5 powodów, dlaczego wszyscy straszą nas rokiem 2018

Pobierz PDF i czytaj gdzie chcesz

W ostatnim czasie dość rzadko zdarza się, byśmy otwierając jakiś poważny, szanujący się serwis, nie znaleźli informacji o tym, że rok 2018 będzie straszny. Dlaczego tak się dzieje i czy rzeczywiście jest się czego bać?

Czytaj także: Co warto poprawić w swoich finansach w nowym roku?

Kryzys

Zgodnie z teorią cykli koniunkturalnych, po fazie gwałtownych wzrostów przychodzi recesja. Rzecz w tym, iż obecna faza gwałtownych wzrostów trwa rekordowo długo. Jak pisze Wojciech Białek na swoim blogu, od 1950 roku mieliśmy tylko trzy fazy wzrostów o podobnej długości (1961-1969, 1991-2001 oraz dziś). Recesja musi nastąpić. Pytanie tylko – kiedy? I dlaczego nie akurat w 2018 roku? Prawdopodobieństwo jest spore. Wojciech Białek szacuje, że będzie to jednak przełom 2019 i 2020 roku.

Kryptowaluty

Bez względu na to, czy bitcoin jest bańką spekulacyjną czy nie, kryptowaluty, technologia blockchain oraz wszelkie inne technologie zainspirowane blockchainem są w stanie realnie zachwiać porządkiem świata. Wydarzyć może się wiele, bo nie chodzi tylko o to, czy będziemy mogli kupić pizzę w Dubaju i zapłacić za nią błyskawicznym przelewem. Przede wszystkim chodzi o to, że kryptowaluty są alternatywą dla starego układu tworzonego przez banki centralne i pieniądz fiducjarny (co ciekawe - gdyby kryptowaluty rzeczywiście mogły być pieniądzem, również byłyby pieniądzem fiducjarnym). Zdecentralizowana waluta, której nie będzie można sobie od tak dodrukować, to poważny problem dla rządów. I choć coraz więcej instytucji deklaruje zainteresowanie blockchainem i innowacjami, jest oczywiste, że w pewnym momencie będzie musiało nastąpić jakieś decydujące rozstrzygnięcie.

Czy nastąpi ono w 2018? Trudno powiedzieć, ale patrząc na tempo rozwoju tych technologii, wiele wskazuje, że tak.

Hakerzy

Rok 2016 okrzyknięty został rokiem ransomware. Ale później przyszedł rok 2017, który także został okrzyknięty rokiem ransomware (był jeszcze bardziej ransomware, niż 2016). Eksperci z Kaspersky Lab już teraz mówią, że 2018 będzie jeszcze bardziej ransomware, niż 2017. Krótko mówiąc – czekają nas czasy, w których zagrożenia ze strony świata wirtualnego staną się realne i namacalne dla każdego, nie tylko dla komputerowych nerdów. Wraz z rozwojem technologii odsłaniamy się na nowe zagrożenia – zdalna kradzież samochodu czy atak na infrastrukturę krytyczną (elektrownie jądrowe, instytucje finansowe, banki, giełdy etc.).

W lutym 2017 zmarł w dość niewyjaśnionych okolicznościach genialny rosyjski haker i ekspert od cyberbezpieczeństwa zatrudniony przez McAfee – Kris Kaspersky (niespokrewniony z Jewgienijem). Był jednym z orędowników teorii „Cyber 9/11”, która głosi, że w bliżej nieokreślonej przyszłości czeka nas cyberatak o skali porównywalnej do ataku z 11 września. Może chodzić np. o wywołanie awarii w elektrowni jądrowej lub atak na system finansowy. Kaspersky oraz wielu innych uważa, że to nieuniknione.

Wybory w Rosji

18 marca, w rocznicę aneksji Krymu, Rosjanie pójdą do urn, aby wybrać nowego (hm?) prezydenta. W teorii wybory prezydenckie w innym kraju są powodem do niepokoju, ale raczej nie do strachu. W teorii.

POTRÓJNE KORZYŚCI GOLDENMARK

Na dzień dzisiejszy zarejestrowano jednego kandydata i – nie zgadliście! – nie jest nim Władimir Putin. Choć Putin może kandydować i najprawdopodobniej to zrobi, na razie jedynym kandydatem jest ultranacjonalista Władimir Żyrinowski, który słynie z wypowiedzi w rodzaju: „kocham Polskę, ale w razie wojny nie zostanie z niej nic”. Zdaniem wielu ekspertów to jedynie straszak, który ma zachęcić ludzi do głosowania na kandydata bardziej stonowanego, którym miałby być Władimir Putin.

Jak na razie to i tak bardzo spokojne wybory, jeżeli porównać je chociażby do tych z 2000 roku. Jeśli wierzyć nieżyjącym już przeciwnikom Putina – Annie Politkowskiej i Aleksandrowi Litwinience – cała II wojna czeczeńska została wywołana po to, by – wówczas jeszcze mało znany polityk i oficer FSB – Władimir Putin jawił się jako kandydat twardy, zdecydowany i mogący stanąć na czele narodu w obliczu zagrożenia islamskim fundamentalizmem rodzącym się na Kaukazie.

Apetyt chińczyków

Chiny już są potęgą światową, ale pewnie chciałby być potęgą światową bardziej. Jak to uczynić? Obalić hegemonię dolara. Można to zrobić m.in. poprzez zaburzenie starego układu, w którym ropę kupuje się za petrodolara. Chiny od kilku lat przymierzają się do tego kroku – m.in. gromadząc złoto w olbrzymich i nie do końca jawnych ilościach. Od 2016 chiński juan znajduje się w koszyku walut SDR, co odbyło się głównie kosztem euro, japońskiego jena i brytyjskiego funta, jednak świadczy jak najbardziej o imperialnych zapędach.

W 2017 zapowiedziane zostało uruchomienie kontraktów terminowych na ropę, rozliczanych w juanach i złocie. Handel na giełdzie w Szanghaju ma ruszyć najprawdopodobniej na początku 2018 roku, co niewątpliwie może wstrząsnąć światową równowagą.

Czytaj także: Dedolaryzacja - czy dni dolara są policzone?

Suma wszystkich strachów

Wszyscy wolelibyśmy, aby świat był miejscem bezpiecznym i przyjemnym do życia. I miejmy nadzieję, że czarne wizje się nie spełnią. Jednak jeżeli zsumujemy wszystkie powyższe zagrożenia, może okazać się, że może jednak warto choć na chwilę odstawić na bok hurraoptymizm 2017 roku, i zastanowić się nad jakąś formą zabezpieczenia się na czarną godzinę, która nie byłaby narażona na cyberzagrożenia czy recesję.

fot. WikiImages, pixabay.com, CC0

enEnglish (angielski)

Bartosz Adamiak