Jarosław Dominiak: Niezależnie od okoliczności powinniśmy inwestować w siebie

Pobierz PDF i czytaj gdzie chcesz

O kondycji polskiego rynku kapitałowego, jego historii, a także o zbliżającej się kolejnej edycji święta inwestorów, jakim jest konferencja WallStreet, rozmawiamy z prezesem Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych – Jarosławem Dominiakiem.

Czytaj także: Konferencja WallStreet już po raz 23

Szymon Matuszyński: Panie Prezesie, to już 22. edycja największej w Polsce konferencji inwestorskiej. Czy może Pan w kilku słowach opowiedzieć o historii tego wydarzenia? Pamięta Pan pierwszą edycję? Gdzie się odbyła, ilu uczestników wzięło w niej udział? Jak wydarzenie zostało przyjęte na rynku?

Jarosław Dominiak, Stowarzyszenie Inwestorów IndywidualnychJarosław Dominiak: WallStreet powstało z inicjatywy studentów. W 1997 roku, działając w ramach organizacji studenckiej, chcieliśmy zorganizować konferencję poświęconą rynkowi kapitałowemu, tak bardzo pożądanemu, pełnemu emocji tematowi. Zainteresowanie przeszło najśmielsze oczekiwania. Prawie trzydniowa konferencja nie tylko przyciągnęła studentów, do których pierwotnie była kierowana. Wzięło w niej udział sporo osób spoza środowiska uniwersyteckiego, także te, które już wtedy inwestowały, ale odczuwały potrzebę poszerzania wiedzy i wymiany opinii. Oprócz samej ekscytacji związanej z powodzeniem, przyszła i refleksja. Poświęciliśmy bardzo dużo czasu na zgłębienie historii innych rynków, które nieprzerwanie funkcjonowały. Zwróciliśmy uwagę na obecność organizacji środowiskowych skupiających właśnie inwestorów indywidualnych. Ich statuty opierały się m. in. na edukacji i ochronie praw. Podjęliśmy decyzję, że po zakończeniu studiów, nie ruszymy bezpośrednio na rynek pracy, ale założymy taką właśnie organizację środowiskową. WallStreet stało się więc bezpośrednią przyczyną powstania Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Czytaj także: Ogólnopolskie Badanie Inwestorów 2018 - wyniki

S.M.: Co jest najważniejszą wartością tej konferencji i czy jest to również wydarzenie, które można polecić osobom nie związanym bliżej z rynkiem kapitałowym?

J.D.: Oba pytania są ze sobą bezpośrednio związane. WallStreet wyróżnia się na tle innych konferencji różnorodnością uczestników. Nie są to jedynie zaangażowani praktycy, ale wszyscy, którzy interesują się rynkiem kapitałowym lub inwestycyjnym. Formuła, w której przez 3 dni uczestnicy znajdują się w jednym hotelu, a program wypełniony jest 40 panelami, debatami, wykładami, nadaje tempa nawiązywaniu relacji. Pozwala także pokazać różne aspekty i nie ogranicza się tylko do tematyki giełdowej. Konfrontacja przedstawicieli najróżniejszych instytucji, spółek, emitentów, ale przede wszystkim inwestorów jest najczęściej wymienianą korzyścią. Modnie nazywamy to networkingiem, ale to nie ludzie, a wymiana doświadczeń jest największą wartością. Tematy, które poruszane są podczas WallStreet, wynikają bezpośrednio z potrzeb, które wyrażają sami zainteresowani, choćby w Ogólnym Badaniu Inwestorów. Dostarczamy więc takiej wiedzy, która porusza się w obszarach tego, co wyznaczają trendy i opinie inwestorów oraze odpowiadamy na wyzwania, jakie stawia przed nami rynek. Kiedyś była tylko giełda, dlatego silny nacisk kładliśmy na analizę techniczną i fundamentalną. Ostatnio, po okresie gorszej koniunktury na rynku, inwestorzy wyraźnie artykułowali, że poszukują nowych, innych rozwiązań. Pojawiły się więc tematy związane z rynkiem nieruchomości oraz znakiem obecnych czasów – kryptowalutami.

