Czy rynek inwestycyjny przekona do siebie Millenialsów?

Statystycznie najlepiej zarabiającą grupą społeczną są mężczyźni między 40 i 50 rokiem życia. Millenialsi, osoby urodzone w latach 1980-2000 zaczynają wchodzić w ten wiek. Czy rynki finansowe są gotowe na starania o ich gotówkę? I czy oni są gotowi, by zacząć regularnie odkładać pieniądze?

„Czy Wall Street będzie w stanie przekonać do siebie młodych inwestorów?” pytają na łamach Harvard Business Review Eddie Yoon i Kyle Okimoto.

Jak podają autorzy aż jedna trzecia Amerykanów w wieku 18-44 lata wydaje więcej na kawę niż inwestycje. 67% z 3 tys. przebadanych osób uznała, że inwestowanie jest „przerażające i niezrozumiałe” („scary and confusing”), a 52% uważa, że „rynki finansowe są nastawione (rigged) przeciwko ludziom takim jak ja”.

Najstarsi Millenialsi nie skończyli jeszcze 30 lat, gdy światem wstrząsnął Kryzys Subprime 2008 r. Dla tych nieco młodszych było to wejście w dorosłość. Dla wielu najmłodszych pierwszy świadomy kontakt z ekonomią. Nic dziwnego, że wielu z nich nie wierzy rynkom finansowym. Przecież jak pokazał 2008 r. pełno na nich oszustów, którzy w większości nie zostali ukarani, a wręcz przeciwnie, po cichu nagrodzeni z pieniędzy podatników.

Millenialsi to też konsument nowego typu. Internet to dla nich normalny i oczywisty składnik świata. Żyją w świecie smartfonów, w którym największe korporacje są jedynie pośrednikami. Uber nie ma swoich samochodów, Netflix nie produkuje większości filmów i seriali, Facebook i Google nie wytwarzają wiadomości.

Warto też pamiętać, że amerykańscy Millenialsi to pierwsze pokolenie od wielu lat, które zarabia gorzej niż ich rodzice, a jednocześnie przytłaczają ich długi zaciągnięte na ekstremalnie drogie studia na amerykańskich uczelniach. To rodzi zrozumiałą frustracje i poczucie, że są oszukiwani.

Eleganckie pióra inspirowane Van Goghiem - idealne na prezent

Czytaj także: 10 rad dla początkujących inwestorów

Jak inwestują amerykańscy Millenialsi?

Jak wspomniałem wyżej – niechętnie. Wśród klientów firm wealth management (w pewnym uproszczeniu odpowiednika inwestycyjnej części polskiej bankowości prywatnej) dominują osoby w wieku 55+. Z jednej strony to zrozumiałe – to ludzie u szczytu kariery zawodowej, z ustabilizowaną sytuacją mieszkaniową i rodzinną. Jednak badania pokazują, że Millenialsi chcą inwestować. Po prostu wybierają inne drogi.

Pieniądze Millenialsów wędrują w stronę inwestycji alternatywnych, corwdfundingu i kryptowalut. Jeśli już inwestują, to w wybranych branżach – w Stanach wywołali mini hossę na akcjach firm produkujących i dystrybuujących marihuanę w krajach i stanach gdzie została ona zalegalizowana. W Polsce mieli swój udział w hossie na rynku producentów gier komputerowych.

Serwis LendEDU zapytał jak Amerykanie zainwestowaliby 10 tys. dolarów, gdyby je dostali do ręki. Co prawda takie ankiety są zawsze mniej wartościowe niż obserwowanie rzeczywistych zachowań, ale wyniki dają do myślenia.

Co prawda respondenci ze wszystkich grup wiekowych przede wszystkim spłaciliby swoje zadłużenie, ale wśród Millenialsów odsetek jest najniższy (22,4% wobec 33,1% w wieku 55+). Millenialsi nie są też skłonni do inwestowania na rynku akcyjnym, w funduszach emerytalnych czy na kontach oszczędnościowych. Za to trzykrotnie chętniej niż najstarsi inwestują w kryptowaluty, najczęściej też przeznaczają pieniądze na edukację, choć wynika to raczej ze „studenckiego” wieku niż z preferencji inwestycyjnych.

