Metale a inne instrumenty inwestycyjne

Zainteresowani inwestowaniem w metale szlachetne często stykają się z opinią, według której złoto i srebro były pieniędzmi przez tysiące lat. Nie wprawia to ani w zadumę, ani tym bardziej nie skłania do refleksji nad pytaniem: jak doszło do tego, że coś, co służyło przez tysiąclecia, nagle zostało całkowicie porzucone w 1971 roku, a do dziś prawie żaden rządowy ekonomista nie uznaje sensu stosowania kruszców w roli pieniądza, a samego tematu unika jak ognia?

O ile pieniądzem papierowym posługujemy się od kilku dekad, o tyle tradycja stosowania pieniądza srebrnego i złotego liczy sobie nie mniej niż 5 tysięcy lat!

50 lat vs. 5000 lat!

Akademickie aule wyższych szkół ekonomicznych prawie w ogóle nie skupiają się na kruszcach szlachetnych, co można porównać do uczenia historii Polski z pominięciem Piastów i Jagiellonów, fizyki bez wspomnienia o prawach Newtona oraz matematyki bez uwzględnienia liczb rzymskich. Czy to jest racjonalne? Niestety nie. Rzesze profesorów ekonomii albo unika tematu, albo jawnie wyraża się z pogardą o złocie. Co gorsza, jeśli już ktoś uznaje kruszce jako formę inwestowania, nie dostrzega w nich wartości monetarnych. I to jest właśnie absurdalne. Złoto i srebro zyskują na wartości w okresie długoterminowym i to jest podstawą ich monetarnego znaczenia. Nikt oficjalnie nie chce tego przyznać. Dlaczego? To już całkiem inna historia.

Spróbujmy zatem odpowiedzieć pokrótce na pytanie, czym w istocie są złoto i srebro?

Metale jako aktywa

Metale to nie tyle produkty inwestycyjne, co namacalne dobra. Jest to istotna, a nawet absolutnie kluczowa różnica pomiędzy nimi a wszystkim tym, co współcześnie określa się mianem aktywów. Rzecz jasna złoto i srebro to nie jedyne aktywa o charakterze namacalnym, niemniej jednak posiadają one szereg cech, które czynią z nich najlepszy obiekt inwestowania wśród tych nie posiadających formy papierowej.

Zacznijmy od meritum naszej różnicy na konkretnym przykładzie.

Kaplica Sykstyńska - perła renesansu w sasięgu ręki - SPRAWDŹ

Ile dziś są warte dziesięciozłotówki z metali oraz papierowe? Abstrahując od wartości kolekcjonerskiej, cena monety 10 zł z Bolesławem Chrobrym w chwili pisania tego tekstu to około 440 złotych. Srebrna moneta potocznie funkcjonująca jako Głowa kobiety kosztuje nieco ponad 30 złotych. Ile są warte banknoty dziesięciozłotowe? NIC! (10 złotych z 1940 roku można kupić na Allegro za 4 złote – przyp. red.).

Sama XX-wieczna historia polskiego pieniądza uczy nas, że kruszec zachowuje wartość, a papierowy pieniądz nie. I tego właśnie nie mówi się na uczelniach ekonomicznych.

Co więcej, należy wspomnieć, że powszechnie inwestuje się w waluty, lecz żadna z tych współcześnie obowiązujących nie liczy sobie więcej niż kilkadziesiąt lat. Pieniądz fiducjarny, a więc banknoty, którymi się posługujemy, zachowuje wartość tylko wówczas, gdy ludzie weń ufają. Jest to tylko i wyłącznie pieniądz umowny, który bardzo często jest psuty przez rządy (np. poprzez dodruk), co w konsekwencji może prowadzić do jego upadku. Metale mogły tanieć z uwagi na odkrycia nowych złóż, niemniej jednak rynek metali nigdy nie był na tyle duży, aby jego wartość została utracona w zupełności. Wręcz przeciwnie, wskaźniki ekonomiczne oraz analizy historyczne pokazują, że złoto i srebro długoterminowo zachowują co najmniej tę samą siłę nabywczą.

Czy złoto kiedykolwiek spadło na wartości do zera? Nigdy. Czy zdarzało się to papierowym pieniądzom? Tak, setki razy.