WZBOGAĆ SWOJĄ PRYWATNĄ KOLEKCJĘ

S.M.: Czyli, jak dobrze rozumiem, ma ona też daleko idący walor edukacyjny?

J.D.: Oczywiście. Zawsze zaznaczamy prelegentom, aby ich wystąpienia miały charakter edukacyjny. Nasze zaangażowanie w szerzeniu świadomości, szczególnie pośród osób, które rozpoczynają dopiero swoja przygodę z inwestowaniem, jest ogromne. Widać to najbardziej choćby w preferencyjnych warunkach, na jakich mogą uczestniczyć studenci. Dla młodych osób kontakt z praktyką, bardziej doświadczonymi ludźmi, nie tylko jest wartością samą w sobie, ale przygotowuje ich do lepszego odnalezienia się także na przyszłym rynku pracy.

S.M.: Obserwuje Pan rynek kapitałowy od kilkunastu lat, jest Pan właściwie jego czynnym uczestnikiem. Czy polska giełda na przestrzeni tych 20 lat bardzo się zmieniła, a przede wszystkim, czy zmieniło się do niej nastawienie Polaków? Przecież jeszcze kilka lat temu w opinii publicznej bardzo mocno utwierdzony był stereotyp, że na giełdzie można tylko stracić…

J.D.: Muszę stwierdzić ze smutkiem, że na pewno nie mamy już do czynienia z pewną magią, która była. Stanie w kolejkach przy pierwszych emisjach, początkowe wzrosty, spekulacje. Niepokojące jest jednak to, że zmiana, która zaszła, nie była tą na lepsze. Przełom nie nadchodzi też od razu. Przez długi czas świadomość naszych decydentów była duża. Perspektywą był niezależny, profesjonalny rynek, wsparcie dla gospodarki. Gdybym próbował umiejscowić ten moment zmiany, przypisałbym go zamachowi na OFE. Przed quasi-reformą politycy, tak jak jest to do tej pory w Stanach Zjednoczonych lub Japonii, uwielbiali się fotografować na tle tablicy z notowaniami rosnących spółek. Giełda była powodem do dumy, który od tamtej pory rządzący próbują deprecjonować, realizując swoje partykularne interesy. Nieszczęśliwy moment, w którym postanowili znaleźć wytłumaczenie i zasilić budżet tymi pieniędzmi spowodował, że musieli wykazać, że ZUS jest od giełdy bardziej efektywny. Niestety, zaczęło się, kolokwialnie mówiąc, obrzydzanie giełdy. To widać w zachowaniach społeczeństwa i opinii publicznej, które karmione są medialnym przekazem, a które jeszcze kilkanaście lat temu były stanem nie do pomyślenia. Sama strata na rynku jest czymś oczywistym, integralnym. Nawet największe rekiny giełdowe narażone są na stratę. Jednak rzetelne oddanie całej tej sprawy wymagałoby pokazania, że na giełdzie są notowane efektywne firmy, czy jedne z lepszych przedsiębiorstw. W średnim, czy długim terminie takie inwestycje dają więcej. Trudno więc godzić się na takie stwierdzenie, że „na giełdzie można tylko stracić”. Takie deklaracje są nieuprawnione i wynikają tylko z braku wiedzy. W życiu jest tak samo – nie ma tylko słonecznych dni.

S.M.: W ostatnich 2 latach bardzo wzmocniła się pozycja spółek Skarbu Państwa na giełdzie. Czy pana zdaniem w kontekście rozwoju rynku kapitałowego jest to dobra i zdrowa sytuacja? W obecnej chwili koniunktura na warszawskim parkiecie, oprócz rzecz jasna uwarunkowań makroekonomicznych, w bardzo dużym stopniu zależy choćby od tego, co dzieje się właśnie w państwowym spółkach?