Młodzi ludzie szukają więc alternatywnych metod. Ogromną popularność zdobywa w Stanach YieldStreet, gdzie za pośrednictwem platformy użytkownicy inwestują w portfele wierzytelności. Teoretycznie wszystkie wierzytelności są zabezpieczone, a średni zwrot to 12,5% procenta rocznie. Inny model to crowdfounding udziałowy, gdzie w zamian za inwestycję użytkownik otrzymuje nie tylko akcje i udziały, ale też bonusy od swoich ulubionych firm. Hossa na kryptowalutach jest już przeszłością, ale tam również działali głownie młodzi ludzie, skuszeni buntowniczym i kontkulturowym nimbem wokół Bitcoina i spółki.

Czytaj także: Tommy Ingberg - surrealistyczna fotografia jako inwestycja

Jak inwestują polscy Millenialsi?

Polscy Millenialsi są dość podobni do amerykańskich rówieśników, jeśli chodzi o używanie technologii. Jednak fundamentalną różnicą jest fakt, że polscy Millenialsi to pokolenie o znacznie wyższych dochodach i możliwościach niż ich rodzice, co wynika z radykalnych zmian jakie zaszły w Polsce przez ostatnich 30 lat. Dla Polaków giełda i rynki finansowe to wciąż coś nowego.

Z drugiej strony Amerykańska giełda daje stałe, relatywnie bezpieczne zyski, czego nie da się powiedzieć o polskiej, która mimo mini wzrostów i spadków, od dekady porusza się w trendzie bocznym.

Serwisy crowdfoundingowe w Polsce to głównie crowdfounding nieudziałowy, gdzie za wsparcie konkretnych projektów użytkownicy otrzymują konkretne bonusy, a nie udziały w firmie. Obecny jest jednak ccrowdfounding udziałowy – największą tego typu kampanią w Polsce jest rzemieślniczy browar Doctor Brew. W chwili pisania tego artykułu inwestorzy kupili akcje na kwotę 2,8 mln zł, a zbiórka wciąż trwa.

Polscy Millenialsi nie mają wielkich pieniędzy, a oszczędzają niechętnie, co nie odróżnia ich od reszty społeczeństwa. Za to często wpadają w długi. Jak zbadało NN TFI, tylko 15% Millenialsów oszczędza regularnie. Około połowy robi to okazyjnie, ale ile w tym deklaracji, a ile rzeczywistości trudno powiedzieć.

Nie są to znaczące kwoty. Niespełna 10% Millenialsów może sobie pozwolić na odłożenie 500 zł lub więcej. Aż 56% deklaruje brak oszczędności lub odkładanie mniej niż 100 zł miesięcznie. Nic dziwnego, że w tej sytuacji najważniejszą inwestycją pozostają nieruchomości, a konkretnie własne mieszkanie na kredyt. Tylko czy można w tej sytuacji mówić o inwestycji?

Czytaj także: Ogólnopolskie Badanie Inwestorów 2018 - wyniki

Jak przyciągnąć młodych ludzi do inwestowania?

Najprościej byłoby dać szansę na błyskawiczne bogactwo, jak kryptowaluty. Tylko że jak pokazały kryptowaluty, szybkie wzbogacenie to najczęściej iluzja, a im wyższy potencjalny zysk, tym wyższe ryzyko.

Znacznie ciekawszą lekcję można wyciągnąć z crowdfoundingu udziałowego. Pokazuje, że ci inwestorzy chcą czegoś więcej niż cyferek. Jako współwłaściciele firmy dostają zniżki na produkty firmy, wstęp na imprezy firmowe i tworzą społeczność wokół swojego przedsiębiorstwa.

Rynki finansowe, także w Polsce, muszą im wyjść naprzeciw. Pokazać, że drobny akcjonariusz to nie tylko frajer i dostawca kapitału dla grubych ryb. To kwestia poważnego traktowania „małych” przez „dużych”, dobrych relacji inwestorskich i pilnowania jednakowych reguł gry dla wszystkich. Ciekawą formą są bonusy dla akcjonariuszy. Jak pokazał program „Orlen w portfelu” można w ten sposób działać również na polskiej giełdzie. Może szczegóły programu nie powalają na kolana, ale to na pewno krok w dobrą stronę. Krótko po ofercie publicznej podobny program prowadził Tauron.

Millenialsi parzą na świat inaczej niż starsze pokolenia. Rynki finansowe nie powinny się obrażać, lecz to wykorzystywać. W przeciwnym wypadku warszawska giełda stanie się skostniałym miejscem spotkań dinozaurów, a kapitał i firmy go poszukujące przeniosą się gdzieś indziej.

Czytaj także: To już niemal pewne - hossa na Wall Street dobiegła końca

Photo by Elijah O'Donnell on Unsplash

Krzysztof Krzemień