Najbardziej denerwujące opłaty bankowe. Też masz ich dość?

Do różnego rodzaju prowizji, naliczanych przez banki, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Są jednak takie opłaty, które szczególnie denerwują i irytują. 

Ranking tych opłat bankowych, które mogą wywoływać najwięcej negatywnych emocji, przygotowali eksperci Expandera.

Wypłata z "darmowego" bankomatu

Liderem zestawienia jest nietypowe obciążenie, naliczane za wypłatę z bankomatu zbyt małej kwoty.

- Jeśli klient mBanku lub Alior Banku wypłaci z urządzenia Euronetu 100 zł lub więcej, to operacja będzie darmowa, ale jeśli będzie to mniejsza kwota – zapłaci prowizję. Wynosi ona 3 zł w przypadku mBanku i 5 zł w Aliorze. Opłaty nie są więc szczególnie wysokie, ale mogą bardzo irytować. Zapewne klienci najczęściej płacą je wtedy, gdy z pośpiechu zapomną, że nie opłaca się wypłacać małych kwot - tłumaczy Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors.

Wypłata z konta oszczędnościowego

Drugie miejsce w rankingu denerwujących opłat zajęła prowizja za wypłatę środków z konta oszczędnościowego. Jeśli jest ona naliczana, to zazwyczaj dopiero za drugą i każdą kolejną wypłatę w miesiącu kalendarzowym.

- Zwykle wynosi od 5 zł do 10 złotych. Jest denerwująca, gdyż nierzadko przewyższa kwotę odsetek, jaką uzyskamy w danym miesiącu. Dzieje się tak, ponieważ obecnie oprocentowanie takich kont jest bardzo niskie. Na przykład, przy kwocie poniżej 10 000 zł w Pekao wynosi zaledwie 0,2% w skali roku. Jeśli średnie saldo na rachunku wyniesie 3000 zł, to po 30 dniach otrzymamy jedynie 40 groszy odsetek. Tymczasem opłata za druga wypłatę z konta w miesiącu w tym banku to 8 złotych - wylicza Jarosław Sadowski.

W tym kontekście, nie powinien dziwić fakt, że coraz więcej Polaków trzyma oszczędności na nieoprocentowanym koncie osobistym.

Opłata warunkowa za kartę lub konto

Banki często stosują zasadę, że możemy korzystać z konta czy karty płatniczej za darmo, ale pod pewnymi warunkami. Najczęściej to konieczność wykonania odpowiedniej liczby płatności lub zapewnienie wpływu określonej kwoty. Czasami zdarza się jednak tak, że zapomnimy dokonać odpowiedniej liczby transakcji kartą lub z jakiegoś powodu pensja wpłynie z opóźnieniem i zostanie zaksięgowana dopiero w kolejnym miesiącu.

- Wtedy bank naliczy prowizję i jest to szczególnie bolesne w przypadku, gdy mamy bogaty pakiet konta lub prestiżową kartę. Na przykład posiadacz konta Citigold w Citi Banku może zapłacić za jego miesięczne prowadzenie nawet 220 złotych - wyjaśnia Sadowski.

Opłata za przewalutowanie

Koszty przewalutowań transakcji w walutach obcych w bankach są bardzo wysokie. Instytucje finansowe zdały już sobie sprawę z tego, jak bardzo to drażni i zniechęca do nich klientów. Coraz więcej z nich wprowadza karty walutowe i wielowalutowe, które pozwalają obniżyć tego rodzaju opłaty. Jednak wysokie i bardzo denerwujące koszty przewalutowania można ponieść nawet posiadając taką specjalną kartę. Są one bowiem powiązane z kontem walutowym.

- Jeśli przez pomyłkę przelejemy pieniądze z konta złotówkowego na walutowe lub odwrotnie, to kwota zostanie przeliczona po kursie bankowym. W nim jest jednak ukryta prowizja wynosząca ok. 3 proc. przeliczanej sumy. Jeśli więc zamiast na konto oszczędnościowe przelejemy 10 000 zł na konto walutowe, to stracimy na takiej operacji około 300 zł. Jeśli będziemy chcieli przelać pieniądze ponownie na konto w złotych, znów nastąpi przewalutowanie i stracimy kolejne 300 zł. Może to naprawdę zdenerwować nieuważnego klienta banku - zaznacza Jarosław Sadowski.

fot. mrganso, pixabay.com, CCo

Tomasz Matejuk