J.D.: Na pewno osoby ściśle związane z giełdą, czy sami inwestujący, nie życzyliby sobie takiego wzrostu znaczenia. Takie spółki powinny mieć coraz większą kapitalizację. Poprawiłbym to stwierdzenie. Tam, niestety, wzrosło znaczenie polityki w spółkach. Tego nie lubi nikt, a zwłaszcza rynki kapitałowe. System giełdowy, łączenie tych dawców i biorców kapitału ma i musi odbywać się zawsze w oparciu o mechanizmy wolnorynkowe. Jakiekolwiek zaburzenia, zbytnia ingerencja państwa, przeregulowanie źle na niego wpływają. Bycie mądrzejszym od tej niewidzialnej ręki rynku skutkuje ucieczką kapitału. To nie jest przypadek, że w sytuacji po wielkim kryzysie inne rynki biją rekordy. Odrobiły to z nawiązką. A my, jak wyglądamy? Taka sytuacja wynika ze zbytniego interwencjonizmu. My, jako inwestorzy, musimy zmagać się z szeregiem najróżniejszych decyzji. Czy koniunktura się załamie? Czy będą jakieś przełomy technologiczne i spółka, w którą zainwestowaliśmy, przeoczyła ten moment? Naprawdę tych czynników jest cała masa, dlatego absolutnie zbędne jest dokładanie inwestorom zbytniego ryzyka politycznego. Państwo spowodowało, że spółki, gdzie ma ono rolę dominującą, są drenowane, a ich zarządy nie koncentrują się na wzroście wartości dla wszystkich akcjonariuszy.

S.M.: Giełda Papierów Wartościowych jest jednym z partnerów wydarzenia. Wydaje się, że współpraca z tą instytucją jest kluczowa nie tylko jeśli chodzi o Konferencję WallStreet, ale i działalności całego Stowarzyszenia.

J.D.: Na pewno. Giełda była przecież pierwszą instytucją nastawioną entuzjastycznie do naszych inicjatyw, jakimi było WallStreet, a później założenie Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Niezależnie od prezesów, ilu by ich nie było w ostatnich latach, od początku zawsze mieliśmy dobrą relację. Niezwykle cenimy sobie tę współpracę. Niestety, problem zbytniego zainteresowania polityków spółkami skarbu państwa nie ominął także giełdy. Tego się nie da ukryć. Ostatni rok, może dwa, uwydatniają nawet takie absurdy, jakim jest procedowanie związane z wyborem prezesa. Samej giełdzie, a bardziej rynkowi kapitałowemu nie pomogło, że Giełda jako spółka sama stała się firmą notowaną na giełdzie. Z perspektywy czasu wielu uczestników rynku kapitałowego uważa, że to nie było najszczęśliwsze rozwiązanie. Na tak młodym rynku niezwykle ważną rolą była ta, pełniona jeszcze przed jej upublicznieniem. Celem nie było maksymalizowanie zysków, a działanie na rzecz rozwoju rynku, wzmacnianie infrastruktury, popularyzowanie giełdy w polskim społeczeństwie. Niestety każdy następny prezes lubi to powtarzać, szczególnie w kontekście inwestorów indywidualnych i ich roli oraz znaczenia dla rynku, jednak z każdym rokiem idzie za tym mniej faktycznych działań.

S.M.: W odniesieniu do samego SII – przeżyliście już kryzys finansowy, wiele rządów, wielu prezesów GPW, politycznych i rynkowych trzęsień ziemi. Czy takie wahania nastrojów, z jakimi mamy do czynienia w dzisiejszej rzeczywistości, mocno wpływają na działalność Stowarzyszenia, choćby przez zniechęcenie przeciętnego Kowalskiego do rynku kapitałowego?

