Zadbaj o swoje finanse na wakacjach. Jak nie dać się naciąć w trakcie urlopu?

Wyjeżdżając na urlop za granicę, warto pamiętać o kilku kwestiach, które pozwolą uniknąć niepotrzebnych kosztów. To choćby prowizje za wypłaty z bankomatów czy przewalutowanie. Zmieniają się też przepisy, dotyczące wyjazdów organizowanych przez biura podróży.

Jak pokazuje ankieta przeprowadzona przez wyszukiwarkę Kayak.pl, Polacy przeznaczają coraz więcej pieniędzy na wakacyjne urlopy. Tego lata największa grupa badanych (31%) planuje wydać pomiędzy 3891 a 7720 złotych. W zeszłym roku najwięcej ankietowanych (28%) zamierzało przeznaczyć na ten cel od 1916 do 3890 zł.

Czytaj także: GetBack: NIK weźmie pod lupę KNF, UOKiK i GPW

Na wakacje wydajemy coraz więcej

W 2018 roku w sumie prawie połowa Polaków (47%) ma zamiar zapłacić ponad 3891 zł za letnie podróże. To o 5 punktów procentowych więcej niż rok temu. O 1% wzrosła również liczba osób, których wakacyjny fundusz przekracza 19 tys. złotych.

- Porównując wydatki na podstawie grup wiekowych badanych, można zauważyć, że ludzie powyżej 56 roku życia zadeklarowali najmniejsze wydatki na wakacje. Ponad połowa osób w tym wieku przyznaje, że planuje wydać mniej niż 3891 zł na letnie wyjazdy. Z drugiej strony, ankietowani w wieku 36-55 lat najczęściej zaznaczali, że wydają minimum 7721 zł na rodzinny urlop. Okazuje się, że grupą wiekową, która zamierza przeznaczyć na urlop najwięcej, są ludzie pomiędzy 23 a 35 rokiem życia. Aż 4% z nich oświadczyło, że ich wakacyjny budżet przekracza 19361 zł - wyliczają przedstawiciele Kayak.pl.

Dodają, że mimo zauważalnego wzrostu średniego budżetu wakacyjnego, ponad 44% Polaków nadal nie zamierza zapłacić za rodzinny urlop więcej niż 3890 złotych. A 1 na 5 osób wybierze ofertę w cenie poniżej 1915 złotych.

fot. Kayak.pl

Uważaj na prowizję za wypłatę z bankomatu

Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, przypomina, że za granicą wiele rzeczy działa zupełnie inaczej niż w Polsce. Ekspert podpowiada, na co uważać, aby uniknąć niepotrzebnych kłopotów i stresów podczas zagranicznych wczasów.

- Dokonując wypłaty w zagranicznym bankomacie możemy zapłacić aż dwie prowizje. Jedna to standardowa opłata naliczana przez nasz bank. Drugą może natomiast obciążyć nas bankomat. W Polsce ta druga opłata występuje niezwykle rzadko. W innych krajach możemy się z nią spotkać znacznie częściej. Jeśli trafimy na taki bankomat, to oczywiście poinformuje on nas o wysokości opłaty. Będziemy mogli zdecydować czy skorzystać z usługi, czy np. poszukać innej maszyny, która nie będzie obciążała taką opłatą - wyjaśnia Jarosław Sadowski.

Warto więc pamiętać, aby dokładnie czytać komunikaty, które wyświetla bankomat, gdyż może się okazać, że za wypłatę zapłacimy dużo więcej niż nam się wydawało.

- Co istotne, jeśli bank obiecuje nam bezpłatne wypłaty z bankomatów na całym świecie, to ma na myśli, że on nie pobierze prowizji. Bank nie ma natomiast wpływu na opłatę naliczaną przez właściciela bankomatu - zaznacza Jarosław Sadowski.

Bardzo niedawno z taką sytuację mieliśmy do czynienia w Polsce. Głośno było o tym, że osoby korzystające w naszym kraju z usług Revolut i Curve płaciły dodatkową prowizję za wypłatę z bankomatów Euronetu. Wszystko dlatego, że ich karty zostały wydane w Wielkiej Brytanii.

