Peter Schiff znów wygrałby grosika

Ekonomista i prezes Euro Pacific Capital od lat nie szczędzi krytyki pod adresem amerykańskiego rządu i banku centralnego. W 2006 roku Schiff założył się z Arthurem Lafferem (tym od krzywej Laffera), że gospodarka się załamie. I wygrał. Dziś po raz kolejny może powiedzieć „a nie mówiłem?”.

Mysaver poleca:

Złośliwi powiedzą, że jeżeli ktoś będzie cały czas mówił, że będzie kryzys, to w końcu, po wielu latach może doczekać się chwili, w której będzie mógł powiedzieć „a nie mówiłem”. Peter Schiff przez wiele osób postrzegany jest właśnie jako taki prorok złej nowiny. Tylko czy naprawdę jego mroczne przewidywania były bezpodstawne?

Gaszenie pożaru benzyną

W taki sposób określał Schiff kolejne programy QE, które wdrażane były po kryzysie z 2008 roku – gaszenie pożaru benzyną. Tak mówili wszyscy sceptycy polityki pieniężnej opartej o ciągłe stymulowanie gospodarki niskimi stopami procentowymi i dodrukiem pieniądza. I co gorsza – to, że mieli rację, pokazuje, że obecne działania banków centralnych, również w dłuższej perspektywie przyniosą nam negatywne skutki, ponieważ dodruk pieniądza to korzyść krótkoterminowa – teraz się najemy do pełna, a później jakoś to będzie.

W teorii QE ma wpompować na rynek pieniądze, które z tego rynku uciekają na fali paniki. Ile tych pieniędzy ma trafić na rynek? Tak dużo, ile będzie trzeba. Obecnie FED ogłosił QE bez limitu, a więc będą „drukowali”, aż będzie lepiej. Tylko, że efektem ubocznym tych działań jest: 1) psucie pieniądza, 2) wzrost zadłużenia i 3) tworzenie się baniek spekulacyjnych, bo to, co działo się na Wall Street w ciągu ostatnich 12 lat trudno nazwać inaczej, niż bańką. A teraz, gdy bańka pęka, FED robi wszystko, by jednak utrzymać ją przy życiu i nie pozwolić, by inwestorzy zabrali całą gotówkę.

Błędne koło

– Skąd będą pochodzić pieniądze, aby zapłacić wszystkim? – pyta Schiff w swoim podcaście. – Oczywiście zostaną utworzone z powietrza. Rezerwa Federalna po raz kolejny zmonetyzuje dług.

A tym samym wygeneruje nowy, jeszcze większy dług, który przy okazji kolejnego kryzysu, będzie mogła ponownie zamienić na pieniądze. I tak w kółko (Schiff zrobił o tym znakomity stand-up). Ale czy można tak w nieskończoność?

Stopy procentowe w USA, kontra dług publiczny do PKB w USA

Dobrze obrazuje sytuację wykres stóp procentowych na przestrzeni kilku dekad. W latach 80-tych stopy procentowe balansowały w okolicach 10 procent. W kolejnej dekadzie było to już 5 procent. XXI wiek zaczął się od stóp procentowych na poziomie 2-3 proc. (do ponad 5 proc. tuż przed kryzysem). W ostatniej dekadzie stopy procentowo mozolnie wspinały się do poziomu 2 proc., ale nie na długo, bo pojawił się koronawirus, czarny łabędź – nieprzewidziany czynnik, który wystąpić może zawsze. I nie wolno go lekceważyć.

Nie da się w nieskończoność obniżać stóp procentowych i drukować pieniędzy.

Cykle koniunkturalne, a dobry PR rządu

Problem jest stary jak świat. Jako prezydent, chcesz się pokazać z jak najlepszej strony – robić reformy, które zadowolą lud, prowadzić wojenki handlowe z bezczelnymi Chińczykami i unikać niepopularnych decyzji, jak np. konieczność zaciśnięcia pasa w okresie prosperity. Problem pojawia się właśnie wtedy, gdy przychodzi gorsza koniunktura – bo zawsze przychodzi, tak funkcjonują gospodarki. A jeszcze większy problem, gdy na arenę wkracza czarny łabędź. Wtedy wszystko sypie się, jak domek z kart, i jedyne co pozostaje, to markowanie działań, które wyglądają na realną pomoc.

Peter Schiff znów wygrałby grosika. Tylko, że tym razem chyba nie miał z kim się zakładać, bo prawdopodobnie nawet politycy nie wierzą w skuteczność swoich działań. Skończy się kadencja i wrócą do biznesu. A gospodarka? Jakoś to będzie. Jakoś sobie poradzi.

Fot. Gage Skidmore, flickr, CC BY-SA 2.0

Bartosz Adamiak