KNF planuje kampanię informacyjną na temat kryptowalut i ostrzega przed ICO

Wygląda na to, że im wyższe ceny osiąga bitcoin i im więcej uwagi poświęcają mu media, tym bardziej zwraca on na siebie uwagę również instytucji odpowiedzialnych za nadzór i regulację rynków finansowych. Na początku przyszłego roku ma ruszyć kampania informacyjna na temat kryptowalut, a już teraz Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega przed inwestowaniem swoich pieniędzy w ICO.

Bitcoin wyceniany był przez chwilę już na 30 tysięcy złotych, czym niewątpliwie przysparza sobie coraz więcej uwagi. Zamieszanie wokół bitcoina coraz bardziej zaczyna przypominać to, które towarzyszy klasycznym bańkom finansowym.

Podczas Kongresu 590 przewodniczący KNF Marek Chrzanowski powiedział Pulsowi Biznesu:

– Prowadzimy działania w kierunku rzetelnej kampanii informacyjnej, bo niczego nie zakazujemy. Mamy gospodarkę wolnorynkową, ale uważam, że klient powinien być poinformowany o ryzykach, które towarzyszą nabywaniu pewnych produktów, bo to jest tak jak mówiłem produkt. My to traktujemy jako tzw. commodity (towar).

Z rozmowy wynika, że zagrożeniem, jakiego KNF dopatruje się w inwestowaniu w bitcoiny, nie jest sama technologia, ale przede wszystkim ryzyko związane z zaistnieniem bańki, która w każdej chwili może pęknąć oraz ryzyko powstawania rozmaitych przedsięwzięć wokół kryptowalut, które mogłyby nosić znamiona piramid finansowych. Obietnica wysokich zysków przyciąga nie tylko inwestorów, ale także i ludzi, którzy chcą niskim kosztem uszczknąć jak najwięcej dla siebie, niekoniecznie uczciwie.

Goldenmark

 

Ryzykowne ICO

Największe pole do nadużyć stwarzają tzw. Initial Coin Offering, czyli coś, co w największym skrócie przypomina emisję akcji lub zbiórkę crowdfundingową. Jeśli ktoś chce pozyskać kapitał, może ogłosić ICO i zacząć sprzedawać tokeny, będące formą udziału. Jednak w przeciwieństwie do emisji akcji czy nawet zbiórki crowdfundingowej, nie jest to w żaden sposób kontrolowane czy nadzorowane.

22 listopada KNF wystosował komunikat w sprawie ICO. Przeczytać w nim możemy, że:

– ICO mogą funkcjonować poza zakresem obowiązywania regulacji odnoszących się do rynku finansowego lub być oferowane bez wymaganego zezwolenia, a w związku z tym, nabywcy mogą być pozbawieni związanej z rym rynkiem szczególnej ochrony prawnej.

Dalej czytamy także:

– Niektóre z ostatnio przeprowadzonych ICOs zostały zakwalifikowane jako przypadki oszustw. Wobec braku gwarancji wynikających z regulacji prawnych, inwestorzy powinni być bardzo dobrze zorientowani co do statusu podmiotu oferującego tokeny, treści i skutków umowy, którą zawierają nabywając token. Nie można również wykluczyć, że niektóre z ICOs są przeprowadzane w celu legalizacji pieniędzy pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł.

Wśród innych zagrożeń wymieniany jest fakt, że większość ICO dotyczy przedsięwzięć będących na bardzo wczesnym etapie rozwoju, co automatycznie wiąże się z podwyższonym ryzykiem niepowodzenia i utraty zainwestowanych pieniędzy. Do tego dochodzi jeszcze brak informacji, nieadekawatna dokumentacja, brak możliwości wyjścia z inwestycji oraz ryzyko wysokiej zmienności wartości tokenów.

Wśród zagrożeń wymiona jest także sama technologia, na której bazują ICO, czyli DLT/Blockchain. Chodzi głównie o ryzyko związane z nieodpowiednim poziomem bezpieczeństwa wobec rosnącego zagrożenia działaniami cyberprzestępców.

Trudna rola strażnika

Przed ICO ostrzegają organy regulacyjne w takich krajach jak USA, Kanada, Australia, Francja, Niemczy czy Belgia. Jednak nie da się ukryć, że temat rodzi sporo kontrowersji. Po stronie zwolenników kryptowalut pojawiają się argumenty o ograniczaniu wolności gospodarczej i występowania przeciwko innowacyjności. Z drugiej strony wciąż mamy w pamięci sprawę Amber Gold. Do dziś wiele osób zarzuca Komisji Nadzoru Finansowego zbyt mało zdecydowane działania – podmiot został wpisany na Listę Ostrzeżeń w 2009 roku i jeszcze przez 3 lata działał bez przeszkód.

Spór o to czy bitcoin jest niebezpieczną bańką, na której można stracić pieniądze przybiera na sile wraz z tym, jak coraz większe pieniądze trafiają na giełdy i do kantorów oferujących kryptowaluty. Głos KNF z pewnością nie będzie w tej dyskusji bez znaczenia.

fot. geralt, pixabay.com, CC0

Bartosz Adamiak