Nie płać w złotych

Ekspert Expandera tłumaczy, że za granicą można zapłacić w polskich złotych, ale lepiej tego nie robić.

- Gdy płacimy za granicą za pomocą karty, to przeliczeń kursowych dokonuje nasz bank razem z organizacją płatniczą (Visa, MasterCard). Koszty przewalutowania w dużej mierze zależą od banku. W niektórych ten koszt to tylko około 1% wartości transakcji. Są jednak też takie, w których na wymianie walut zapłacimy około 9%. Czasami w ogóle można uniknąć przewalutowań np. gdy będąc w kraju strefy euro zapłacimy kartą walutową powiązaną z kontem w euro - wyjaśnia Jarosław Sadowski.

Przewalutowanie może też zaproponować nam zagraniczny bankomat lub sklep. Mogą to zrobić dzięki usłudze DCC, czyli Dynamic Currency Conversion.

- Polega ona na tym, że terminal płatniczy od razu przelicza kwotę płatności na walutę tego kraju, w którym została wydana dana karta. Jeśli w danym miejscu jest taka usługa, to zwykle sprzedawca zapyta nas czy chcemy zapłacić w swojej walucie, czy walucie kraju, w którym jesteśmy. Niestety czasami to pytanie nie pada, lecz domyślnie wybierane jest przewalutowanie. Dzieje się tak, gdyż sklep otrzymuje dodatkową prowizję jeśli to on, a nie nasz bank dokona przewalutowania - tłumaczy Sadowski.

Jak podkreśla ekspert, taka operacja czasami może nas narazić na wysokie koszty, gdyż kurs bywa niezbyt korzystny.

- Stojąc w sklepie przy kasie raczej nie zdążymy jednak zorientować się, że skorzystanie z propozycji nam się nie opłaca. Szczególnie kosztowne będzie to jednak w przypadku, gdy płacimy kartą walutową. Jeśli sklep bez pytania przeliczy nam kwotę w euro na złote po swoim kursie, a następnie nasz bank z powrotem na euro, to koszt takiego podwójnego przewalutowania może wynieść kilkanaście procent wartości płatności. Dlatego zawsze należy zwracać uwagę jaka kwota wyświetla się na terminalu - radzi Jarosław Sadowski.

Gdy na zagranicznym terminalu pojawi się kwota w złotych to znak, że kwota płatności zostanie przewalutowania za pomocą usługi DCC.

- Jeśli nie wyrażaliśmy na to zgody, należy zaprotestować i zażądać wyłączenia przewalutowania. Jeśli nie uda nam się dojść do porozumienia ze sprzedającym, lepiej zrezygnować z zakupu lub zapłacić walutą w gotówce - dodaje Sadowski.

Miej przy sobie gotówkę

Będąc za granicą warto też pamiętać, że chcąc wynająć samochodów, zazwyczaj trzeba mieć kartę kredytową z wysokim limitem. Wypożyczalnie zwykle wymagają bowiem zabezpieczenia w postaci blokady określonej (często bardzo wysokiej) kwoty na karcie kredytowej. Podobny wymóg może nas spotkać, jeśli będziemy chcieli samodzielnie zarezerwować pokój w zagranicznym hotelu.

W Polsce przyzwyczailiśmy się także, że niemal wszędzie możemy zapłacić zbliżeniowo, często nawet nie używając karty, tylko telefonu (dzięki takim usługom jak Google Pay czy niedawno wprowadzony Apple Pay). Wyjeżdżając na zagraniczny urlop, możemy się jednak zdziwić, bo w wielu krajach (nawet tych bogatszych od Polski, jak choćby w Niemczech), możemy mieć problem z płatnościami zbliżeniowymi lub wręcz w ogóle z płatnościami kartą. Warto więc mieć przy sobie trochę waluty w gotówce albo zorientować się, gdzie znajduje się najbliższy bankomat i sprawdzić czy nie nalicza on dodatkowej opłaty.

