Optymizm na Wall Street przygaszony przez doradcę Trumpa

Od początku maja amerykańscy inwestorzy zdawali się mocno wierzyć w realną poprawę sytuacji. Nadziei dostarczył im FED, a także słowa wypowiadane przez Donalda Trumpa. Ten tydzień przyniósł jednak wyraźne pogorszenie, a to za sprawą doktora Anthony’ego Fauci, który doradza obecnie Trumpowi.

Prognozy dla cen złota:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

Dr Anthony Fauci zasłynął w ostatnim czasie jako ten, który prostuje wypowiedzi Trumpa, a przez to obnaża braki wiedzy czy niekompetencję prezydenta. Na zapowiedzi Trumpa, że już niebawem dostępna będzie szczepionka, doktor powiedział, że nie nastąpi to tak szybko. Powiedział także, że nie ma dowodów na skuteczność leczenia COVID-19 za pomocą hydroksychlorochiny, stosowanej do leczenia malarii, którą Trump ogłosił już skutecznym lekiem. Na domiar złego skrytykował pomysł odmrażania gospodarki.

Wszystko to doprowadziło do dwóch skutków: spekulacji na temat tego, kiedy Fauci zostanie zwolniony, a także przygaszenia optymistycznych nastrojów. Zwłaszcza w obliczu kolejnych informacji ogłaszanych przez Fauciego, na temat ewentualnej drugiej fali pandemii jesienią i drugiego lockdownu, który dla gospodarki mógłby okazać się morderczym.

USA jest obecnie pierwszym na świecie krajem pod względem ilości zakażeń SARS-CoV-2 (1,4 mln osób), a także zmarłych z powodu COVID-19 (85 tys.). Tak przynajmniej mówią oficjalne dane Uniwersytetu Johna Hopkinsa. W wielu krajach nie znana jest skala pandemii.

Kim jest dr Fauci?

Rzecz w tym, iż 79-letni lekarz, cieszy się ogromnym zaufaniem społecznym. Zarządza on jednym z 27 instytutów wchodzących w skład rządowej agencji National Institutes of Health (NIH). Jest także jednym z najwybitniejszych autorytetów w dziedzinie chorób zakaźnych. Doradzał Ronaldowi Reaganowi, George’owi H.W. Bushowi, Billowi Clintonowi, George’owi W. Bushowi, Barackowi Obamie, a obecnie Donaldowi Trumpowi. Stał na czele wysiłków w walce z chorobami wirusowymi, takimi jak HIV, SARS, świńska grypa (2009), MERS, Ebola, a obecnie COVID-19.

W obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich w USA, osoba Fauciego musi być dla Trumpa szczególnie niewygodna. Amerykański prezydent ponownie sięga po kartę Chin – w wywiadzie dla Fox Business powiedział, że przygląda się chińskim spółkom na Wall Street, które łamią amerykańskie przepisy giełdowe. Wyraził tym samym głębokie „rozczarowanie Chinami” i zasugerował, że sytuacja ta może doprowadzić do wznowienia wojny handlowej.

Sytuacja w Polsce

W piątek liczba wykrytych zakażeń w Polsce wynosiła 17,6 tys., a z powodu koronawirusa zmarło już 883 osób. Na tle innych europejskich państw, Polska wydaje się wyglądać relatywnie dobrze. Od poniedziałku uruchomiony zostanie trzeci etap luzowania restrykcji. Będziemy mogli pójść do fryzjera lub kosmetyczki, pracę podjąć będą mogły lokale gastronomiczne, zwiększony zostanie limit osób w transporcie publicznym i podczas obrzędów religijnych. Będą mogły się także odbywać zajęcia w szkołach policealnych.

Metale szlachetne

Miniony tydzień zakończył się na plusie zarówno dla złota, jak i srebra, i to w dolarach amerykańskich, jak i w polskim złotym. W naszej rodzimej walucie wzrosty były nieco większe, co oznaczać może osłabianie się złotówki względem dolara amerykańskiego. US Dollar Index wzrósł w tym tygodniu nieco ponad 1 proc., zaś PLN Index pozostał praktycznie bez zmian.

Na szczególną uwagę zasługuje skok, jaki wykonało srebro – z okolic 15,50-15,60 USD do 16,20. Tym samym osiągnęło poziom najwyższy od dwóch miesięcy, choć w dalszym ciągu daleki jeszcze od tegorocznych maksimów, które wytyczone zostały w lutym (powyżej 18,50 USD). Gwałtowny spadek cen srebra w marcu spowodowany był lockdownem i przymusowym zatrzymaniem przemysłu. Obecnie, wraz z odmrażaniem gospodarki, ceny srebra zaczynają wracać do poziomu z początku roku, a wraz z rosnącymi obawami o gospodarcze następstwa pandemii, srebro może zacząć być postrzegane jako „czarny koń”.

W perspektywie dziesięcioletniej srebro w dalszym ciągu jest metalem bardzo tanim, który nie załapał się na złotą hossę. Nasuwa to bezpośrednie skojarzenia z rokiem 2008, kiedy to zarówno złoto, jak i srebro, zaczęły ostro zniżkować dosłownie w tym samym czasie, gdy bankrutował Lehman Brothers. Złoto, które jawi się jako pierwszy wybór inwestorów w takich sytuacjach, szybko zaczęło się piąć. Srebro dopiero jakiś czas później, z uwagi na większy udział popytu ze strony przemysłu.

Fot. The White House, flickr.com, Public Domain

Michał Tekliński