Srebrny Krugerrand 2018

Nazwa Krugerrand z pewnością bardzo wiele mówi każdemu, kto z inwestowaniem w kruszce ma cokolwiek wspólnego. Jest to pierwsza na świecie złota moneta bulionowa, wybijana od 1967 roku. Z okazji 50-tych urodzin Krugerranda, południowoafrykańska Rand Refinery wypuściła złotą wersję okolicznościową oraz srebrną bulionową premium i proof. Zaś w 2018 na rynek wchodzi nowy produkt – srebrny Krugerrand w wersji standardowej.

Czytaj także: Jak inwestować w srebro?

W czym srebrny Krugerrand 2018 ma być lepszy od ubiegłorocznego? Przede wszystkim w cenie. Za monety z 2017 roku w wersji proof trzeba zapłacić od ok. 150 do nawet 199 USD (550-700 zł), co wynika z ich niewielkiego nakładu (15 tys. egzemplarzy). Zaś wersja określona przez producenta jako „premium uncirculated”, wybita w nakładzie 1 miliona sztuk, kosztowała 40-50 dolarów (150-200 zł), czyli ponad dwa razy więcej, niż za inne, srebrne bulionówki. Nie powinien więc dziwić fakt, że moneta budziła ambiwalentne odczucia o wielu komentatorów rynku. Milion sztuk to nie jest nakład, który usprawiedliwiałby taką cenę. Dla porównania, srebrna Kookaburra z 2006 roku wybita została w nakładzie 87 tys. sztuk (ponad 11-krotnie mniej!), i jest dziś do kupienia za 459 zł, a jej cena emisyjna była zapewne wielokrotnie niższa.

Rand Refinery postanowiło naprawić swój błąd. Nowy srebrny Krugerrand jest prawie zwykłą bulionówką i ma prawie zwykłą cenę. Prawie, bo nie do końca jest to zwykła bulionówka. Krugerrand od zawsze dostępny był tylko i wyłącznie w wersji złotej. Srebrny Krugerrand przez lata był jedynie mrzonką silver-bugów. I dziś mrzonka stała się faktem.

Rodzi się nowe dziedzictwo

Rand Refinery startuje ze srebrnym Krugerrandem pod hasłem „A New Legacy is Born” (w wolnym tłumaczeniu „rodzi się nowe dziedzictwo”), co interpretować można na różne sposoby, ale jeden wydaje się być szczególnie sensowny – złoty Krugerrand niewątpliwie stanowi dziedzictwo RPA.

Podkreślić należy rolę, jaką w świecie złota inwestycyjnego odgrywa Rand Refinery i moneta Krugerrand. W 1967 roku cena złota wciąż jeszcze była sztywna (ok. 35 USD), w wielu miejscach na świecie posiadanie złota było zabronione, i używane ono było jedynie w rozliczaniu transakcji pomiędzy bankami. W owym czasie sytuacja w RPA była bardzo trudna przez wzgląd na narastające napięcia na tle rasowym oraz sankcje ONZ.

Z racji tego, że RPA było największym producentem złota, wprowadzenie do obiegu złotej monety, nie wydaje się czymś zupełnie absurdalnym. Do momentu wybuchu I wojny światowej (a w USA nawet do 1933 roku) niemal w każdym kraju funkcjonowały złote monety obiegowe. Złoty rand w RPA był zatem objawem myśli konserwatywnej. Dodatkowo uwolnienie kursu złota w 1971 roku spowodowało, że południowoafrykańskie monety zaczęły być postrzegane jako świetna forma inwestycji.

To Krugerrand dał początek zjawisku, jakim są monety bulionowe. I choć przez tyle lat nie istniała wersja srebrna, dziś wschodzi niczym słońce, by zająć należne jej miejsce w Panteonie najpopularniejszych, srebrnych monet bulionowych.

Srebrny Krugerrand

fot. Rand Refinery

Czy tak się stanie?

Dziś mówiąc o srebrnych monetach bulionowych, jednym tchem wymienia się Amerykańskiego Orła, Wiedeńskich Filharmoników, Kanadyjskiego Liścia i Kangura. To przede wszystkim te cztery monety interesują inwestujących w srebro na poważnie. I choć Rand Refinery nie odgrywało do tej pory na rynku srebra znaczącej roli, ma jednak mocną, uznaną na całym świecie markę, jaką jest Krugerrand. Któż nie chciałby mieć srebrnego Krugerranda, skoro już można?

Poza tym – nikt na świecie nie zakwestionuje Krugerranda.

fot. Rand Refinery

Bartosz Adamiak