FED bardziej „gołębi”, złoto bardziej „bycze”

Najważniejszym wydarzeniem minionego tygodnia była oczywiście środowa decyzja Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC), dotycząca stóp procentowych w USA. Nie było żadnych niespodzianek.

Stopy procentowe pozostaną w tym roku na poziomie 2,25-2,5 proc. Kolejnej podwyżki możemy spodziewać się dopiero w 2020 roku, a i tak zdaniem wielu komentatorów rynku nie jest to pewne. FED wstrzyma także program redukcji sumy bilansowej (quantitative tightening – odwrotność QE). FED obniżył swoje prognozy dynamiki wzrostu gospodarczego na rok 2019 i potwierdził, że inflacja również nieco przystopowała.

US Dollar Index nie zareagował w jakiś szczególny sposób, ponieważ wszyscy spodziewali się takiego obrotu spraw. Już od grudniowej korekty na Wall Street pojawiły się pierwsze „gołębie” sygnały, które dały do zrozumienia inwestorom, że FED opowie się bardziej po stronie giełdy, niż gospodarki. Pomimo tego, iż wcześniej Jerome Powell zdawał się prezentować zupełnie inną postawę. Dolar słabnie zatem na fali „gołębiego” FED-u już od początku roku. Natomiast wyraźnie widoczna była reakcja złota w dniu ogłoszenia komunikatu FOMC.

Wartym odnotowania jest również fakt, że w piątek najważniejsze indeksy na Wall Street odnotowały dość wyraźne starty, najprawdopodobniej wywołane kolejną dawką złych wieści z przemysłu oraz spadkiem rentowności 10-letnich obligacji. Jest to bardzo niepokojący sygnał, zwłaszcza w świetle środowych decyzji FED. Wygląda bowiem na to, że bank centralny robi wszystko, by ratować giełdę, ale to „wszystko” to i tak za mało. Kluczowymi wykresami do śledzenia w najbliższych dniach będą zatem notowania Nasdaq Composite, Dow Jones Industrial Average oraz S&P500.

Kronika Galla Anonima z darmową przesyłką za pobraniem

Ciekawie jest także na rodzimym poletku. Złoto w piątek skoczyło z 4 930 do 5 000 zł za uncję, co było następstwem osłabienia złotego względem, i tak już słabnącego, dolara. I tutaj przyczyn należałoby się również doszukiwać w złych danych, napływających chociażby z gospodarki niemieckiej, która dla Polski ma duże znaczenie.

Reasumując, kondycja światowej gospodarki nie jest najlepsza, a banki centralne nie mają zbyt dużego pola do działania, jeżeli chodzi o stopy procentowe. Inwestorzy wyraźnie zaczynają uciekać w kierunku „bezpiecznych przystani”, takich jak złoto czy frank szwajcarski. W szczególności złoto coraz częściej pojawia się w nagłówkach doniesień medialnych z uwagi na ubiegły rok, kiedy to cena kruszcu przeszła poważniejszą korektę. Obecnie złoto odzyskuje blask, co znajduje wyraźne odzwierciedlenie w rosnącej cenie kruszcu, której jednak w dalszym ciągu sporo brakuje do historycznych maksimów.

Czytaj także: Jak inwestować w złoto i dlaczego warto robić to teraz?

Czytaj także: Luzowanie ilościowe. Słyszycie ten dźwięk? To dźwięk drukarek... 

Michał Tekliński