Nie ma tego złego, co by na złoto nie wyszło

Ani rynek akcji, ani surowców nie były nigdy specjalnie przewidywalne. Czasem mówiło się co prawda o stabilnej sytuacji na kursie złota, ropy czy miedzi, ale ostatnie tygodnie wyleczyły inwestorów skutecznie z takiego postrzegania rzeczywistości. Patrząc globalnie na sytuację makroekonomiczną, hiperbola nastrojów na rynku surowcowym, nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem.

Ostatnie dni przyniosły nam odpowiedź na długo już zadawane pytania: czy cena złota będzie nieustannie rosnąć i czy możliwe jest załamanie kursu. Wobec koniunkturalnego marazmu i fatalnych danych makro, spodziewaliśmy się powrotu kursu złota na ścieżkę stabilnego, lecz nie spektakularnego wzrostu. Mimo że wielu analityków głośno krzyczało, że kurs jest mocno przeszacowany i nie odpowiada rzeczywistej wartości złota.

Od czego zależy cena złota?

Ale jak to w wielu takich przypadkach bywa, produkt, surowiec czy dzieło sztuki warte jest dokładnie tyle, ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić. I tak było również ze złotem. Aż do czasu, kiedy dramatycznie brzmiące informacje dotyczące cypryjskiego złota, nie ujrzały światła dziennego. I nie ważne, że na samym początku bank centralny Cypru wcale doniesień o wyprzedaży złotego kruszcu nie potwierdził. Inwestorzy uciekli, a pozostał po nich tylko złoty pył, który opadł wraz z kursem do poziomu 1321 dolarów za uncję.

W przyrodzie nic nie ginie. Podobnie jest na rynkach - nie giną pieniądze, papiery wartościowe i surowce, zmieniając jedynie właścicieli. W odniesieniu do załamaniu cen złota, swoje pięć minut przeżyli inwestorzy indywidualni, którzy wyczyścili rodzime mennice ze sztabek i monet do samego spodu. Nawet amerykańska mennica musiała wstrzymać sprzedaż monet o wadze 0,1 uncji, ponieważ nie była w stanie przyjść z pomocą wszystkim potrzebującym. Ale czy nagła popularność wśród klientów detalicznych może w dłuższym terminie wpłynąć pozytywnie na kurs najcenniejszego z kruszców?

Wpłynąć może i pewnie tak się stanie, ale na pewno nie w stopniu pozwalającym na zdecydowany marsz kursu złota w górę. Choć przyznać trzeba, że inwestorzy indywidualni doskonale wyczuli moment i ruszyli do większych zakupów w sytuacji, w której cena złota była rzeczywiście niezwykle atrakcyjna.

Oczy zwrócone na banki centralne

Najistotniejsze pytanie dotyczy jednak polityki banków centralnych, które, jak pokazały wydarzenia na Cyprze, w ciągu kilku chwil są w stanie zatrząsnąć rynkami. Sprzedawać, czy nie? W tej sytuacji pozbywanie się zapasów złota byłoby irracjonalne, a odbicie kursu świadczy jednak o pewnej aktywności po stronie kupujących. Ale co dalej? Większe zaangażowanie i wiara w złoty kruszec rozbija się o słuszne zresztą obawy, że cypryjski scenariusz może się powtórzyć, a rozchwiany kurs złota może runąć jeszcze głębiej. Jeśli jednak gorszy czas dopadnie i rynek akcji, złoto pozostanie w dołku, a inne surowce nie będą dawały nadziei na wzrosty, gdzie mieliby lokować pozostający w coraz gorszych nastrojach inwestorzy? Przecież nie w polskie obligacje, których oprocentowanie jest ostatnio rekordowo niskie (rentowność 10-latek to ok. 3,5 procenta).

Skupmy się jednak na kursie złota, którego ostatnie załamanie było rzeczywiście spektakularne. Czy w najbliższej przyszłości taka sytuacja może się powtórzyć? Wiele wskazuje na to, że przy kolejnej nie do końca potwierdzonej informacji o większej wyprzedaży złota inwestorzy będą jednak trzymać nerwy na wodzy. Kryzys cypryjski na razie ucichł, a bank centralny jakiegokolwiek pogrążonego w kryzysie kraju na pewno poważnie zastanowi się przed wypuszczeniem nawet kontrolowanej plotki o ewentualnym pozbywaniu się rezerw złota.

Z drugiej strony nie możemy liczyć na to, że kurs poszybuje w górę i zbliży się choćby do poziomów z września 2012 roku, kiedy to złoto dobijało do 1800 dolarów za uncję. Mimo wszystko rynek akcji ma się całkiem przyzwoicie, a tylko warszawska giełda na tle innych parkietów wypada słabo. NASDAQ, począwszy od listopada zeszłego roku, dość regularnie pnie się w górę, zaliczając po drodze drobne wpadki, które jednak w konsekwencji były impulsami do jeszcze większych wzrostów.

Inwestującym w złoto pozostaje więc cierpliwe oczekiwanie na rozwój wydarzeń, a mroczne koszmary o kolejnym załamaniu nie powinny determinować nerwowej wyprzedaży wszystkiego co się świeci. Złoto, choć tylko „dla zuchwałych”, jest jednak inwestycją, która powinna być traktowana długoterminowo i jako lekarstwo na depresyjne stany inwestorów. Tym, którzy oczekują  spektakularnych zysków, mimo wszystko rekomenduje się rynki akcji, ze szczególnym wskazaniem na parkiety azjatyckie i południowoamerykańskie.

Ktoś jeszcze w ogóle pamięta o srebrze?

Patrząc na kurs srebra, wydawać by się mogło, że wszyscy inwestorzy już o nim zapomnieli... aż do czwartku, kiedy to srebro zyskało ponad 5 procent. Czyżby ten metal szlachetny dostał, wobec zawirowania na rynku złota (najpierw spore spadki, później zdecydowane odbicie), swoje pięć minut?

Na daleko idące wnioski jest jeszcze zbyt wcześnie, szczególnie jeśli przeanalizujemy jak kurs srebra zachowywał się w ciągu ostatnich tygodni. Ostatnie trzy miesiące to niemal 30-procentowa strata, co nie stanowi zbyt dobrej zachęty dla rozsądnych inwestorów. Z drugiej jednak strony, popyt na srebro przemysłowe i produkcyjne (który stanowi ponad połowę światowego popytu) wciąż jest wysoki i wobec atrakcyjnej (niskiej) ceny srebra na rynku, wciąż rośnie.

Jeśli inwestorzy na całym świecie na dłuższy czas odzyskają zaufanie do metali szlachetnych i najcenniejszych kruszców, istnieje pora szansa, że i kurs srebra, może nie spektakularnie, ale stabilnie zacznie rosnąć.

Redakcja RynekZlota24.pl