Rajd świętego Mikołaja

Badania z pogranicza statystyki i psychologii rynku pozwoliły odkryć kilka ciekawych trendów, które determinują kierunek zmian cen na giełdzie. W żargonie inwestorów zwykło się nazywać je najczęściej efektami. Do najpopularniejszych należą efekty stycznia, efekt końca roku, efekt małych spółek oraz efekt grudnia. Jako że święta Bożego Narodzenia za pasem, warto przyjrzeć się temu ostatniemu zjawisku potocznie nazywanemu Rajdem Świętego Mikołaja.

Rynek kapitałowy to niesamowicie ciekawe miejsce, w którym spotykają się dziedziny wielu różnych nauk. Podwaliny pod giełdę kładzie sama ekonomia, jednak współczesny inwestor powinien także znać zagadnienia związane z matematyką, ekonometrią, statystyką czy wreszcie psychologią. Obowiązek ten nie jest oczywiście czczym wymysłem. W końcu możliwość zarobienia dużych pieniędzy przy niewielkim wysiłku zawsze poruszała ludzką wyobraźnię. Nie dziwi więc fakt, że specjaliści z wielu dziedzin od lat próbują szukać na rynkach różnego rodzaju wzorców, a inwestorzy indywidualni starają się korzystać z tych źródeł wiedzy na wszelkie możliwe sposoby.

Już na samym początku badania nad trendami rynkowymi pojawia się pewien typowo statystyczny problem związany z zakresem dostępnych danych. Jeżeli chcemy analizować giełdę pod kątem różnego rodzaju wzorców, musimy dysponować odpowiednią ilością informacji. O ile w przypadku krajów takich jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania nie jest to problemem, o tyle polska GPW działa od stosunkowo niedługiego czasu. Z tego względu przekładanie wszelkich zagranicznych koncepcji, stworzonych na podstawie obserwacji wieloletnich danych historycznych, na nasze podwórko powinno być dokonywane ze świadomością tego właśnie problemu.

W ostatnim miesiącu roku kalendarzowego często dochodzi do szeregu ciekawych, powtarzalnych zjawisk, które teoretycznie mogą mieć istotny wpływ na ceny akcji. Po pierwsze, zagraniczni inwestorzy indywidualni mają w grudniu więcej gotówki ze względu na dość ugruntowaną praktykę przydzielania końcoworocznych premii w dużych korporacjach. Naturalnie więc skutkuje to przypływem gotówki na rynek. Co więcej, fundusze inwestycyjne często zwiększają swoją aktywność z początkiem grudnia, w celu poprawienia swoich całorocznych wyników. Wreszcie bardzo znanym zjawiskiem jest efekt stycznia, czyli hossa występująca statystycznie na początku nowego roku, przed którą uczestnicy rynku zazwyczaj chcą otworzyć pozycje na odpowiednich spółkach.

Wszystkie te czynniki teoretycznie powinny warunkować wzrost popytu, a w efekcie wzrost cen. Jak więc wygląda to w praktyce na GPW? Okazuje się, że w ciągu ostatnich 10 lat Warszawski Indeks Giełdowy osiągał dodatnią stopę zwrotu w grudniu tylko pięć razy. Należałoby też dodać, że ostatnia końcoworoczna zwyżka rynkowa nie była spowodowana działalnością starego, zarośniętego pana w czerwonym kubraczku, tylko wyborem Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Statystyka ostatnich kilku lat pokazuje więc, że efekt grudnia w polskich warunkach to bardzo umowna sprawa.

Faktem jest, że w początkowych latach istnienia GPW efekt ten miał teoretycznie dużo większe odzwierciedlenie w rzeczywistości, jednak w przypadku tak młodego rynku ciężko mówić o rzetelnym potwierdzeniu rzeczonej tezy. Inwestorom indywidualnym, szukającym swojej ścieżki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie lub jakimkolwiek innym rynku kapitałowym na świecie, należy więc polecić tylko jeden uniwersalny efekt, który z pewnością sprawdzi się w każdej sytuacji. Z jego pomocą można odnaleźć bardzo dobre akcje spółek, których wartość w perspektywie dłuższego czasu może przynieść naprawdę dużą stopę zwrotu. Jest to efekt dogłębnej analizy fundamentalnej.

fot. Capecodprof, pixabay.com, CC0

Wojciech Czekaj