J.D.: Zapewne tak. Rynek kapitałowy, jego nowa historia po reaktywacji w 1991 roku wciąż wymaga ciągłej promocji, przybliżania, tłumaczenia. Jeśli tutaj nie ma pewnej konsekwencji i działań skojarzonych wszystkich instytucji i uczestników, to na pewno trudniej jest się przebijać z pewnymi rozwiązaniami. Tego typu turbulencje, zbyt duże zaangażowanie polityki utrudniają rozwój i nadrabianie dystansu. Obecnie ma miejsce depopularyzowanie wśród Polaków przekonania, że inwestowanie na giełdzie jest bardzo dobrą drogą choćby do zbierania oszczędności, jako zabezpieczenie na emeryturę itp., a przecież nie powinno się to zdarzyć.

S.M.: Jakie są według Pana najważniejsze zagrożenia oraz największe wyzwania dla polskiej giełdy i dla funkcjonujących na niej inwestorów indywidualnych?

J.D.: Wyzwanie, które stoi przed giełdą, jest również jej największym zagrożeniem. W naszej rozmowie dominującym tematem jest właśnie ten brak należytej atencji, złe zainteresowanie, brak zrozumienia tego, że sprawnie funkcjonujący rynek jest niezwykle cennym i potrzebnym mechanizmem dla gospodarki. Piętno odciskają politycy, a prezes giełdy nie koncentruje się na tym, jak wyprzedzać konkurencję, tylko jak spełnić oczekiwania decydentów. Ta presja polityczna skraca mu horyzont działania. Rynek naprawdę potrzebuje skojarzonych działań – dobrego klimatu, zrozumienia, dobrej legislacji. Jeśli jest globalna konkurencja, inwestor pójdzie tam, gdzie będzie miał obietnicę zysku, gdzie ten zysk będzie prostszy, bardziej przejrzysty. Giełda musi zrozumieć, że funkcjonujemy w czasach globalnej konkurencji, również o kapitał. Jeśli do tego dodamy jeszcze, że zainteresowanie młodego pokolenia kieruje się w stronę chociażby tematu kryptowalut, blockchainu, crowdfundingu udziałowego, to trzeba naprawdę sprawnych i odważnych decyzji. Kolejnym problemem jest legislacja unijna. Ideologicznie pasuje nam, że Unia proponuje coraz to nowe regulacje, tłumacząc je koniecznością ochrony konsumenta usług finansowych. Z drugiej strony, każda przeciwwaga w tym ekosystemie działa tak samo, jak w naturze. Mamy coraz więcej wycofywanych spółek z giełdy. W którymś momencie emitenci, którzy przyszli tam po pieniądze, uznali to za zbyt drogie, zbyt absorbujące i ryzykowne. A rynek nie znosi pustki. W związku z tym te wszystkie nowe rzeczy, które się pojawiły, w zderzeniu z problemami, z którymi boryka się rynek kapitałowy, tym bardziej zyskują na znaczeniu..

S.M.: Czy pańskim zdaniem polski rynek kapitałowy ma przed sobą dobrą perspektywę? Spektakularnych debiutów brak. Z politycznego punktu widzenia, mimo szumnych zapowiedzi, też nie widać, że rząd miałby jakoś mocniej do rynku kapitałowego zachęcać?

J.D.: Może jestem optymistą, ale wydaje mi się, że jest to chwilowa turbulencja. Niezależnie od okoliczności powinniśmy inwestować w siebie! Polacy, i nie mówię tu tylko o wyższej klasie, już zrozumieli, że trzeba uczyć dzieci języków, później pojawiła się moda na sport i dbanie o zdrowie. Znajdujemy się w czasach, w których to człowiek i jego umiejętności są największą wartością. Piramida Maslova pozostaje niezmienna, a potrzeba bezpieczeństwa zawsze będzie znajdować się u jej podstaw. Pieniądze dają takie poczucie, komfort i zabezpieczenie na przyszłość. Niezależnie od sytuacji politycznej, oraz nastrojów powinniśmy być mądrzy i obiektywni. Nie zrobimy tego, słuchając jedynie specjalistów. My sami musimy zainwestować w siebie i w swoją edukację. Nie potrzebujemy do tego wielkiego kapitału. Teraz tym kapitałem jest czas. Wokół tego opiera się nasza misja, a kwintesencją tej idei są właśnie 3 dni konferencji WallStreet.

