Inflacja i niskie stopy procentowe – jak chronić oszczędności?

Po latach zerowej lub wręcz ujemnej inflacji wzrost cen ruszył z miejsca. Za to Rada Polityki Pieniężnej nie widzi powodu do podnoszenia stóp procentowych. To oznacza, że lokaty bankowe przynoszą straty. Jak chronić oszczędności w takich warunkach?

Już w 2017 r. inflacja pożarła 2 mld zł naszych oszczędności, alarmują eksperci z firmy Expander. Tymczasem RPP kompletnie się tym nie przejmuje. Ich zdaniem nie ma potrzeby podnoszenia stóp procentowych, bo inflacja utrzymuje się w okolicy celu. I tak będzie jeszcze dość długo. O ile pod koniec 2017 r. rynek oczekiwał podwyżek już pod koniec 2018 r., o tyle teraz oczekuje ich dopiero w 2019, a nawet w 2020 r.

Zobacz też: Jak szykować się na kryzys w czasie prosperity?

To dobra wiadomość dla kredytobiorców, którzy spłacają złotówkowe kredyty o zmiennej stopie procentowej. Czyli przede wszystkim kredyty hipoteczne. „Sztywny” WIBOR oznacza, że ich raty nie wzrosną. Gorzej ma się sytuacja w przypadku oszczędzających.

Według portalu comperia.pl średnie oprocentowanie lokat w lutym 2018 wynosiło 1,36%. Tymczasem inflacja wg GUS wyniosła 1,4% rok do roku. To spadek, bo jeszcze w styczniu wskaźnik wynosił 1,9%, a od września do grudnia 2017 r. ponad 2%. Nic nie wskazuje, by spadek inflacji miał być trwały, to raczej kwestia wysokiej bazy (właśnie na początku 2017 r. wzrost cen po dwóch latach ruszył z miejsca).

Jednak nawet zakładając, że trzymamy pieniądze oprocentowane na 1,36% brutto przy inflacji 1,4% tracimy 30 zł rocznie na każde 10 000 zł już po uwzględnieniu podatku Belki. Nie jest to może dużo, ale przecież nie po to trzymamy pieniądze w banku, by na tym tracić. Zwłaszcza że bank świetnie na tym zarabia.

Zatem jak chronić oszczędności przed podjadającym je robakiem inflacji?

Obligacje Skarbu Państwa

Cztero- i dziesięcioletnie obligacje Skarbu Państwa mają wbudowany mechanizm chroniący przed inflacją. Mianowicie są oprocentowane według wzoru inflacja + marża. Marża wynosi obecnie 1,25% dla papierów czteroletnich i 1,5% dla dziesięciolatek.

Obligacje skarbowe to najbezpieczniejsza lokata dostępna inwestorowi indywidualnemu, bezpieczniejsza nawet niż lokata w banku, bo państwo gwarantuje ją całym majątkiem. Dostępna dla wszystkich, bo próg wejścia to 100 zł. Jednak jest kilka haczyków.

Po pierwsze indeksowanie inflacją zaczyna się dopiero od drugiego roku. W pierwszym oprocentowanie jest stałe, odpowiednio 2,4% dla marcowych czterolatek i 2,7% dla dziesięciolatek. To mniej niż wychodzi z wzoru inflacja + marża, nawet przy niskim lutowym odczycie inflacji.

Po drugie długi okres oszczędzania. Można wcześniej wyjść z inwestycji, ale wymaga to opłacenia kary w wysokości 0,7 zł (dla czterolatek) i 2 zł (dla dziesięciolatek) od każdej wykupowanej przedwcześnie obligacji. Przy dziesięciolatkach to starta niemal całych rocznych odsetek.

Po trzecie wreszcie podatek Belki. Im wyższa inflacja tym więcej zjada, bo nalicza się go od całości oprocentowania, a nie od samej marży. Jeśli inflacja sięgnie 6,5% dla czterolatek, a 8% dla dziesięciolatek, podatek Belki zje całą marżę. Mało prawdopodobne, ale zwłaszcza przy dziesięciolatkach nie można tego wykluczyć.

Czytaj także: 5 sposobów, jak uniknąć podatku Belki

Obligacje korporacyjne

Zamiast pożyczać państwu, można pożyczyć krajowym firmom. Polskie spółki oferują dużo lepsze oprocentowanie, niestety kosztem znacznie podwyższonego ryzyka. Co prawda od czasu Ganta w 2014 r. nie zdarzyło się, by upadła firma emitująca obligacje na podstawie prospektu emisyjnego, ale wiele wskazuje na to, że w perspektywie 3-4 lat (a taką trzeba rozważać przy obligacjach korporacyjnych) nadejdzie spowolnienie, które może spowodować problemy finansowe części firm. A wówczas możemy stracić wszystkie zainwestowane pieniądze.

Można też kupić obligacje z drugiej ręki na prowadzonym przez GPW rynku Catalyst. Wówczas okres inwestycji będzie krótszy, ale wobec małej płynności może się okazać, że przepłaciliśmy.

