Gorączka złota w Mikołajowicach

Od niedawna coraz częściej mówi się o tym, że niebawem w Polsce rozpoczęta zostanie eksploatacja nowoodkrytych, potężnych złóż złota. Czy Dolny Śląsk ma szansę stać się drugim Klondike? Czy Polska stanie się potęgą w wydobyciu złota na skalę Australii, Kanady czy RPA?

Przypomnijmy: Mikołajowice to niewielka wieś w województwie dolnośląskim, położona ok. 12 kilometrów od Legnicy. W 2015 roku spółka Sudeckie Kopalnie Surowców Mineralnych złożyła w Ministerstwie Środowiska wniosek o wydanie koncesji na poszukiwanie złota, a w kolejnych latach przeprowadzone zostały odwierty próbne.

Na mierzącym ok. 90 hektarów terenie odkrywkowym dokonano odwiertów na głębokość 28,5 metrów. Na podstawie pozyskanych próbek, złoże oszacowane zostało na 1 tonę czystego kruszcu oraz ok. 5 ton rudy.  I tu pojawia się problem…

Skala przedsięwzięcia

W 2017 roku ogłoszono sensacyjną wiadomość, która miała zatrząść rynkiem złota – Shangdong Gold Group poinformowało o odkryciu rekordowo dużych złóż złota. Były one oszacowane na 382,58 ton. Złoże eksploatowane miało być przez 40 lat.

Roczna, światowa produkcja złota w 2019 roku wyniosła 3 533,7 ton. Sama Australia wyprodukowała 325,1 ton, Chiny: 383,2 ton, Rosja: 329,5 ton. Jak widać, 1 tona czystego kruszcu i 5 ton rudy, to tak naprawdę ciekawostka geologiczna. Fakt, że zdecydowano się ruszyć te złoża silnie związany jest z tym, że cena złota jest obecnie na tyle wysoka, że przedsięwzięcie staje się opłacalne. Jest bowiem jeszcze jeden problem…

To nie było sensacyjne odkrycie

Autor i poszukiwacz złota Krzysztof Maciejak w swoim opracowaniu „Górnictwo złota w Górach Kaczawskich i na ich przedpolu” pisze tak:

W czasie, gdy najdostępniejsze lwóweckie i złotoryjskie złoża ulegały wyczerpaniu, w rejonie liczącej zaledwie 130 mieszkańców wsi Mikołajowice odkryto nowe złoża złota. W latach 1343-44 wybuchła prawdziwa gorączka. Historycy podają, że w szczytowym okresie mogło pracować w tym rejonie nawet 10-15 tysięcy poszukiwaczy. Tygodniowy urobek oceniano na 120-160 marek złota, a więc około 27-30 kg. W 1345 r. książęta legniccy nadali tej górniczej osadzie prawa miejskie.

Jak więc widać, złoża w Mikołajowicach znane są co najmniej od XIV wieku. Kopalnie podupadły wraz z popadaniem w kłopoty finansowe książąt legnickich. Wydobycie prowadzono do ok. 1370 roku. Później jednak, po śmierci Wacława, wydobyciem już nikt się nie zajmował. W 1404 r. jego syn – książę Ruprecht – napisał, w swoich dziennikach, że kopalnie w Złotoryi i Mikołajowicach zalane zostały wodą.

Przez kolejne lata kopalnie przeżywały swoje wzloty i upadki, jednak cała ta historia obrazuje pewne znaczące dla całego rynku wydobywczego zjawisko: opłacalność wydobycia złota ściśle powiązana jest z ceną rynkową kruszcu, co z kolei wiąże się z kosztami wydobycia. Te, jak wiadomo, rosną wraz z inflacją, kosztami wynagrodzeń, kosztami sprzętu, energii elektrycznej, paliwa, ale także wraz z poziomem trudności wydobycia, głębokości złoża etc. To z kolei stanowi argument za tym, dlaczego cena złota nie może spaść poniżej pewnego poziomu – spadek rentowności kopalni spowoduje spadek podaży złota, a więc wzrost jego ceny. Innymi słowy: gdy złoto taniej, to w końcu musi zacząć drożeć.

Co zaś tyczy się samego złoża w Mikołajowicach: z pewnością jest to duża ciekawostka i temat, który warto śledzić, jeżeli ktoś pasjonuje się złotem. Szczególnie, że jest to swego rodzaju przedłużenie dolnośląskiej tradycji wydobycia złota.

Photo by Taton Moïse on Unsplash