Finansowy poradnik studenta. Jak nie utonąć w wydatkach?

Początek roku akademickiego to czas, gdy studenci muszą głęboko sięgnąć do kieszeni, by sfinansować wszystkie niezbędne wydatki. Jak obniżyć studenckie rachunki i co zrobić, gdy zabraknie gotówki?

Studia na państwowych uczelniach są bezpłatne, ale to nie oznacza, że nie wiążą się z nimi żadne koszty. Studenckie fundusze pochłania przede wszystkim wynajęcie lokum i inne wydatki związane z samodzielnym utrzymaniem się.

Akademik czy mieszkanie?

Z największymi kosztami muszą liczyć się osoby, które wybrały studia z dala od domu. To przede wszystkim wydatek związany z wynajęciem mieszkania lub opłaceniem miejsca w akademiku.

- To drugie rozwiązanie pozostaje bardziej ekonomiczną opcją, jednak nie wszyscy chętni studenci mają szansę na przydział w akademiku. O przyznaniu pokoju w domu studenckim nie decyduje bowiem kolejność zgłoszeń, ale kryteria, które ustala dana uczelnia. Pierwszeństwo mają często żacy w trudnej sytuacji materialnej lub tacy, których dom rodzinny leży daleko od uczelni - tłumaczy Bartosz Turek, analityk Open Finance i ekspert Związku Firm Pośrednictwa Finansowego.

Ci, którym uda się zakwaterować w akademiku, muszą liczyć się z kosztami na poziomie od kilkuset do nawet 1000 zł za pokój. Przykładowo, za miesięczny pobyt w domu studenckim Uniwersytetu Warszawskiego zapłacimy od 315 zł do 780 zł, za to na UJ nawet 1000 zł, jeśli wybierzemy pokój 1-osobowy.

Studenci mogą także korzystać z prywatnych akademików, które często oferują wysoki standard zakwaterowania i dodatkowe atrakcje, np. w postaci siłowni na terenie budynku. Ale w tym przypadku trzeba liczyć się z kosztami wyższymi niż uczelniane akademiki.

Jeszcze więcej zapłacimy za wynajęcie mieszkania. Ceny ofertowe za najem małego lokalu, o powierzchni do 38 mkw. w największych miastach Polski zaczynają się od 1223 zł w Katowicach i sięgają nawet 2084 zł w Warszawie.

A dodajmy, że pierwszy miesiąc najmu mieszkania czy pokoju w domu studenckim oznacza wpłatę nie tylko czynszu, ale także jednorazowej kaucji lub prowizji dla pośrednika, który pomoże w poszukiwaniach "czterech kątów". To duże wyzwanie szczególnie dla osób, które mają ograniczone fundusze.

- Koszty te można jednak znacznie obniżyć, wynajmując lokal w kilka osób, co jest dobrym rozwiązaniem, szczególnie na początku studiów - radzą eksperci.

Warto korzystać z przywilejów studenckich

Wynajęcie mieszkania czy pokoju to jednak nie koniec wydatków. Dochodzą jeszcze inne koszty utrzymania, czyli np. wydatki związane z wyżywieniem, opłaceniem rachunków za telefon czy internet czy kupnem biletu komunikacji miejskiej.

Ponadto, studia na niektórych kierunkach, np. medycznych czy artystycznych, wymagają także zakupu np. specjalnej odzieży czy materiałów dydaktycznych, co trzeba sfinansować na początku roku akademickiego, kiedy jest najwięcej kosztów.

Przypomnijmy, że jak wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Banków Polskich w ubiegłym roku, wszystkie wydatki osoby rozpoczynającej studia wynoszą około 1600 zł miesięcznie.

- Poznając uczelnię i jej otoczenie, warto skorzystać z rad starszych kolegów. Ci mogą podpowiedzieć, jak obniżyć koszty związane ze studiowaniem. Np. gdzie w okolicy uczelni można zjeść tanie i dobre posiłki, gdzie warto robić zakupy i skompletować pomoce dydaktyczne. Ponadto, warto wiedzieć, że na niektórych uczelniach wyższych już na etapie rekrutacji, można ubiegać się o stypendium socjalne, jeżeli student jest w trudnej sytuacji materialnej - tłumaczy Bartosz Turek.