Kruszec vs. obligacje

Istnieje szereg produktów finansowych, które kojarzą się z niskim, aczkolwiek pewnym i bezpiecznym zyskiem. Do takich zaliczyć można obligacje rządowe. Lecz czy obligacje rządowe rzeczywiście są pewne i bezpieczne?

Po pierwsze, jak nazwa wskazuje (łac. obligatio), nie są one niczym innym jak zobowiązaniem. Nie środkiem płatniczym, nie dobrem namacalnym. Obligacje to deklaracja wypłacenia posiadaczowi takiego papieru określonej kwoty po upływie pewnego czasu. Obligacja w formie papierowej nie jest więc dobrem, ponieważ zobowiązanie jest czymś nienamacalnym, abstrakcyjnym. Czy możemy wziąć je do ręki? Nie. Możemy co najwyżej wydać na to… papierowy dokument.

Historia dowiodła już wielokrotnie, że obligacje państw, które bankrutują, stają się tyle warte, ile wyżej wymienione dziesięciozłotowe banknoty. Dlaczego? Dlatego, że zobowiązanie zbankrutowanego rządu jest niemożliwe do realizacji. Obligacja opiera się na zaufaniu, nie na własnej wartości jak w przypadku złota i srebra. Absurdalnym aspektem inwestowania w obligacje jest to, że kupując je dla zysku, w pewien sposób inwestor przyczynia się do oddania tego zysku. Rząd wykupując od inwestora obligacje, musi mu oddać odsetki. Dochód państwa w zdecydowanej większości pochodzi z podatków. Aby państwo mogło oddać odsetki z obligacji, jest zmuszone ściągnąć więcej podatków.

Czy zdarzało się, aby złoto straciło na wartości do zera. Nigdy. Czy zdarzało się, aby obligacje stały się bezwartościowe? Tak, wiele razy.

Czytaj także: GetBack - oszustwo czy biznesowy niewypał?

Kruszec vs. akcje

Akcje są bardzo atrakcyjnym narzędziem lokowania kapitału. Posiadają one szereg zalet, jednakże wymagają potężnej wiedzy oraz regularnego kontrolowania. Są obarczone ryzykiem, a większość z nas nie ma wystarczającej ilości czasu, by zajmować się inwestowaniem w akcje, jak ma to miejsce w przypadku profesjonalnych maklerów i traderów. To wymóg, któremu wielu z nas nie jest w stanie sprostać, więc stawia nas to w pewien sposób na przegranej pozycji w porównaniu z zawodowcami.

Akcje, a więc udziały w danej spółce, nie są prawem do dysponowania majątkiem firmy. Są one jednostkową wyceną tego, co składa się na spółkę: m.in. zasoby materialne firmy, branżowe know-how, renoma i wreszcie oczekiwania rynku. Wycena jednak to nie dobro materialna. Wycena to coś abstrakcyjnego, co jest zapisane na papierze lub w postaci cyfrowej informacji.

Prawdą jest, że ceny akcji zmieniają się tak samo jak ceny złota. Jednak w przypadku złota mamy do czynienia wyłącznie z dwoma czynnikami, które stanowią podstawę wyceny kruszcu. Jest to podaż papierowych pieniędzy oraz podaż samego surowca. Rządy drukują pieniądze, zwiększając permanentnie jego podaż, natomiast wydobycie surowca jest na stałym poziomie (a wiele wskazuje na to, że nie będzie większe w nadchodzącej przyszłości), zatem ceny kruszców długoterminowo mogą tylko i wyłącznie drożeć.

O ile spekulacyjne przeszacowanie wartości złota miało miejsce kilka razy w ciągu ostatnich stuleci, o tyle załamania na rynku akcji są regularne i bardzo dotkliwe.

Kruszec vs. bitcoin

Jest fenomenem, że ludzie dostrzegli wartość w walucie wirtualnej, która jest… wirtualna! Zjawisko to pokazuje, że widzimy nominały w czymś, co w pewien sposób nie istnieje. Bitcoin posiada zapis cyfrowy, zatem jest czymś materialnym, ale czy takiej materii nie jest bliżej do abstrakcji aniżeli do dobra materialnego?

