Rosja. Głośny gracz na rynku złota

W ostatnim czasie gros uwagi śledzących rynek złota ściągnęła na siebie Rosja. Choć jej działania były już dość tendencyjne, albowiem nabywała ona złoto od długiego czasu, w rankingu banków centralnych tworzonych przez WGC, wyprzedziła ona Chiny. W sierpniu bieżącego roku poinformowano oficjalnie, że nasi wschodni sąsiedzi nabyli 1 milion uncji, a więc 31,1 ton złota.

Z końcem drugiego kwartału 2018 w skarbcach Rosji znalazły się 1944 tony złota. Dzięki temu, Rosja plasuje się jako 5. państwo (lub 6. jako podmiot przy uwzględnieniu rezerw MFW) z największymi rezerwami tego kruszcu. Według raportów Międzynarodowego Funduszu Walutowego Rosja ma w tej chwili nawet jeszcze więcej, albowiem 2001,1 tony złota.

Czytaj także: Rezerwy złota 2018 - top 10

Dział statystyki World Gold Council oznajmił, że w pierwszej połowie 2018 roku banki centralne nabyły największą ilość złota od 2015 roku. Pytanie jednak, które nurtuje to nie „Dlaczego Rosja kupiła złoto?”, lecz...

Dlaczego Rosja nie przestaje i wciąż kruszec nabywa?

Kiedy obywatel nabywa złoto, nader często myśli o tym przez pryzmat inflacji. Chce zabezpieczyć swoje środki przed utratą wartości, co może być spowodowane przez zwiększanie podaży pieniądza przez lokalny bank centralny. W naszym jednak przypadku, milion uncji złota nie kupował ani Iwan, ani Dima, lecz właśnie bank centralny. Czy ten przypadek jest inny?

Okazuje się, że pomiędzy szarym Kowalskim z Rosji, a jego bankiem centralnym istnieje pewna analogia. Rosyjski obywatel siłą rzeczy posługuje się rublem. Kiedy ten traci na wartości, można prewencyjnie nabyć złoto. Bank centralny dla odmiany nie posługuje się jednak tylko i wyłącznie rublem. Buduje on swoje rezerwy w innych aktywach. W aktywach na które nie ma wpływu, tak jak szary Kowalski z Rosji nie ma wpływu na rubla.
O jakim aktywie głównie mowa? Rzecz jasna o amerykańskim dolarze, który od mniej więcej 1950 roku jest główną światową walutą rezerwową. W niej właśnie państwa budowały swoje „zaskórniaki”.

Czytaj także: Turecka lira traci gwałtownie na wartości

Choć dolar dogorywa, jego okres dominacji trwał długo. Przejawiać się to miało choćby tym, że do dziś dnia ropą naftową handluje się w dolarach. Oznacza to, że Amerykanie przez dekady mogli kupować ów surowiec po prostu za wydrukowane papierki. A zatem nie tylko Arabowie, lecz także Rosjanie jako eksporterzy ropy byli skazani na otrzymywanie zielonych banknotów za swój surowiec. Dominacja dolara sprawiła też, że na giełdzie londyńskiej, na której pierwotnie uncję złota wyceniano w funtach, od mniej więcej połowy XX wieku, do dnia dzisiejszego wycenia się w dolarach.
Dolar swoim zasięgiem objął cały świat. Te państwa, które generowały nadwyżki dolarowe nabywały obligacje amerykańskie. Tym samym uzależniały swój własny portfel od cudzej waluty. Czy jest to dobre w okresie napięcia i rozwijających się wojen walutowych oraz handlowych?

Koniec dolara?

Istnieją hipotezy, według których, Rosja pozbywa się obligacji amerykańskich, aby po prostu zminimalizować swoje potencjalne straty na wypadek utraty ich wartości, co wcale nie jest nieracjonalne. To samo dotyczy samej gotówki, której jak wiadomo przybywa. Oznacza to, że słabnący dolar narazi na straty tych, w których jest posiadaniu.

Inna hipoteza mówi, że sprzedaż amerykańskich obligacji mogłaby być utrudniona w przypadku nałożenia na Rosję sankcji. Innymi słowy, Amerykanie mogliby stwierdzić, że nie wykupią swojego długu od Rosjan. Scenariusz tylko na pozór wydaje się absurdalny, lecz wydarzenia bieżącej geopolityki przekonują, że taki scenariusz jest możliwy. Jeśli rządy wysyłają na wojnę cywili w odległe kąty świata, delegalizują posiadanie złota, bankrutują obwieszczając niewypłacalność wobec wierzycieli, rozpętują wojny handlowe i walutowe, to dlaczegóż mieliby nie stwierdzić „Nie oddamy Wam pieniędzy z odsetkami bo wspieracie działalność terrorystyczną, napędzacie wyścig zbrojeń, szykanujecie niezależnych dziennikarzy, tłumicie wolność słowa, etc.”

Czytaj także: Wenezuela i hiperinflacja

Rosja posiadając dolary i obligacje amerykańskie uzależnia się od Stanów Zjednoczonych. Nie jest im to na rękę. Nie ma się też co łudzić, że działania mające na celu porzucenie dolara nie są tylko obronne, lecz mają także charakter ofensywny. Aspektów tego jest wiele, ot choćby obrót ropą. Rosja jako producent zdecydowanie wolałaby przyjmować za ten surowiec euro bądź juany. Wzmocniłoby to jej handel w sposób niezaprzeczalny, zaś Stany Zjednoczone postawiły w bardzo niewygodnej sytuacji.

A czy Rosja nie mogłaby po prostu wzmocnić swojej waluty? Ktoś mógłby rzec: „Niby jak? Przecież to nie jest jedna z głównych walut na świecie!” Cóż, w tej chwili rubel nie bryluje na forex, ani w kantorach. Historia pokazała jednak, że o sile waluty danego kraju decydowała nie tyle gospodarka, co gospodarka, której pieniądz miał oparcie w złocie. W XIX wieku było to imperialistyczne Królestwo Brytyjskie, zaś w XX wieku były to dominujące ekonomicznie i militarnie Stany Zjednoczone. Imperia te rodziły się, rosły w siłę i chyliły się ku osłabieniu.

W chwili bieżącej, choć mówi się o Chinach jako wschodzącemu hegemonie, działania Rosji prawdziwie dają do myślenia. Ich zapędy w budowaniu złotych rezerw nie tylko mogą ustrzec ją przed ekonomiczną agresją ze strony Zachodu, lecz także wzmocnić pozycję na arenie międzynarodowej.

fot. Evgeny, flickr.comCC BY 2.0

Łukasz Chojnacki