Ekspert radzi także, by osoby rozpoczynające naukę na uczeniach wyższych korzystały z przywilejów studenckich, które pomagają zaoszczędzić czasami niemałe kwoty.

- Studenci mają możliwość zakupu tańszych biletów komunikacji miejskiej czy tych do kin bądź teatrów. Co więcej, z początkiem października warto rozejrzeć się za atrakcyjnym kontem bankowym dedykowanym studentom, którego prowadzenie przeważnie jest bezpłatne. Wiele banków oferuje dodatkowe korzyści za otworzenie takiego rachunku, np. zniżki w sklepach czy bonusy za korzystanie z mobilnych płatności. Pamiętajmy także, że sposobem na zastrzyk gotówki "ekstra" może być także praca dorywcza, czyli taka, która umożliwi łączenie nauki z płatnym zajęciem, a przyniesie stały dochód - dodaje Bartosz Turek.

Kredyt studencki nie dla każdego

Gdy nie można liczyć na pomoc rodziny, warto poszukać dodatkowych źródeł finansowania.

- Studenci, którzy potrzebują dodatkowego wsparcia finansowego, mogą starać się o preferencyjny kredyt studencki. Jego niewątpliwą zaletą jest to, że jest on niemal darmowy. Przez cały okres studiów i jeszcze przez 2 lata po ich zakończeniu wszystkie odsetki od takiego długu spłaca Państwo. Jest on nietypowy także dlatego, że nie jest wypłacany jednorazowo, jak w przypadku "normalnego" kredytu, lecz w comiesięcznych transzach. Student sam wybiera, czy chce dostawać 400 zł, 600 zł, 800 zł czy 1000 zł miesięcznie - podkreśla Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

O kredyt studencki można ubiegać się w PKO BP, Bank Pekao, BPS (wraz ze zrzeszonymi bankami spółdzielczymi) i SGB-Bank (wraz ze zrzeszonymi bankami spółdzielczymi). To atrakcyjne wsparcie, które wielu osobom w ogóle umożliwia rozpoczęcie nauki na uczelni wyższej.

- Spłata kredytu studenckiego rozpoczyna się 2 lata od otrzymania dyplomu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w przypadku przerwania studiów, kredyt trzeba będzie spłacić wcześniej. Nie jest to także produkt finansowy dostępny dla każdego. Mogą go uzyskać tylko ci studenci, w przypadku których dochód na osobę w rodzinie nie może przekraczać 2500 zł netto - zaznacza Jarosław Sadowski.

Wnioski o kredyt studencki można składać tylko do 20 października.

"To niemal darmowy kredyt"

Bartosz Turek w analizie na stronie Open Finance zwraca uwagę, że kredyt studencki to nie tylko symboliczne oprocentowanie (po dwóch latach od zakończenia nauki wynosi ono połowę stawki redyskonta weksli – czyli obecnie koszt kredytu to zaledwie 0,875% w skali roku), ale też inne preferencyjne zasady.

- Najlepsi studenci mogą liczyć na umorzenie części kredytu. Jeśli ktoś był w grupie 1% najlepszych absolwentów w danym roku, może pożegnać się z połową zadłużenia. Będąc w 5% najlepszych absolwentów można ubiegać się o umorzenie 35% zadłużenia, a będąc w gronie 10% najlepszych – 20% zadłużenia. Resztę długu trzeba będzie oczywiście spłacić, ale tu także warunki są dogodne. Po pierwsze, dwa lata od ukończenia studiów żak ma na to, aby ustabilizować swoją sytuację finansową. Potem przychodzi czas na spłaty. Rat powinno być dwa razy więcej niż wypłat. W efekcie jeśli ktoś w czasie studiów dostawał co miesiąc 600 złotych, to oddawać będzie musiał po 300 złotych miesięcznie plus kilkanaście – kilkadziesiąt złotych odsetek - wylicza Bartosz Turek.

Aby otrzymać kredyt studencki, oprócz spełnienia kryterium dochodowego, potrzebne jest poręczenie.

