Mocny dolar obniża wartość złota

Niemal dwa procent na uncji stracili w minionym tygodniu posiadacze złota po tym, jak dolar miał jeden z najlepszych tygodni w roku. Rynek wycenia uncję na poziomie 1280 USD.

 

U.S Dollar Index, obrazujący zachowanie amerykańskiej waluty w stosunku do najważniejszych walut świata wzrósł ponad procent i znajduje się najwyżej od niemal roku. Dolar rośnie właściwie nieprzerwanie od niemal dwóch miesięcy, głównie dzięki dużo lepszym danym gospodarczym z USA w stosunku do sytuacji w krajach rozwijających się oraz przez wzrost ryzyka politycznego w Iraku oraz na Ukrainie. Coraz mocniejsza waluta zmniejsza atrakcyjność złota jako zabezpieczenia przed wysoką inflacją

Dolar rósł w minionym tygodniu między innymi dzięki przemówieniu Janet Yellen w Jackson Hole. Co prawda szefowa Fed nie powiedziała właściwie nic, czego rynki by nie wiedziały, jednak jej wystąpienie można było uznać jako “jastrzębie”. Yellen przyznała, że nie ma idealnej recepty jak prowadzić politykę monetarną i nie wie, kiedy pojawi się najlepsza okazja do podniesienia stóp procentowych. Niemniej dodała, że jeśli amerykańska gospodarka osiągnie zakładane przez Rezerwę Federalną poziomy bezrobocia oraz inflacji szybciej niż się oczekuje, będzie to argument za podwyższeniem kosztu pieniądza.

O sile dolara w poprzednim tygodniu zadecydował też szereg bardzo dobrych danych gospodarczych. Po pierwsza liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła w poprzednim tygodniu 298 tysięcy, podał tamtejszy Departament Pracy. Rynek oczekiwał wyniku powyżej 300 tysięcy wniosków. Po drugie, wzrosła sprzedaż domów na rynku wtórnym - z 5,03 w czerwcu do 5,15 miliona w lipcu w ujęciu rocznym, przy czym analitycy spodziewali się spadku. Po trzecie, wzrósł wyprzedzający indeks koniunktury Conference Board, o 0,9 proc., wobec oczekiwanych plus 0,6 proc.

Słabe złoto w minionym tygodniu to też efekt sytuacji na Wall Street. Najważniejsze indeksy na amerykańskiej giełdzie, wbrew wcześniejszym prognozom, nadal rosną. Indeks S&P 500 osiągnął w czwartek pułap 1994 punktów i był to najwyższy poziom w historii. Wciąż bardzo dobrze spisują się pozostałe grupy spółek - przemysłowy Dow Jones i technologiczny Nasdaq. Poziom ryzyka na amerykańskiej giełdzie jest niewielki, wobec czego inwestorzy póki co nie mają pretekstu, żeby uciekać z kapitałem do bardziej bezpiecznych aktywów.

Inwestujący długoterminowo w złoto mogą z tej sytuacji jednak się tylko cieszyć. W myśl zasady, “im wyżej wzlecisz, tym boleśniej spadniesz”, ewentualna korekta na Wall Street w przyszłości może przełożyć się na znaczny wzrost ryzyka na rynkach. A amerykańskie indeksy zdecydowanie mają już z czego spadać. O nagłej przecenie w ubiegłym tygodniu ostrzegał Robert Shiller, laureat Nagrody Banku Szwecji w dziedzinie nauk ekonomicznych. Jego wskaźnik CAPE, porównujący bieżące notowania akcji ze średnimi zyskami spółek z ostatnich dziesięciu lat (czyli de facto odporna na wahania odmiana popularnego wskaźnika ceny do zysku) wynosi już 25 punktów. To o wiele więcej od średniej z XX wieku na poziomie ponad 15 punktów. Ekonomista na łamach New York Timesa napisał, że taka sytuacja miała miejsce trzykrotnie: w 1929, 1999 i 2007 roku. Po osiągnięciu szczytów następowały później duże załamania rynku.

Michał Tekliński