S.M.: Na koniec poprosiłbym o kilka słów na temat najbliższej edycji konferencji WallStreet. Jakie najważniejsze zagadnienia będą w jej trakcie poruszane i kto weźmie w niej udział?

J.D.: Wiele zagadnień pojawiło się wcześniej w naszej rozmowie. Natomiast tym, co zawsze ma kluczowe znaczenie, jest przyszłość i to, w którą stronę rozwija się rynek. To był i zawsze będzie znak rozpoznawalny tego wydarzenia. Nie zabraknie również modnych ostatnio tematów, jakimi są inwestycje w nieruchomości lub startupy. Postaramy się także odczarować trochę blockchainy i kryptowaluty. Zawsze podążamy za intuicją naszych inwestorów i staramy się im dostarczyć odpowiedniej wiedzy, aby na rynku, na którym będą chcieli zainwestować, czuli się bezpieczni i pewni siebie. Tym samym chciałbym wszystkich serdecznie zaprosić na konferencję WallStreet, która odbędzie się w dniach 25-27 maja w hotelu Gołębiewskim w Karpaczu.

Jarosław Dominiak, Prezes Zarządu Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych

Absolwent Wydziału Zarządzania i Informatyki Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Uczestnik podyplomowych studiów z zakresu zarządzania przedsiębiorstwem (SGH w Warszawie) oraz Zarządzania Finansami MSP (AE we Wrocławiu). Inicjator, ale też pierwszy prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Od 2000 roku stypendysta i członek amerykańskiej organizacji Ashoka –Innovators for the Public. Specjalizuje się w tematyce klubów inwestorskich i komunikacji finansowej. Od 2000 roku przedstawiciel krajowych organizacji inwestorskich w World Federation of Innvestors Corp.

Od lipca 2011 roku członek stałej grupy doradczej (Securities and Markets Stakeholder Group) przy ESMA – European Securities and Markets Authority w Paryżu. Członek wielu gremiów środowiskowych oraz rad konsultacyjnych powoływanych przez Ministra Finansów oraz Ministra Skarbu Państwa (m.in. Rada Rozwoju Rynku Finansowego, Rada ds. prywatyzacji GPW w Warszawie, Rada Akcjonariatu Obywatelskiego przy Ministrze Skarbu Państwa), członek zespołu konsultacyjnego utworzonego w ramach prac nad projektem Kodeksu Nadzoru Korporacyjnego Polskiego Forum Corporate Governance, członek jury konkursu na najlepszą stronę internetową spółki giełdowej oraz członek kapituły na najlepszy raport roczny spółki giełdowej. Od 2007 roku sędzia Sądu Giełdowego przy GPW. W latach 2009-2011 członek zarządu organizacji Euroshareholders w Brukseli, od 2013 roku członek zarządu organizacji EuroFinuse w Brukseli opiniującej m.in. akty prawne z zakresu rynku kapitałowego dla Komisji Europejskiej. Wykładowca na studiach podyplomowych relacji inwestorskich i komunikacji finansowej – SGH w Warszawie. Prelegent podczas licznych szkoleń i konferencji z dziedziny rynku kapitałowego oraz autor kilkuset komentarzy i artykułów w mediach finansowych. Członek rad nadzorczych spółek publicznych (obecnie członek RN DGA SA, w tym członek komitetu audytu RN DGA SA, RN IMS, RN Grupa Trinity SA).

Wśród zainteresowań szczególnie ważną rolę odgrywa kolarstwo szosowe i narciarstwo biegowe.

fot. nakashi, flickr.comCC BY-SA 2.0

Szymon Matuszyński