Emerytury po nowemu

Dziś płacimy na emerytury naszych rodziców i dziadków. Tego samego będziemy oczekiwać od naszych dzieci i wnuków.

Problem nabrzmiewa

W ciągu ostatnich 25 lat średnia długość oczekiwanego życia w Polsce wydłużyła się o dekadę. Oznacza to, że w porównaniu z początkiem transformacji ustrojowej statystyczny Polak o 10 lat dłużej pobiera emeryturę. Mamy system repartycyjny (inaczej redystrybutywny) autorstwa Bismarcka, co oznacza, że emerytura obecnych seniorów pochodzi ze składek i podatków, które płacą dziś pracujący. A tych jest coraz mniej. Znamy wiele przyczyn tego stanu rzeczy. Skończył się wyż demograficzny z lat osiemdziesiątych, co oznacza mniejszą podaż pracowników. Coraz mniej rodzi się dzieci.

Szacuje się, że 1,5-2,0 mln ludzi w wieku produkcyjnym wyjechało za granicę, gdzie pracując zasilają lokalne systemy emerytalne. Nie wrócą, jeżeli sytuacja w kraju nie ulegnie takiej poprawie, aby poziom życia był chociaż zbliżony do tego, jaki mają obecnie na Wyspach, w Niemczech czy Holandii. Tym bardziej takiej decyzji nie podejmą urodzone tam ich dzieci.

Obecnie liczba bezrobotnych zarejestrowanych wynosi 1,3 mln. Nie tylko nie wnoszą nic do kasy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, za to ich zasiłki stanowią obciążenie dla budżetu. Marnowany jest ogromny potencjał, który z jednej strony przyczyniałby się do wzrostu PKB, a z drugiej - zasilał FUS. Plagą jest praca na umowy zlecenia, z których nie są odprowadzane składki emerytalne. Problemem trawiącym nasz kraj jest szara strefa. Wg Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, w szarej strefie, w 2014 roku, było zatrudnionych 711 tys. osób, co stanowi 4,5 % pracujących ogółem. Ponadto należy doliczyć osoby, które unikają podejmowania pracy. Wpływy do FUS zależą też od wysokości wynagrodzeń Polaków, a te są niskie. Zatem, jeżeli spada liczba ludzi zasilających FUS, a wzrasta liczba pobierających, to katastrofa nadchodzi szybkimi krokami.

Stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do wcześniej otrzymywanego wynagrodzenia będzie bardzo niska i wyniesie 30% wynagrodzenia – wieszczą ekonomiści, a za nimi media.

fot. Pilactom, pixabay.com, CC0

Jan Mazurek