Pallad wykreślił 3-letnie maksimum

Zeznania Jamesa Comeya, byłego szefa FBI, przed amerykańskim Senatem nie wywołały większego zamieszania na rynkach metali szlachetnych. Na koniec tygodnia kurs złota osiągnął pułap około 1270 dolarów za uncję, niecały procent poniżej zamknięcia poprzedniego tygodnia. Podobnie spisywały się pozostałe metale, z wyjątkiem palladu, który dla odmiany wystrzelił 5 proc. w górę.

Zeznania Comeya nie pogrążyły Donalda Trumpa. Szef FBI stwierdził, że prezydent USA ani nie był obiektem śledztwa jego biura, ani nie pozostawał w zmowie z Rosjanami w czasie kampanii prezydenckiej. Te słowa w ustach politycznego przeciwnika zadziałały oczyszczająco dla Trumpa. Zwłaszcza, że Comey równocześnie stwierdził, że Rosjanie na pewno próbowali ingerować w wynik wyborów. Tuż po posiedzeniu, złoto skorygowało wzrosty z początku tygodnia.

Słabiej spisywało się również srebro. Choć początek tygodnia wyglądał obiecująco, a kurs momentami zwyżkował do 17,7 dolarów za uncję, w kolejnych dniach przez rynek przeszła niewielka fala przeceny. Osunęła cenę srebra do około 17,2 dolarów za uncję, niecałe 2 procent poniżej poprzedniego piątku. Podobnie zachowywała się platyna, która straciła około 1,5 proc. i kosztuje 940 dolarów.

Wyjątkiem był za to pallad, który w tym czasie zanotował ponad 5-proc. wzrost, zwiększając stopę zwrotu od początku roku do ponad 30 procent. Cena metalu bardzo szybko zbliża się do 900 dolarów. Jeśli trend w najbliższych tygodniach utrzyma się, wartość palladu przebije platynę, co w historii zdarzało się wyjątkowo rzadko. Ostatni raz w 2001 roku, kiedy wskaźnik ceny platyny do palladu na kilka tygodni spadł poniżej 1x. Wcześniej – od 1970 roku, wartość krążyła w przedziale od 2,0 do 5,0x,  ze średnią po środku tego przedziału.

Popularność palladu rośnie w wyniku trzech czynników: oczekiwanego wzrostu popytu, atrakcyjnej stopy zwrotu w ostatnich miesiącach oraz braku perspektyw odnośnie podaży. Ze względu na unikatowe właściwości chemiczne, platynowiec znajduje zastosowanie głównie w przemyśle, który generuje około 90 proc. popytu. Lwią część pochłania produkcja katalizatorów do silników benzynowych. Tu też należy doszukiwać się ostatniej przewagi palladu nad platyną. Ten drugi metal również trafia do katalizatorów, ale aut z silnikiem diesla, które po skandalu w Volkswagenie nie mają ostatnio najlepszej passy. Rzadkość występowania w przyrodzie sprawia, że pallad sprawdza się również jako biżuteria lub lokata kapitału - w postaci monet lub sztabek.

fot. thierry ehrmann, flickr.comCC BY 2.0

Michał Tekliński