Manuskrypt Wojnicza. Najbardziej tajemnicza księga świata

Na pierwszy rzut oka przypomina zielnik lub podręcznik medycyny. Sprawę komplikuje fakt, że jego zawartość nie jest tak do końca jasna. Od ponad 100 lat najlepsi kryptolodzy świata nie są w stanie rozszyfrować jego zawartości. Nieznany także pozostaje autor manuskryptu, zaś wszelkie wzmianki historyczne pozostawiają więcej pytań, niż odpowiedzi.

240 stron formatu 15 na 22,5 centymetrów na pergaminie z cienkiej, cielęcej skóry (pierwotnie było ich 272), pokryte niezrozumiałym pismem i okraszone rysunkami roślin, znaków zodiaku i kąpiących się kobiet. Nazwę swoją zawdzięcza on Michałowi Wojniczowi, polskiemu antykwariuszowi, chemikowi i farmaceucie, który w 1912 roku nabył rękopis wraz z kilkunastoma innymi, od jezuitów z willi Mondragone we Frascati. Z uwagi na swą zagadkową zawartość, manuskrypt stał się przedmiotem badań najpierw samego Wojnicza, a później wielu badaczy i kryptologów z całego świata.

Czytaj także: Kodeks Leicester - najdroższa książka w historii świata

Niejasne początki

Pierwsza wzmianka o manuskrypcie pochodzi z XVII wieku. Mało znany praski alchemik Georg Baresch wysłał dwa fragmenty kopii manuskryptu do Anthanasiusa Kirchera, jezuity mieszkającego w Rzymie, który specjalizował się w języku koptyjskim. Nie wiadomo, jak przebiegała dalsza korespondencja. Wiemy jednak, że po śmierci Barescha, manuskrypt znalazł się w rękach jego przyjaciela, Jana Marka Marciego, który był rektorem Uniwersytetu Karola w Pradze. Marci, który również utrzymywał kontakty z Kircherem, wysłał w 1666 roku księgę do Rzymu, wraz z listem towarzyszącym, który do dziś dołączony jest do księgi.

Fot. Elusive Muse, flickr.com, Public Domain

Niewiele wiemy o tym, co działo się później. Prawdopodobnie manuskrypt wraz z korespondencją Kirchera trafił do biblioteki Collegio Romano, i zapewne pozostał tam do czasu, gdy oddziały Wiktora Emanuela II opanowały miasto w 1870 roku. Według badań, wiele ksiąg zostało wówczas przeniesionych do prywatnych bibliotek, celem uchronienia ich przed konfiskatą. Wśród nich najprawdopodobniej także manuskrypt Wojnicza, ponieważ do dziś jest on oznaczony jako własność Petera Beckxa, przełożonego Towarzystwa Jezusowego, a także ówczesnego rektora uniwersytetu. Biblioteka Beckxa przeniesiona została do willi Mondragone, a w 1912 roku część zbiorów sprzedano w tajemnicy, gdy Collegio Romano znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. Tak księga trafiła do naszego krajana.

Dowiedz się więcej o Złotym Modlitewniku Papieskim

Czytaj także: Faksymilia, starodruki i księgi jubilerskie

Mnogość teorii

Wojnicz pokazał swoje zbiory w Chicago w 1915 roku. Wówczas to tajemniczy manuskrypt został uznany za jeden z najważniejszych w całej kolekcji. On sam przez wiele lat próbował rozszyfrować zawartość księgi lub chociażby ustalić autora. Gdy zmarł w 1930 roku, księga przeszła na własność jego żony – Ethel Lilian Voynich, zaś po jej śmierci w 1960 r., manuskrypt przejęła jej przyjaciółka Anne Nill, która rok później sprzedała go antykwariuszowi Hansowi P. Krausowi. Ten, nie znalazłszy kupca, przekazał księgę Uniwersytetowi Yale, gdzie znajduje się do dziś, w Bibliotece Rzadkich Ksiąg i Rękopisów im. Beinecke’ów.

