Rosną obawy o drugą falę pandemii. Z FED wieje pesymizmem

Liczba zakażeń w USA bije kolejne rekordy dobowe. W wielu miejscach na świecie sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna, jednak – zdaniem brytyjskich naukowców – prawdziwej „drugiej fali” spodziewać się możemy zimą, a jej szczyt przypadnie na styczeń-luty.

Mysaver poleca:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

W czwartek liczba nowych przypadków w USA wyniosła ponad 75 tys. Sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna także w Hiszpanii, gdzie dynamika wzrostu zachorowań jest także rosnąca. Władze Saragossy zaapelowały do mieszkańców, aby nie opuszczali oni miasta, a także, by nie opuszczali swoich domów bez potrzeby.

Wielka Brytania zdecydowała się wprowadzić obowiązek noszenia maseczek w sklepach. Do tej pory nakaz obowiązywał jedynie w transporcie publicznym. W badaniach przygotowanych na zlecenie rządu, brytyjscy naukowcy dokonali estymacji dotyczących dalszego rozprzestrzeniania się koronawirusa w Wielkiej Brytanii. Zapowiadają oni, że szczyt „drugiej fali” przypadnie na styczeń-luty, i ma być ona groźniejsza, niż pierwsza fala. Przy czym estymacje te zakładają, że do tego czasu nie zostanie opracowany skuteczny lek na COVID-19, ani też szczepionka na koronawirusa.

Tymczasem po drugiej stronie oceanu przeprowadzono pierwsze testy szczepionki mRNA-1273 na ludziach, które ocenione zostały pozytywnie. Testom poddano 45 osób w wieku 18-45 lat. U wszystkich zaszczepionych pojawiły się przeciwciała, za to nie pojawiły się żadne efekty uboczne. Według planów, szczepionka amerykańskiej firmy Moderna, do końca lipca ma być podana grupie 30 tys. osób.

Nasila się działalność rosyjskich hakerów z grupy APT29 (znanej także jako Cozy Bear). Ofiarami kampanii padli naukowcy i instytucje naukowe, zaangażowane w prace badawcze nad szczepionkami na koronawirusa z USA, Wielkiej Brytanii i Kanady. Celem kampanii było zdobycie danych dotyczących szczepionek, ale także i sabotowanie prac.

FED nadal pesymistycznie

Działania podjęte przez rezerwę federalną nie mają precedensu w całej historii. Bilans FED został zwiększony z 4,5 do ponad 7 bilionów USD. Jednak ostatnie sygnały wypływające z FED, nie są zbyt optymistyczne, nawet w obliczu pojawiających się lepszych danych makroekonomicznych.

Zdaniem przedstawicieli banku, polepszenie danych np. z rynku pracy, jest chwilowe i lada moment możemy spodziewać się ich pogorszenia – zwłaszcza w związku z rosnącą liczbą zachorowań. Sama recesja ma być dłuższa i głębsza, niż pierwotnie przewidywano, a wprowadzone bodźce fiskalne mogą być niewystarczające.

Spodziewać się także powinniśmy także kolejnych wzrostów niestabilności na rynkach finansowych. Zwłaszcza w obliczu rekordowych poziomów osiąganych np. przez indeks Nasdaq Composite, w oderwaniu od sytuacji gospodarczej. W ostatnim czasie indeks Cboe VIX dla Nasdaq (tzw. „indeks strachu”), wzrósł o 8 proc.

Metale szlachetne

Po przebiciu poziomu 1 800 USD, złoto pozostaje w delikatnej konsolidacji, którą obserwować możemy przez pewien krótki czas. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe tygodnie, wydaje się powolny, stateczny wzrost, który zacznie nabierać tempa w reakcji na rozwój sytuacji na froncie walki z koronawirusem.

Warto zwrócić uwagę na srebro, które w ostatnim tygodniu osiągnęło poziomy, jakich nie widzieliśmy od 2016 roku (ponad 19 dolarów za uncję). To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy w srebrze pokładają swoje nadzieje i uważają, że srebro jest nam „winne” solidne wzrosty. Prawdopodobnie, w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy, należy spodziewać się, że srebro „dowiezie” te wzrosty na fali wzrostu niestabilności rynkowej, rozchwiania gospodarki i metalowej hossy.

Michał Tekliński