Obligacje firm są oprocentowane na stały kupon lub zmienny. W tym drugim przypadku bazą najczęściej jest WIBOR, więc nie ochroni nas to przed wzrostem inflacji. Jednak same marże przekraczają inflację, więc na odsetkach nie stracimy. Trzeba jednak pamiętać o ryzyku bankructwa emitenta.

Złoto i metale szlachetne

Inwestowanie w złoto nie przynosi obecnie dużych zysków. Od 2013 r. ceny tego kruszcu utrzymują się na podobnym poziomie, więc kokosów nie zarobisz. Jednak wobec krążącego nad światem widma inflacji coraz ważniejsze jest oszczędzanie w złocie.

Historycznie to właśnie ten kruszec stanowił najlepsze zabezpieczenie przed inflacją, bo jego cena rosła w trudnych warunkach rynkowych. Jeśli nie potrzebne ci kolosalne zyski, a jedynie zabezpieczenie oszczędności przed utratą wartości, to złoto od tysięcy lat stanowiło naturalny wybór w niespokojnych czasach.

Jeśli nie stać cię na wysupłanie na raz ok. 4,5 tys. zł na jednouncjową sztabkę złota, możesz rozważyć znacznie bardziej przystępne cenowo oszczędzanie w srebrze.

Akcje spółek dywidendowych

Spółki dywidendowe, czyli takie, które regularnie dzielą się zyskiem z akcjonariuszami, stanowią ważny składnik długoterminowych portfeli oszczędnościowych. W teorii w długim terminie akcje powinny utrzymywać w miarę stałą wartość, a dywidendę traktujemy jak odsetki, z reguły znacznie wyższe niż oferowane przez banki. W USA są spółki z ponad stuletnią historią wypłat dywidend, w Polsce znajdziemy takie, które regularnie dzielą się zyskiem z akcjonariuszami od kilkunastu lat.

Oczywiście nie ma rozwiązania idealnego. Teoria teorią, ale działa to tylko przy regularnym, długoterminowym kupowaniu akcji, gdy kupujemy zarówno „w dołku”, jak i „na górce”. Wymaga to jednak odpowiednich predyspozycji psychicznych.

Poza tym nawet duże, stabilne firmy o mocnej pozycji na rynku mogą upaść. Weźmy dla przykładu linie lotnicze Pan Am czy Kodaka. Na naszym rynku trudno wyobrazić sobie upadek KGHM czy Orlenu, ale kto wie do czego doprowadzą zmiany technologiczne w perspektywie kilkunastu lat?
I wreszcie, jeśli szukamy rozwiązania „na teraz”, akcje mogą nie być najlepszym pomysłem. W Stanach trwa pierwsza głębsza korekta na giełdzie od 2015 r. Polski indeks WIG stracił od szczytów z końca stycznia 2018 już ponad 11% i końca nie widać. Nie wiadomo czy to tylko korekta, czy początek bessy. Jednak wejście „za wszystko” na prawdopodobnej „górce” może przynieść straty, których nie powetuje żadna dywidenda.

Inwestuj w siebie

Najlepszym sposobem oszczędzania jest zwiększenie dochodów. Może więc oszczędności przeznaczyć na szkolenia czy kursy, które pozwolą ci na zmianę pracy na lepszą lub awans w obecnej firmie? Zawsze dobrym pomysłem są kursy języków obcych. Może wyspecjalizujesz się w jakimś popularnym na świecie, ale rzadkim w Polsce? Mandaryńskim (czyli to, co uważa się za „język chiński”) mówiło w 2010 r. prawie miliard ludzi na świecie, po hiszpańsku 405 mln, w hindi (jeden z języków indyjskich) 310 mln, a po arabsku 295 mln.

Może w pracy przydadzą ci się podstawowe umiejętności z zakresu programowania? Zaawansowana znajomość Excela? Są też kursy specjalistyczne, dające określone uprawnienia.

Najważniejsze, żeby wybrać umiejętność czy certyfikat, które dadzą ci konkretne i mierzalne efekty w możliwym do określenia czasie (czyli „po ukończeniu tego kursu w ciągu dwóch lat moje dochody powinny wzrosnąć o 20%”). Nauka artystycznego malowania bombek choinkowych jest może przyjemna, ale jeśli nie planujesz zająć się tym zawodowo, to stopa zwrotu z takiego zainwestowania oszczędności będzie dość kiepska.

Powyższy tekst ma na celu jedynie edukację i jest wyrazem prywatnych poglądów autora. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej.
Pamiętaj, że to Ty jesteś swoim najlepszym doradcą finansowym i podejmujesz decyzje na własną odpowiedzialność. Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem straty części lub całości zainwestowanych pieniędzy.

fot. frankieleon, flickr.comCC BY 2.0

Inwestycje od A do Z - POBIERZ PDF
Krzysztof Krzemień