Cena wyjazdu wzrasta? Możesz odstąpić od umowy

Urząd Ochrony i Konkurencji przypomina z kolei, że 1 lipca wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące imprez turystycznych i usług powiązanych (do umów podpisanych przed tą datą stosuje się dotychczasowe zasady). Dzięki nim konsumenci z całej Unii Europejskiej będą chronieni na takim samym poziomie.

- Według nowych przepisów, jeśli cena wyjazdu wzrośnie o więcej niż 8 proc., możesz odstąpić od umowy i nie poniesiesz żadnych kosztów czy konsekwencji. Co więcej, gdy biuro podróży zastrzegło w umowie, że wycieczka może podrożeć, jeśli np. wzrosną ceny paliwa, to tak samo musi obniżyć cenę imprezy, jeśli ceny paliwa spadną - tłumaczy Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Nie zmienia się to, że organizator wyjazdu może podnieść cenę najpóźniej na trzy tygodnie przed wyjazdem. Nadal ma do tego prawo tylko w trzech przypadkach. Czyli, gdy podrożeje transport, np. z powodu podwyżek cen paliwa, gdy wzrosną podatki lub opłaty od usług turystycznych, np. lotniskowe oraz gdy wzrosną kursy walut. Podkreślmy, że możliwość podwyżki ceny organizator musi wpisać do umowy. Inaczej nie może jej zmienić.

Nowe przepisy pozwalają także odstąpić od umowy  - bez konsekwencji - w nadzwyczajnych okolicznościach.

- To np. wybuch wulkanu, epidemia na miejscu pobytu, której wcześniej nie było czy ataki terrorystyczne. W takich przypadkach organizator powinien zwrócić wpłacone pieniądze w ciągu 14 dni od momentu rezygnacji z imprezy - wyjaśnia Marek Niechciał.

Tak jak do tej pory nie poniesiesz kosztów rezygnacji także wtedy, gdy biuro podróży zmieni główne warunki imprezy, np. jej miejsce, czas trwania czy rodzaj środka transportu. Gdy jednak wprowadzi do programu imprezy nieznaczne zmiany i zastrzegł sobie do tego prawo w umowie, takiego prawa nie masz.

Masz 3 lata na reklamację, ale im szybciej, tym lepiej

Do tej pory reklamację można było złożyć w ciągu 30 dni po zakończeniu wycieczki. Po 1 lipca ten termin znika.

- Zastrzeżenia co do usługi powinniśmy składać już w trakcie jej realizacji lub zaraz po powrocie. Masz jednak 3 lata na dochodzenie swoich praw, ale pamiętaj - gdy złożysz reklamację 2 lata 11 miesięcy i 29 dni po powrocie, twoje roszczenie może być inaczej rozpatrzone niż gdybyś złożył je od razu po powrocie. Po prostu będzie mniej wiarygodny - zaznacza prezes UOKiK.

Nowością jest to, że od 1 lipca reklamację możesz złożyć nie tylko u organizatora wyjazdu, ale także u agenta, który sprzedał ci wycieczkę. Tak jak dotychczas możesz się domagać obniżenia ceny oraz odszkodowania lub zadośćuczynienia za poniesione szkody lub krzywdy.

Jest także minus zmian. Do tej pory przedsiębiorca musiał odpowiedzieć na reklamację w ciągu 30 dni. Jeśli tego nie zrobił, oznaczało to, że uznał ją za uzasadnioną. Nowe przepisy tej kwestii nie regulują.

Podróżni zyskają też więcej praw w przypadku niewypłacalności biura podróży. Do tej pory mogli liczyć na pokrycie kosztów powrotu do kraju i zwrot wpłaconych, ale niewykorzystanych kwot. Po 1 lipca jeśli biuro upadnie, turyści będą mogli kontynuować wypoczynek, tak jak było to przewidziane w umowie.

fot. UOKiK

foto główne: Christine Roy on Unsplash

Tomasz Matejuk