A właśnie że złoto będzie drożało

Pobierz PDF i czytaj gdzie chcesz

Oszukujemy się twierdząc, że świat wychodzi z kryzysu. Nic z tych rzeczy. Jesteśmy tak pogrążeni w długach, że nikt przy zdrowych zmysłach, nawet wobec rozpędzającej się globalnej gospodarki, nie powinien tryskać optymizmem. To, jak w rzeczywistości jest źle, pokazały ostatnie wydarzenia za oceanem. Amerykanie w końcu się dogadali. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, która topić zaczyna się od spodu.

 

I to właśnie jeden z głównych powodów, dla których cena najcenniejszego z kruszców będzie niebawem rosnąć. Na bardziej zdecydowany ruch kursu w górę będziemy musieli jeszcze poczekać przynajmniej do połowy przyszłego roku, kiedy to można się spodziewać wypalenia entuzjazmu inwestorów rynku akcji. Póki co zabawa trwa w najlepsze – amerykańska gospodarka przełamuje kolejne psychologiczne poziomy zadłużenia, bo o wstydzie dawno już nie może być mowy.

Proces pompowania pieniędzy w dziurę bez dna, jest jak walenie głową o ścianę. Giełdy rosną sobie w najlepsze, ciesząc się przede wszystkim z faktu, że Obama jednak porozumienia się doczekał. Jak długo jednak można jednak budować wzrost gospodarczy na złudzeniu poprawy sytuacji? Przypomina to trochę kolarstwo na dopingu – pakujemy w kolarzy substancje wspomagające, byleby tylko dojechali do mety, a najlepiej zwyciężyli. To przecież na dłuższą, nomen omen metę, udać się nie może.

Patrząc z perspektywy kursu złota, który wreszcie, głównie dzięki osiągnięciu porozumienia w Kongresie, ruszył odważniej w górę, przyjrzeć należy się jak zwykle kilku czynnikom kształtującym ten rynek i mających na niego bezpośredni wpływ. Kondycja amerykańskiej gospodarki to oczywiście jeden z nich.

Jednak sytuacja za oceanem, wydaje się być, przynajmniej na chwilę, opanowana. Budżetowy pat z pewnością ostudził ambicję Rezerwy Federalnej odnośnie do zamykania programu QE3 jeszcze w tym roku. To nastąpić może najwcześniej w I kw roku przyszłego, choć decydujące będą z pewnością dane płynące przede wszystkim z amerykańskiego rynku pracy.

Złoto Putina

Znaczny wpływ na sytuację na rynku złota mogą mieć także decyzje podejmowane przez banki centralne największych światowych gospodarek, przede wszystkim Chin, Indii i Rosji, która ma ambicje stać się światowym potentatem jeśli chodzi o posiadane złoto. Pasjonatem złota wydaje się być Putin, za którego kadencji Rosja rzeczywiście staje się złotym skarbcem. Im więcej złota ma kraj, tym bezpieczniejszy i bardziej niezależny będzie w sytuacji katastrofy dolara, euro, funta brytyjskiego, czy innej waluty rezerwowej – powiedział na początku roku w rozmowie z Bloombergiem Jewgienij Fiedorow, poseł Zjednoczonej Rosji. Kurs jaki obrała Rosja wydaje się być oczywisty.

DOBRA NOWINA W KRÓLEWSKIEJ OPRAWIE

Całkowita ilość złota posiadanego obecnie przez Chiny i Rosję stanowi z pewnością głęboko skrywaną tajemnicę. Jednak fakt, że te dwa kraje posiadają spory kawałek złotego tortu nie podlega dyskusji. Tym bardziej, że obydwa mają wciąż mocarstwowe aspiracje. Czy jest to zabezpieczanie się na przyszłość, w sytuacji kryzysu najważniejszych światowych walut i wymknięcia się spod kontroli problemu permanentnego zadłużania się? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie się dzieje.

Kolejnym czynnikiem, który przyczyni się do wzrostu ceny złota jest popyt jubilerski, który w 2013 roku wygląda całkiem nieźle. W II kwartale 2013 roku wzrósł w porównaniu do roku ubiegłego, o 37 proc., osiągając tym samym najwyższy poziom od III kwartału 2008 roku (576 ton). Jeszcze bardziej wzrósł popyt na złote sztaby i monety (o 78 proc.), do czego z pewnością przyczyniła się spora obniżka ceny złota na przestrzeni ostatnich miesięcy. Popyt rośnie zdecydowanie w Chinach i Indiach i należy się spodziewać, że dynamika wzrostu (choć już nie tak spektakularna) utrzyma się do końca roku.

Optymizm tylko dla złota

Kwestię ceny złota należy rozpatrywać zdecydowania szerzej, starając się przewidzieć konsekwencje wydarzeń, z którymi mamy dziś do czynienia. Długów całego świata nie da się tak po prostu anulować. Katastrofa budżetowa w Stanach będzie miała miejsce, czy nam się to podoba, czy nie. Zresztą po opublikowanych ostatnio danych przez Eurostat, sytuacja w Europie również jest po tym względem coraz gorsza.

Poziom zadłużenia gospodarek w Europie na koniec II kwartału najwyższy był (w relacji do PKB) w Grecji (169,1 proc.), Włoszech (133,3 proc.), Portugalii (131,3 proc.) i Irlandii (125,7 proc.), a najniższy w Estonii (9,8 proc.) i Bułgarii (18,0 proc.). Przypomnijmy, że dla polski dług publiczny (liczony według metodologii ESA95), na koniec II kwartału 2013 r. wyniósł 58,3 proc. PKB. Średnia dla UE wzrosła do 86,8 proc. PKB z 85,9 proc. w I kw., a dla strefy euro do 93,4 proc. z 92,2 proc. w I kw.

Powodów do optymizmu naprawdę nie widać. Jeśli ekonomiści, a przede wszystkim rządzący najbardziej pogrążonymi w długach krajami nie zaczną wdrażać daleko idących reform, czeka nas poważny kryzys, który wyrażony będzie przede wszystkim spadkiem wartości najważniejszych światowych walut. Dobra wiadomość jest jednak taka, że nastanie wtedy czas złota. Pytanie tylko, czy cena jaką przyjdzie nam wszystkim zapłacić, nie będzie zbyt wysoka, a ewentualne zyski z handlu najcenniejszym z kruszców mogą wszystkich problemów nie rozwiązać.

Szymon Matuszyński

[sam id="3" codes="true"]

Pobierz PDF i czytaj gdzie chcesz

Szymon Matuszyński