Próby tłumaczenia manuskryptu podejmowało się wielu badaczy. W latach 50-tych ubiegłego wieku, manuskrypt został przebadany przez zespół kryptografów z NSA, pod kierownictwem Williama F. Friedmana. I choć nie udało im się rozszyfrować tekstu, postawili wstępną hipotezę, według której treść manuskryptu zawiera sensowny tekst w którymś z języków europejskich, jednak celowo ukryty za pomocą szyfru, szczególnie szyfru polialfabetycznego, którego rozkodowanie jest znacznie bardziej skomplikowane, niż w przypadku prostego szyfru.

Fot. Elusive Muse, flickr.com, Public Domain

Na niekorzyść tej hipotezy przemawia fakt, że szyfr polialfabetyczny zaburza naturalne cechy statystyczne języka, takie jak np. częstotliwość użycia poszczególnych wyrazów. Tymczasem treść manuskryptu Wojnicza pod wieloma względami zdaje się być tekstem napisanym w jakimś języku. Świadczy o tym chociażby dukt, czyli tempo, staranność czy stopień nachylenia liter, sugerujące, że piszący rozumiał, co pisze.

Wśród innych teorii pojawiła się także ta, mówiąca, że treść manuskryptu została zaszyfrowana steganograficznie – treść nie ma żadnego znaczenia, a właściwe informacje są ukryte w niewidocznych na pierwszy rzut oka szczegółach. Hipoteza ta jest trudna zarówno do obalenia, jak i do potwierdzenia, z uwagi na fakt, że teksty steganograficzne są trudne do jednoznacznego odszyfrowania. Na jej niekorzyść przemawia fakt, że głównym celem użycia steganografii jest ukrycie samego faktu istnienia ukrytej informacji. Tymczasem cały tekst wydaje się być w jakiś sposób zaszyfrowany.

Czytaj także: 10 najdroższych książek świata

Autorstwo i pochodzenie

Kluczem do rozwiązania zagadki manuskryptu Wojnicza mogłoby być ustalenie autorstwa księgi. Zdaniem lingwisty Jacquesa Guya, tekst manuskryptu może być zapisany w jakimś egzotycznym języku, za pomocą zmyślonego alfabetu. Struktura słów przypomina wiele języków wschodniej i środkowej części Azji, takich jak chiński, tybetański, birmański, wietnamski czy laotański. Autor mógł być Azjatą, który odwiedzał Europę. Świadczy o tym także widoczny podział roku na 360 stopni (zamiast 365 dni) w grupach po 15, a także rozpoczęcie roku od znaku ryb, co jest cechą charakterystyczną dla kalendarza chińskiego. Problem w tym, że nikt, łącznie z naukowcami z Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie, nie potrafił odnaleźć w tekście żadnych wyraźnych przykładów znaków czy symboli azjatyckich.

Wiele teorii dotyczy różnego rodzaju fałszerstw. Zdaniem niektórych badaczy Marci mógł chcieć skompromitować Kirchera z uwagi na swoje zatargi z jezuitami. Chodziło o spór wokół utrzymania świeckiej autonomii Uniwersytetu Karola. Jezuici, którzy prowadzili konkurencyjne kolegium Clementinum w Pradze, doprowadzili do połączenia w 1654 roku obu uczelni, zatrzymując władzę nad całością. Korespondencja między Marcin a Kircherem urywa się w 1666 roku, wraz z przesłaniem do Rzymu manuskryptu. Brak jednak jednoznacznych dowodów, mogących potwierdzić tę hipotezę.

Fot. Elusive Muse, flickr.com, Public Domain

Inna teoria mówi o tym, że Raphael Mnishovsky, kryptolog i znajomy Marciego, chciał przetestować w praktyce wynaleziony przez siebie szyfr – jak twierdził, nie do złamania. I Georg Baresch miał być królikiem doświadczalnym. Po tym, jak Kircher wydał swoją książkę o języku koptyjskim, Mnishovsky podobno stwierdził, że zbicie z tropu Kirchera da mu większą satysfakcję, niż zmylenie Barescha. Dlatego namówił alchemika, żeby zwrócił się do jezuitów o pomoc. Na tę hipotezę także nie ma dowodów.