Bitcoin w swej istocie jest bardzo podobny do pieniędzy papierowych. Różni się jedynie nośnikiem. Nie jest zapisany na papierze, lecz na nośniku cyfrowym. Sam w sobie nic nie znaczy, albowiem nie ma w niczym pokrycia. Nie nakarmi, nie napoi i nie nagrzeje. Można go jedynie zamienić na coś innego, o ile znajdzie się chętny do takiej transakcji. Złoto i srebro dla odmiany, choć podobnie nie nakarmią i nie napoją, mogą posłużyć same w sobie w wielu aspektach ludzkiego życia. Złoto w końcu znajduje zastosowanie w dentystyce, elektronice, jubilerstwie. Srebro ma dziesiątki, o ile nie setki zastosowań w takich branżach, jak: elektronika, medycyna, jubilerstwo, przemysł motoryzacyjny, energetyka, itd.

Kruszec szlachetny stanowi wartość sam w sobie.

Kruszec vs. kruszec w skarbcu

Mieć kruszec, a mieć kruszec, do którego nie mamy dostępu, to istotna różnica. O ile zdeponowanie go w banku lub u dealera, któremu ufamy, możemy uznać za bezpieczne, o tyle inwestowanie w kruszec, który jest ulokowany w szwajcarskim banku, rodzi pewne konsekwencje. Główną trudnością jest dostęp do metalu w momencie, w którym będziemy chcieli go mieć we własnych rękach. Innymi słowy, nawet jeśli nabywamy REALNY kruszec, który jest bezpiecznie zdeponowany gdzieś daleko w Zurychu lub Londynie i którym możemy obracać każdego dnia, lecz uzyskanie go w trybie natychmiastowym jest niemożliwe, przypomina to raczej spekulację aniżeli inwestowanie w namacalny kruszec.

Wszelkiej maści certyfikaty na złoto lub srebro są więc niczym innym jak tylko papierem, stanowiącym obietnicę wydania towaru. Obietnica to coś prawdziwie abstrakcyjnego.

Kruszec vs. instrumenty pochodne

Instrumenty pochodne to już nawet nie papier wartościowy. Instrument pochodny, zwany także derywatem, jest narzędziem finansowym, którego wartość uzależniona jest od instrumentu bazowego. O ile na przykład akcja spółki wiąże się jakoś z realnym fizycznym majątkiem, w przypadku złota i srebra instrumenty pochodne są zakładem, przypuszczeniem, założeniem, prawdopodobieństwem. Te abstrakcyjne pojęcia odnoszą się do kursów kruszców. Zaś sam kurs też jest wartością abstrakcyjną! W ostateczności, inwestując w instrumenty pochodne, mogę uzyskać banknoty, a więc papiery, których wartość jest umowna. Certyfikaty na złoto i srebro, które są derywatami, stanowią narzędzia spekulacji giełdowej. Fachowo rzecz ujmując, certyfikaty strukturyzowane naśladują zmianę ceny instrumentu bazowego. Podkreślmy, naśladują! Narzędzia te nie służą więc długoterminowemu inwestowaniu, lecz krótkoterminowej spekulacji.

Podsumowanie

Takich porównań można zrobić o wiele więcej, albowiem narzędzi inwestowania, które nie mają realnego pokrycia, jest o wiele więcej. Autor nie twierdzi, że inwestowanie we wszelkiej maści papiery jest złe. Twierdzi, że należy dostrzegać to, co stoi za danym aktywem. Pułapką, w którą nad wyraz często wpada umysł współczesnego człowieka, jest to, że przypisuje się wartość temu, za co można otrzymać dziś pieniądze. Różnica pomiędzy złotem i srebrem a papierami polega na tym, że szereg papierów, o które ludzie się dawniej zabijali, dziś potrafią być nic nie warte. Metale z kolei nie tylko wartość miały i mają, lecz niezaprzeczalnie mieć będą.

Całość można prosto zobrazować za pomocą dwóch piramid. Jedna z nich odnosi się do wszystkiego, co stanowi o naszej fizycznej egzystencji, która wiąże się z życiem gospodarczym społeczeństw. Druga piramida to abstrakcyjne odzwierciedlenie tej pierwszej. Nie ma pokrycia w realnej wartości i o tym właśnie należy pamiętać.

 

fot. Eric Golub, flickr.com, CC BY 2.0

enEnglish (angielski)

Łukasz Chojnacki