- Mogą go udzielić rodzice, rodzeństwo czy dziadkowie, ale też państwowe instytucje. Na przykład BGK może udzielić takiej gwarancji w wysokości 100% wnioskowanego długu osobom, które mają dochód w rodzinie nie wyższy niż 1500 złotych netto miesięcznie – oczywiście na osobę. 90% poręczenia BGK udziela rodzinom z dochodem na osobę nieprzekraczającym 2000 złotych miesięcznie. Niestety korzystając z tego poręczenia trzeba liczyć się z kosztem potrącanym z każdej transzy na poziomie 1,5% wypłacanych środków - zaznacza Turek.

Koszty pojawić mogą się też po stronie banku wypłacającego transze.

- Po pierwsze może się okazać, że bank zażąda kilkuset złotych za rozpatrzenie wniosku kredytowego. Zdarza się też, że pobierana jest też opłata za udostępnienie kolejnych transz np. 2%. Te opłaty obniżają kwoty, które trafią na konto studenta. Warto więc sprawdzić oferty banków oferujących tego typu finansowanie, aby uniknąć niepotrzebnych opłat - dodaje Bartosz Turek.

Jak zarobić na kredycie studenckim?

Ekspert Open Finance podkreśla, że kredyt ten warto zaciągnąć, nawet jeśli go nie potrzebujemy.

- Powód? Załóżmy, że student pracuje lub dostaje od rodziny pieniądze wystarczające, aby utrzymać się bez wykorzystania pieniędzy z kredytu. W takim wypadku okładając każdą złotówkę z wypłacanych transz na dobrze oprocentowanym koncie, można zgromadzić spory kapitał - zaznacza Bartosz Turek.

Załóżmy, że student wnioskuje o wypłatę 1000 złotych miesięcznie przez 5 lat studiów. Do tego nie korzysta z płatnego poręczenia BGK, tylko prosi o nie rodziców. A bank nie pobiera opłaty za rozpatrzenie wniosku kredytowego i nie pobiera opłat za uruchomienie kolejnych transz.

Przyjmijmy, że student wszystkie pieniądze przelewa od razu na konto oszczędnościowe lub lokatę wyłuskując najlepsze oferty rynkowe. To dziś, zgodnie z wyliczeniami Open Finance, pozwala zarobić 3-4% w skali roku.

- Załóżmy więc, że przez cały okres inwestycji studentowi uda się zarabiać po 3% w skali roku (minus "podatek Belki"). Dopiero po siedmiu latach dług zaczyna być oprocentowany (0,875% w skali roku) i spłata trwać będzie 100 miesięcy. Efekt? po tych ponad 15 latach na koncie byłego studenta zgromadzony będzie kapitał w kwocie ponad 11 tysięcy złotych. Kwota ta jest możliwa do wygospodarowania przy założeniu utrzymania aktualnych warunków rynkowych - zaznacza Bartosz Turek.

W praktyce wynik może więc okazać się wyższy. Szczególnie jeśli w końcu Rada Polityki Pieniężnej podwyższy stopy procentowe. Wtedy różnica pomiędzy oprocentowaniem lokat i kredytu studenckiego powinna wzrosnąć.

- I tak gdyby możliwe byłoby ulokowanie pieniędzy na lokatach z oprocentowanie wyższym o 4 pkt. proc. względem preferencyjnego oprocentowania kredytu, to finansowo zaradny student mógłby na kredycie studenckim zarobić prawie 22 tysiące. Gorzej jeśli lokowałby pieniądze w produkty oprocentowane na tylko 1 pkt. proc. ponad oprocentowanie kredytu. Wtedy jego nadwyżka nad kosztami wyniosłaby tylko niecałe 6 tysięcy – wylicza Bartosz Turek.

Ekspert zaznacza jednak, że wszystkie te obliczenia zakładają bardzo dużą wstrzemięźliwość i dyscyplinę.

- Student nie wydaje z kredytu ani złotówki, a wszystkie pieniądze inwestuje będąc na bieżąco z promocyjnymi ofertami bankowych depozytów - dodaje Turek.

foto główne: Good Free Photos on Unsplash

Rynek inwestycji alternatywnych i dóbr luksusowych - POBIERZ PDF

Tomasz Matejuk