Koniec drukowania dolarów i podwyżka stóp za oceanem?

To musiało kiedyś nastąpić. Rezerwa Federalna w Stanach Zjednoczonych zdecydowała w nocy czasu polskiego o stopniowym wygaszaniu programu QE, który od 2008 roku wpompował na rynek ciężkie biliony dolarów.

Dodatkową i niezwykle istotną informacją jest oczekiwanie przez Fed jednej podwyżki stóp procentowych jeszcze w tym roku (decyzja najprawdopodobniej zapadnie grudniu) oraz trzech kolejnych w roku przyszłym. Występująca na konferencji prasowej Janet Yellen oceniła, że kondycja amerykańskiej gospodarki jest dobra, choć wystawiona jest teraz na ciężką próbę - wszystko przez szalejące w Stanach kataklizmy.

Osobną kwestią pozostaje na razie temat inflacji, do której w trakcie konferencji odniosła się również Yellen: “Utrzymywanie się inflacji w USA na niskim poziomie pozostaje dla Rezerwy Federalnej do pewnego stopnia zagadką".

Reakcja rynków za oceanem na te wydarzenia była umiarkowanie optymistyczna, jednak sam koniec sesji przyniósł kolejne historyczne rekordy - Dow Jones Industrial wzrósł na zamknięciu o 0,2 proc. (do 22.412,59 pkt.) S&P500 zyskał 0,06 proc. do 2.508,24 pkt. Stracił jedynie Nasdaq Comp. o 0,08 proc. (6.456,04 pkt.). Wygranym wieczoru i całego dnia był oczywiście dolar, który po doniesieniach wskazujących na poprawę gospodarczej sytuacji za oceanem, umocnił się względem euro.

Optymistyczne słowa płyną także z komunikatu opublikowanego wczoraj przez FOMC, w którym czytamy: “Rynek pracy w ostatnim okresie nadal się wzmacniał, za czym szedł umiarkowany wzrost aktywności gospodarczej - stopa bezrobocia utrzymała się na niskim poziomie. Wydatki na utrzymanie gospodarstw domowych wzrosły w tempie umiarkowanym, stale rosły natomiast wzrosty z inwestycji”.

Eleganckie pióra inspirowane Van Goghiem - idealne na prezent

Przypomnijmy - program QE (quantitative easing) trwał praktycznie od początku kryzysu finansowego w 2008 roku i najogólniej mówiąc, polegał na drukowaniu dolarów, które później były wpompowywane w rynek, aby pobudzić przeżywającą bardzo trudne chwile amerykańską gospodarkę. Oczywiście w praktyce sam proces jest nieco bardziej skomplikowany i oznacza skupowanie od banków obligacji rządowych czy innych papierów, dzięki czemu system bankowy został zasilony przeszło 3,5 bilionami sztucznie “wyprodukowanych” dolarów.

Całe przedsięwzięcie budziło gigantyczne kontrowersje, bo było niespotykaną dotąd ingerencją w gospodarkę. Jeśli patrzeć na cały proces w krótkim terminie, rzeczywiście okazał się skuteczny - sytuacja za oceanem poprawiła się. Jakie jednak konsekwencje przyniosą te działania w dłuższym terminie? Tutaj opinie analityków i ekspertów są już dość mocno podzielone.

Przy analizowaniu tego, co może wydarzyć się w najbliższej przyszłości, warto brać pod uwagę jednak nie tylko wnioski płynące z danych makro czy podejmowanych przez Fed decyzji. Równie istotna jest baczna analiza wydarzeń pośrednio związanych z rynkami finansowymi - chodzi przede wszystkim o obserwację punktów zapalnych na całym świecie. I mowa tu nie tylko o trapiących w ostatnim czasie Amerykę kataklizmach, ale przede wszystkim bardzo mocno świecącej czerwonej lampce, którą cały czas jest półwysep koreański.

Sytuacja w tym rejonie świata cały czas jest niezwykle napięta - poziom rozgrzanych emocji jest zdecydowanie najwyższy od lat. Pozostaje oczywiście wierzyć, że konflikt zakończy się bez jakichkolwiek działań zbrojnych, choć patrząc realnie na sytuację, trudno wyobrazić sobie koreańskiego dyktatora i Donalda Trumpa przy negocjacyjnym stole.

Wracając do sytuacji na rynkach, warto rzucić okiem na to, co dzieje się na rynku złota. Tutaj niestety zaskoczenia być nie mogło - sprzyjająca gospodarce atmosfera i zapowiedzi wygaszania efektów programu QE3, musiały negatywnie wpłynąć na kurs złota, który spadł poniżej 1300 dolarów za uncję. I niestety krótkoterminowa prognoza dla tego waloru nie przedstawia się najlepiej - szczególnie jeśli pod uwagę weźmiemy planowaną podwyżkę stóp procentowych za oceanem.

fot. PublicDomainPictures, pixabay.com, CC0

Szymon Matuszyński