Burzliwa historia polskiego złota podczas II wojny światowej

Na tle szarego, porannego nieba, wysoko ponad dachami warszawskich kamienic rysują się sylwetki pierwszych niemieckich bombowców. Nikła obrona przeciwlotnicza stolicy reprezentowana przez 54 myśliwce, około 100 dział przeciwlotniczych oraz 7 kompanii ciężkich karabinów maszynowych szybko niknie w obliczu miażdżącej przewagi Luftwaffe. Równocześnie na ziemi rozgrywa się dramat. W skarbcu Banku Polskiego, głęboko pod ziemią przechowywana jest fortuna...

Czytaj także: NBP nadal kupuje złoto?

Żeby zrozumieć grozę tamtejszej sytuacji, trzeba uświadomić sobie, że nikt wcześniej nigdy w historii świata nie przeprowadził tak gwałtownego i zmasowanego ataku, jak Adolf Hitler we wrześniu 1939 roku. Oczywiście polskie władze spodziewały się agresji niemieckiej, jednak myślały o niej w kategorii długotrwałej wojny pozycyjnej. Z tego właśnie względu kilka miesięcy wcześniej zdecydowano, że tylko 20% rezerw Banku Polskiego zostanie przeniesiona za granicę – większość miała być w miarę potrzeby przetransportowana w głąb kraju i służyć finansowaniu potrzeb armii podczas obrony państwa.

Czytaj także: Rezerwy złota 2018 - top 10

Decyzja o wywiezieniu złota z Warszawy podjęta została w trybie natychmiastowym

Trzynastego września kruszec w ilości ok. 60 ton o łącznej wartości 360 milionów ówczesnych złotych, zebrany z Warszawy oraz innych oddziałów Banku Polskiego S.A. został zgromadzony na stacji kolejowej w Śniatyniu, w pobliżu granicy z Rumunią – jedynym państwem sąsiadującym, z którym w 1939 roku Polskę łączyły przyjazne stosunki dyplomatyczne. Cztery tony złota odłożono osobno do celów finansowania obiecanej przez ZSRR dostawy broni dla armii, jednak już kilka dni później, 17 września 1939 roku Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich zaatakował Rzeczpospolitą, zamykając kraj w żelaznym uścisku.

Na szczęście polskiego złota już dawno nie było w kraju

W nocy z 13 na 14 września 1208 drewnianych skrzyń wypełnionych złotem ruszyło do Konstancy, najważniejszego miasta portowego w Rumunii. Warto tu zaznaczyć, że rząd rumuński wykazał się wielkim poświęceniem – Niemcy zaraz po rozpoczęciu wojny wykryli próbę wywiezienia polskiego złota z Rzeczypospolitej i mocno naciskali polityków Bukaresztu, żeby Ci zarekwirowali cały transport. Sytuacja była szczególnie trudna, zważywszy na fakt, iż 6 września 1939 roku Rumunia proklamowała neutralność. Szczęśliwie sojusznicy Polski nie ugięli się – stworzyli zasłonę formalności i wymogów prawnych, równocześnie prosząc, aby złoto w ciągu 48 godzin opuściło teren kraju.

Zamów szablę z darmową przesyłką i darmowym zwrotem

Czytaj także: Narodowy Bank Węgier zwiększył właśnie rezerwy 10-krotnie

Następnym elementem tej sensacyjnej ucieczki był Robert Brett, 33-letni kapitan statku Eocene, który za namową brytyjskiego konsula przyjął ładunek polskiego złota, i w ostatniej chwili, zaraz przed oficjalnym uszczelnieniem rumuńskich granic, wypłynął w kierunku Turcji, zwijając fortunę Rzeczypospolitej razem z pracownikami i ochroniarzami Banku Polskiego prosto sprzed nosa Hitlera.

Kolejnym życzliwym sojusznikiem okazała się Turcja

Turcja zaoferowała pomoc w zdeponowaniu lub dalszym transporcie ładunku. W ciągu następnych dni skarb Rzeczypospolitej przebył długą drogę ze Stambułu przez Syrię, Liban i Bejrut, aż do Francji. 7 października 1939 roku 60 ton polskiego złota zostało złożonych w wynajętym od Francuzów skarbcu w Nevers. Jak jednak wszyscy wiemy, sielanka ta nie mogła trwać długo. Pomimo iż w momencie trwania kampanii wrześniowej Francja stanowiła jedną z największych potęg militarnych ówczesnego świata, szybko ugięła się pod gąsienicami niemieckich dywizji pancernych.

W maju 1940 roku, w obliczu rychłej klęski Francji, polski rząd na uchodźstwie zaczął zabiegać o przeniesienie rezerw polskiego złota do Stanów Zjednoczonych. Niestety, wbrew przedkładanym wnioskom, władze zdecydowały się przenieść zasoby kruszcu do Dakaru, głównego ośrodka administracyjnego francuskiej kolonii w Afryce północno-zachodniej. Równocześnie 22 czerwca 1940 roku Francja podpisała rozejm z III Rzeszą i zdeponowała polskie złoto głęboko na pustyni, w forcie Kayes. Tym samym, po wielu perypetiach, rezerwy kruszcu znalazły się na terytorium kontrolowanym przez państwa Osi, zupełnie nieosiągalne dla rządu na uchodźstwie.

Sytuacja Polski była niezwykle trudna

Wszystkie próby odzyskania złota od Francuzów spełzły na niczym. W końcu zdecydowano się na wytoczenie Bankowi Francji procesu przed sądem w Stanach Zjednoczonych. 3 września 1941 roku, w wyniku pozytywnego rozpatrzenia polskiej sprawy, decyzją sądu na rezerwy francuskie przechowywane w amerykańskich skarbcach nałożony został areszt w wysokości równowartości złota Rzeczypospolitej zdeponowanego w Kayes. Tym samym rząd na uchodźstwie dopiął swego, zabezpieczając rodzime zasoby tymczasowo zawłaszczone przez Francuzów.

Jesienią 1942 roku alianci opanowali północno-zachodnią Afrykę. Tym samym po wielu dyplomatycznych perypetiach udało się umorzyć proces sądowy w Stanach Zjednoczonych oraz podpisać ugodę pomiędzy Rządem Polskim i Bankiem Francuskim. W końcu, w 1944 roku specjalna grupa urzędników pod zarządem jednego z dyrektorów Banku Polskiego, majora Stefana Michalskiego, komisyjnie odebrała polskie złoto. Następnie zostało ono przetransportowane do banków w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Niestety, polska fortuna w formie materialnej nigdy nie wróciła kraju

Dalsze losy rodzimych rezerw są niejasne i kontrowersyjne – historycy sprzeczają się co do tego, ile złota rzeczywiście dotarło do portów docelowych, a ile zaginęło bez wieści. Jedno jest pewne – to, które dotarło do zagranicznych banków centralnych, zostało zdeponowane i wykorzystane przez utworzony w nowo powstałej Polskiej Republice Ludowej Narodowy Bank Polski jako zastaw pożyczek międzynarodowych. Jako że te często nie były spłacane, pożyczkodawcy mieli prawo do zachowania depozytu. W taki sposób rezerwy stopniały, a historia fortuny II Rzeczypospolitej Polskiej zakończyła się ich ostateczną utratą.

fot. Bank of England, flickr.comCC BY-ND 2.0

Wojciech Czekaj