiem błędu, bo na ich spełnienie nie mamy żadnego wpływu.

Dlaczego w takim razie „pożyczone kapitały są tańsze”? O tym możemy mówić w przypadku największych firm, działających jako spółki prawa handlowego (S.A. lub Sp. z o.o.). Ich właściciele odpowiadają za długi tylko do wysokości udziałów. Jeśli zainwestują 100 tys. zł własnych pieniędzy, a spółka weźmie 200 tys. zł kredytu, to straty właścicieli nie mogą być wyższe niż 100 tys. zł. Gdyby właściciele wyłożyli 300 tys. zł z własnych środków, ich straty mogłyby być trzykrotnie wyższe, niż w przypadku posłużenia się lewarem. Tutaj ryzyko przerzucane jest z właścicieli na wierzycieli.
Zwykły człowiek nie ma tego luksusu. Wielu „frankowiczów” tkwi w pułapce, bo nawet po sprzedaży zadłużonego mieszkania będą musieli oddać całość długu, przekraczającego wartość nieruchomości. Stracą znacznie więcej niż włożyli.

Jeśli nie jesteś właścicielem dużej firmy, to lewar stanowi ogromne ryzyko. Naturalnie są inwestorzy, dla których jest to ryzyko akceptowalne w nadziei na ponadprzeciętne zyski. Ale nie przypadkiem ok. 80% grających na Forexie traci wszystkie wpłacone pieniądze.

Krzysztof Krzemień