W USA zamieszki, dane z gospodarki kiepskie, ale Wall Street odżywa

Miniony tydzień upłynął w największym stopniu pod znakiem zamieszek, które miały miejsce w wielu miastach USA po tym, jak 46-letni George Floyd zmarł podczas interwencji Policji w Minneapolis 25 maja.

Prognozy dla cen złota:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

Floyd, który stracił pracę z powodu COVID-19. Kupił paczkę papierosów, za które zapłacił sfałszowanym rachunkiem. Gdy odmówił zwrotu papierosów, pracownicy sklepu wezwali policję. Floyd miał problemy z oddychaniem i nie chciał wsiąść do radiowozu. Jeden z policjantów, przycisnął bezbronnego i skutego kajdankami Floyda do ziemi, kładąc mu kolano na szyi. Przez cały czas sytuacja była filmowana przez gapiów, którzy usiłowali interweniować, jednak nie mogli nic zrobić z uwagi na trzech innych funkcjonariuszy. Po ok. 8 minutach mężczyzna zmarł.

Tragiczne wydarzenie wywołało gwałtowną falę protestów, które przerodziły się w zamieszki. Całemu zdarzenie powiązane zostało z kontekstem rasistowskim, z uwagi na fakt, że Floyd był czarnoskóry, a do protestów dołączyła się inicjatywa Black Lives Matter – międzynarodowy ruch społeczny na rzecz praw człowieka.

Do protestów dochodzi w wielu miastach w USA: w Minneapolis, Atlancie, Austin, Bostonie, Charlotte, Denver, Detroit, Dallas, Houston, Los Angeles, Miami, Nowym Jorku i innych. A także na całym świecie, w Izraelu, Japonii, Turcji, w Belgii, Danii, Finlandii, Francji, w Niemczech, Irlandii czy Polsce (w Poznaniu).

W protestach zginęło już ponad 16 osób, w tym syn dyplomaty z Gambii czy popularny w Louisville restaurator David McAtee. Aresztowano kilkanaście tysięcy osób, a także zniszczono mienie prywatne na wiele setek tysięcy dolarów. Palone są samochody i okradane sklepy. Do tłumienia zamieszek, oprócz policji, zaangażowano również Gwardię Narodową. Wszystko to odbywa się w czasie, kiedy jeszcze pandemia COVID-19 w USA nie została ostatecznie opanowana.

Pomimo dramatycznej sytuacji, jaką możemy obserwować na ulicach USA, a także nienajlepszych danych z gospodarki, Wall Street wierzy, że najgorsze już minęło i teraz będzie tylko lepiej. W środę najważniejsze indeksy notowały najwyższe od wielu dni wzrosty.

Metale szlachetne

Wiele wskazuje na to, że choć kryzys zdrowotny w coraz większej ilości krajów schodzi na nieco dalszy plan, a gospodarki są odmrażane, pomału do głosu zaczynają dochodzić długoterminowe efekty pandemii.

Podczas środowej konferencji IMPACT re:action 2020 connected by Krakow, Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego, użył trafnej analogii, porównując kryzys z 2008 roku do zawału serca, a ten obecny do sepsy – zaatakowane zostały wszystkie sektory gospodarki.

Metale znajdują się w dalszym ciągu w lekkim rozdarciu pomiędzy negatywnymi fundamentami, a także faktem, że już teraz doświadczamy efektów kryzysu. Popyt hamowany jest przez postawę wyrażającą chęć poczekania i sprawdzenia, co się stanie – czy będzie gorzej, czy może jednak gospodarka zacznie wracać do no normy.

W tle pozostaje także kwestia gigantycznych mas pieniędzy wpompowanych przez banki centralne do obiegu. Te masy pieniędzy mogą przełożyć się w najbliższych latach na deprecjację pieniądza, inflację, a także na umacnianie się ceny złota.

Jeszcze innym problemem są niskie stopy procentowe, które są przyczyną wyciągania przez ludzi pieniędzy z banków i poszukiwania ochrony przed inflacją. Tani kredyt i dekoniunktura, mogą zachęcać ludzi do zadłużania się i inwestowania w wciąż jeszcze przegrzany rynek nieruchomości. W tym kontekście złoto prezentuje się jako ciekawa alternatywa, zwłaszcza jako forma zabezpieczenia kapitału.

Fot. Mike Shaheen, flickr.com, CC BY 2.0

Michał Tekliński