W liście Marciego do Kirchera z 1666 roku pojawiła się informacja, jakoby cesarz Rudolf II zakupił manuskrypt za 600 dukatów, będąc przekonanym, że autorem jest wszechstronnie uzdolniony franciszkanin Roger Bacon (1214-1294). Jednak uczeni, którzy badali manuskrypt, i którym znane były prace Bacona, odrzucili tę możliwość.

Trop jednak prowadzi do osoby, która mogła sprzedać manuskrypt Rudolfowi II. A był to John Dee – podróżnik i nadworny matematyk królowej Elżbiety I, znanej z posiadania okazałej kolekcji dzieł Bacona. John Dee i jego asystent Edward Kelley mieszkali przez kilka lat w Czechach. I choć w dziennikach Dee nie znaleziono ani słowa na temat sprzedaży księgi, niewykluczone jest, że to właśnie Dee i Kelley spreparowali księgę i rozsiali plotkę o autorstwie Bacona, by zarobić na jej sprzedaży. Zwłaszcza, że Kelley był samozwańczym alchemikiem, który twierdził, że rozmawia z aniołami i spisuje ich słowa w języku enochiańskim (od Enocha, biblijnego ojca Matuzalema). Niektórzy sądzą, że Kelley mógł wymyślić język enochiański, by zakpić z Johna Dee, jak również że to on mógł napisać księgę, by wyłudzić pieniądze od cesarza.

Czytaj także: Exlibris - między kolekcją a inwestycją

Fot. Elusive Muse, flickr.com, Public Domain

Najnowsze teorie

Z Manuskryptem Wojnicza w dalszym ciągu mierzą się badacze z całego świata. W styczniu ubiegłego roku profesor Grzegorz Kondrak i jego doktorant Bradley Hauer, pracownicy Uniwersytetu Alberty w Edmonton w Kanadzie, ogłosili, że przy pomocy sztucznej inteligencji udało im się ustalić oryginalny język manuskryptu. Po porównaniu przez komputer 400 próbek różnych języków, wytypowano, że chodzi o język hebrajski, ukryty oczywiście za szyfrem. Zdaniem badaczy tekst mógł zostać stworzony metodą określaną jako „alfagramy”, w której jedna fraza używana jest do zdefiniowania kolejnej. Choć w dalszym ciągu tajemnica nie została odkryta do końca, efekty badań zdają się być obiecujące.

Z kolei we wrześniu 2018 roku, dwaj inni naukowcy Jules Janick i Arhur O. Tucker, posługując się zgoła innymi metodami, stwierdzili, że jest to dzieło powstałe w Meksyku. Badacze rozpoznali aż 60 roślin, pochodzących z tamtego rejonu, a także 12 zwierząt. Udało im się także rozszyfrować kilka nazw roślin oraz miast. Janick i Tucker są przekonani, że treść manuskryptu zapisana została syntetycznym językiem, używanym przez azteckich handlowców, i że jest to jeden z niewielu manuskryptów, które przetrwały hiszpańską inkwizycję.

Manuskrypt Wojnicza fascynuje i rozpala wyobraźnię. Za jego rozszyfrowanie zabierają się kolejne pokolenia badaczy i kryptografów. Być może jest to – jak sugerowali niektórzy z nich – fikcyjna księga, stworzona przez wiejskiego hochsztaplera, który chciał się uwiarygodnić w oczach swoich pacjentów. Choć istnieje kilka takich ksiąg, i w porównaniu z nimi manuskrypt Wojnicza zdaje się zawierać znacznie więcej sensu.

Czytaj także: Gall. Anonimowy świadek źródeł naszej historii

Fot. Elusive Muse, flickr.com, Public Domain

Bartosz Adamiak