Maduro kupowałby złoto, gdyby miał za co

Ruszyła sprzedaż certyfikatów/obligacji zabezpieczonych złotem. Z tej okazji prezydent Nicolas Maduro w ubiegłym tygodniu osobiście udał się do głównego oddziału banku centralnego – jedynego miejsca, gdzie obecnie można nabyć certyfikaty – i dokonał uroczystego zakupu 1,5 g złota w formie papierowej.

Czytaj także: Maduro wpadł do Stambułu na ekskluzywny stek z jagnięciny

Złote certyfikaty Maduro

W pierwszym tygodniu września uruchomiony został nowy plan oszczędnościowy, skierowanego do osób fizycznych, banków i funduszy oszczędnościowych itp. Na stronie banku centralnego Wenezueli przeczytać możemy o zaletach tego rodzaju inwestycji. Najistotniejszą cechą takiej inwestycji jest oczywiście międzynarodowy charakter złota, które wyceniane jest w dolarze amerykańskim, a więc nie będzie traciło na wartości przez hiperinflację (złoto w boliwarze zdrożało od początku roku o 2 miliony procent). Ponieważ jest to jednak papierowy certyfikat, bank centralny składa także liczne obietnice odnośnie wykupu oraz możliwości dokonywania transakcji w banku.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Nabycie złota wymaga spełnienia kilku warunków. W przypadku osób fizycznych jest to m.in. pełnoletność, obywatelstwo Wenezueli, dowód tożsamości, adres e-mail oraz rachunek bankowy w boliwarach, w wenezuelskim systemie bankowym. W przypadki instytucji niezbędny będzie wpis do rejestru podmiotów uprawnionych do obrotu tego rodzaju instrumentami oraz rachunek bankowy w Wenezueli.

Maduro do banku udał się wraz z żoną. Prezydent zakupił 1,5 grama złota, zaś pierwsza dama Cilia Flores 2,5 g. Po odejściu od okienka Maduro wyjaśnił:

Gdybym miał trochę więcej oszczędności w boliwarach, zainwestowałbym więcej. Cilia miała trochę więcej ode mnie, więc kupiła swój certyfikat na 2,5 grama.

Brzmi jak nauka liczenia w przedszkolu? Nic dziwnego, że pomysły na ratowanie Wenezueli są również na poziomie przedszkolnym.

Czytaj także: Inflacja w Wenezueli osiągnęła pół miliona procent

Kolejny bubel?

Po wyjściu pary prezydenckiej, siedziba banku świeciła pustkami. Jak przeczytać możemy w Today Venezuela, na miejscu pozostała garstka emerytów pragnąca dowiedzieć się, jakie formalności należy spełnić, by dokonać zakupu.

To jakiś żart – powiedział 71-letni Juan Vera – Jak mam kupować złoto, gdy moja emerytura nie wystarcza, aby żyć dalej?

Złote certyfikaty to obok kryptowaluty Petro jeden z elementów większego pakietu reform, które miały uratować wenezuelską gospodarkę. W ostatnim czasie okazało się jednak, że Petro to fikcja, przykrywka do obejścia amerykańskich sankcji, i że Trump już 19 marca oficjalnie zdelegalizował obrót tokenami Petro przez obywateli Stanów Zjednoczonych oraz giełdy zarejestrowane w USA. Zagroził także sankcjami każdemu, kto będzie wykorzystywał Petro do transakcji z Wenezuelą.

Czytaj także: Czy Polska zbankrutuje podczas kolejnego kryzysu?

Na domiar złego ropa, która stanowi pokrycie dla Petro jest jeszcze niewydobyta, i nie wiadomo czy wydobyta zostanie, ponieważ pogłębiający się kryzys wstrzymuje także prace wydobywcze.

Pytanie – jaki haczyk tkwi w złotych certyfikatach? Być może chodzi o złoto z gry World of Warcraft, o którym kilka miesięcy temu pisano, że jest cenniejsze, niż wenezuelska waluta? A może żadnego złota nie ma? Bo w końcu jest to tylko świstek papieru, za który poręcza Wenezuelski rząd. A Wenezuelski rząd nie ma już chyba ani krzty wiarygodności. Pozostaje mieć nadzieję, że Wenezuelczycy, którzy zechcą wejść w posiadanie złota, wybiorą jednak złoto fizyczne, które nie wymaga gwarancji nieudolnego rządu.

fot. Eneas De Troya, flickr.comCC BY 2.0

Bartosz Adamiak