Taniej nie zawsze znaczy lepiej – handel i usługi

„Nie stać mnie na kupowanie rzeczy tanich”. Ta zasada świetnie sprawdza się w wielu przypadkach, gdy mówimy o przedmiotach codziennego użytku: butach, parasolach i czajnikach elektrycznych. Za ceną często idzie jakość, która sprawia, że wybierając tańszy produkt, musimy kupić go więcej, niż raz. Jak jest z handlem i usługami?

Studnia bez dna

Branża motoryzacyjna jest zawsze dość ryzykownym przykładem, bo poza tym, co widać na zewnątrz, jest jeszcze całe podziemne życie, kuchenne tajniki oraz wiedza dostępna jedynie wtajemniczonym. Jednak dobrze obrazuje ona pewne zjawisko – mając dobry, drogi, a przede wszystkim nowy samochód, serwisujemy go zazwyczaj w autoryzowanym serwisie, który zazwyczaj jest droższy, niż przysłowiowy warsztat pana Mirka.

W ASO, o ile usługa nie jest wykonywana w ramach gwarancji, zwykle zapłacimy drożej, ale idzie za tym wiele korzyści, takich jak brak utraty gwarancji, pełna dokumentacja naprawy (w tym także wykaz użytych części i materiałów - chociaż różnie z tym bywa), gwarancja na naprawdę etc. Jeśli mamy nieco starsze auto i sprawdzony warsztat, to pewnie możemy się pokusić o wybór tańszego rozwiązania, choć zwykle i tak nie najtańszego.

Z pewnością każdy kierowca ma milion anegdot na temat serwisowania swojego auta. Ja też. Kiedyś za doprowadzenie klimatyzacji to stanu używalności zapłaciłem ponad 2 000 złotych w warsztacie, który przypominał właśnie garaż pana Mietka (wybrałem go wyłącznie ze względu na lokalizację). Straciłem mnóstwo czasu i nerwów, jeździłem tam wielokrotnie, zdiagnozowali jeden problem, po naprawie okazało się, że coś innego jest zepsute, a gdy na koniec poprosiłem o fakturę, okazało się, że „jak chcę fakturę, muszę jeszcze dopłacić VAT” (nie muszę chyba tłumaczyć, co to oznacza?).

Gdybym wiedział, że tak tak będzie wyglądać, bez wahania, od razu udałbym do prawdziwego serwisu.

Goldenmark

 

Sklepiki osiedlowe

Dawno temu, niedaleko mojego domu znajdowały się dwa małe sklepiki. Jeden z wędlinami, drugi ogólnospożywczy. Bardzo je sobie ceniłem i do dziś żałuję, że zostały wykończone przez supermarkety. Ale jeśli spojrzymy na to od strony racjonalnej, nie emocjonalnej, trudno żeby było inaczej.

Wolny rynek bywa bezlitosny. Mały sklepik jest dobry, kiedy chcemy kupić 4 bułki i słoik dżemu. Jeśli jednak chcemy zrobić duże zakupy, wybieramy supermarket, bo mamy wszystko w jednym miejscu i jest taniej… Taniej? Chwileczkę! Przecież miało być, że taniej to gorzej!

No właśnie – należy zadać pytanie - dlaczego taniej? Mały sklepik albo ma wyższe ceny i jest skazany na bankructwo (bo ludzie kupują tam 4 bułki i dżem), albo idzie na wojenkę cenową i wówczas warto się zastanowić, na czym te ceny zbija, skoro logika wskazuje, że jednak powinien mieć drożej? Duży sklep ma dużo większy wolumen sprzedaży, a więc i lepsze warunki u dostawców. To nie ulega wątpliwości. Jeżeli mały sprzedawca jest w stanie zaoferować lepszą cenę, to może oznaczać np. że ma dużo niższe koszty (To także najczęściej i najchętniej używany argument. Prawdopodobnie jedyny) - i to jest zgodne z logiką, pod warunkiem że panują u niego kolejki takie same jak w supermarkecie – tyle, że zamiast 5 kas jest jedna.

Jeżeli kolejki nie ma, to pies jest pogrzebany gdzieś indziej – albo właściciel zszedł z marży i niedługo umrze z głodu, albo zaczyna kombinować jak straganiarze uliczni, którzy nie dają żadnego kwitu na zakupione dobra, albo jest jeszcze jakiś inny sposób, w jaki bilansuje sobie straty.

Często wybierają też wariant „mamy drożej, ale [tutaj jakaś wartość dodana np. modne ostatnio warzywa eko z ogródka babci]”.

Dlaczego jest taniej?

Zawsze warto porównywać ceny i szukać tańszych rozwiązań, ale zawsze też warto zwrócić uwagę na drugą stronę medalu i zadać sobie pytanie: dlaczego ten, który ma taniej, ma taniej? Powody zazwyczaj są takie, że dopłacamy akceptując jakiś rodzaj braku: brak gwarancji, brak paragonu (a więc wspieranie szarej strefy), ukryte opłaty (częsty proceder w przypadku tanich linii lotniczych)[albo sklep z tanim czymś i blog z wiedzą specjalistyczną, ale płatnym dostępem ;)]. Czasem są to braki, których nie akceptujemy, bo o nich nie wiemy np. robimy remont mieszkania i wykonawca kupuje najtańsze surowce, żeby utrzymać akceptowalną dla siebie marżę. W efekcie myślimy, że zrobiliśmy biznes życia, a tymczasem ktoś inny zrobił biznes życia – na nas.

fot. Capri23auto, pixabay.com, CC0

Bartosz Adamiak