Nie zażegnamy tak szybko wojny handlowej

W minionym tygodniu znów nie nastąpiło żadne rozstrzygnięcie w kwestii wojny handlowej. Wręcz przeciwnie – Donald Trump podpisał ustawy Kongresu, które wspierają prodemokratyczne protesty w Hongkongu. Chińczycy odgrażają się.

Mysaver poleca:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

O tym, że USA i Chiny są już o krok od zawarcia porozumienia, słyszymy co najmniej od kwietnia. Informacje o negatywnym wpływie wojny handlowej na światową gospodarkę również co i rusz przebijają się do mediów i do ogólnej świadomości. Pod wieloma względami sytuacja handlu międzynarodowego wygląda dziś podobnie do tego z czasów ostatniego kryzysu.

Przystąp do Klubu Goldenmark

Nastroje pomiędzy Chinami i USA pozostają napięte, w czym nie pomogło podpisanie przez Donalda Trumpa ustaw Kongresu USA, dotyczących Hongkongu. Jedna z nich zobowiązuje Departament Stanu do składania okresowych raportów świadczących o tym, że Hongkong ma wystarczającą autonomię i nie łamane są prawa człowieka. Druga ustawa zabrania eksportu do Hongkongu broni oraz środków takich jak gaz łzawiący, gumowe kule czy broń hukowa.

Reakcja Chin nie była trudna do przewidzenia. Pekin negatywnie odniósł się do faktu, że Trump zdecydował się podpisać te ustawy, choć wcześniej unikał jednoznacznych deklaracji, co do takiej możliwości. Chińskie MSZ zagroziło konsekwencjami, jeżeli USA nadal będą działać arbitralnie w sprawie Hongkongu.

Protesty w Hongkongu trwają od 15 marca, a ich przyczyną było uchwalenie ustawy, która pozwala na ekstradycję podejrzanych o popełnienie przestępstwa obywateli Hongkongu do Chińskiej Republiki Ludowej. W praktyce Chiny mogłyby otrzymać doskonałe narzędzie represji i nękania dysydentów i niepokornych biznesmenów, którzy na terenie Hongkongu znaleźli azyl.

Diamenty od A do Z - pobierz darmowy ebook

Metale szlachetne

Tydzień dla metali zakończył się niewielkimi spadkami w dolarze (poniżej 0,5%) oraz niewielkimi wzrostami w polskim złotym (również poniżej 0,5%), co określić należy raczej jako stagnację. Po spektakularnym rajdzie od grudnia ubiegłego roku, do początku sierpnia, metale szlachetne znajdują się w stanie korekty. Od szczytowego poziomu w okolicach 1 550 USD na początku września, cena złota spadła już do 1 456 USD (w perspektywie rok do roku jest to w dalszym ciągu o 13,58 proc. więcej). Bardzo podobnie zachowuje się srebro, które na początku września kosztowało jeszcze 19,5 dolara, a dziś jego cena wynosi 16,92 USD.

To bardzo korzystna sytuacja dla wszystkich tych, którzy chcą jeszcze rozbudować swoją bezpieczną część portfela. Obecne ceny traktować należy jako okazjonalne, gdyż tak naprawdę żadne z czynników ryzyka, które napędzały wzrosty z pierwszego półrocza nie zostały wyeliminowane, a jedynie zepchnięty na dalszy plan dzięki reakcji banków centralnych. Nie zapominajmy jednak o negatywnych konsekwencjach pobudzania gospodarki niskimi stopami procentowymi – wzrasta zadłużenie i kreują się bańki spekulacyjne.

Fot. Etan Liam, flickr.com, CC BY-ND 2.0

Michał Tekliński