Złoto wybiło do poziomu z lipca. Nowy trend czy tylko wstrząs ostrzegawczy?

W środę na Wall Street rozpoczęła się wielka przecena, która pomału rozlewa się na pozostałe giełdy świata („jak USA kichnie, cały świat choruje”). Z tego też tytułu cena złota w dniu wczorajszym wykonała skok o prawie 2,5 proc., co w dobie ostatnich przecen jest wynikiem imponującym. Osiągnęła tym samym poziom z okolic przełomu lipca i sierpnia br. Czy jednak możemy liczyć na dłuższy trend?

Tak naprawdę wszystko jest teraz w rękach inwestorów oraz tego, jak bardzo są przerażeni. Jeżeli tylko troszeczkę, to pewnie opanują się i zaczną kupować akcje by „uśredniać cenę”. Wówczas skończy się jak w lutym, czyli sytuacja zostanie opanowana w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu dni i wszystko wróci do „normy”.

Cena złota, źródło: stooq.pl

Bańka dot-com 2.0?

I tu przechodzimy do drugiej połowy problemu – jak długo indeksy mogą rosnąć? W teorii bardzo długo. Jeśli prześledzimy dzieje indeksu technologicznego Nasdaq Composite od lat 80-tych, z pewnością dostrzeżemy, że rośnie on nieustannie, z małymi przerwami, których przykładem może być rok 2000 i „bańka dot-com”. Indeks ten stanowi swego rodzaju odzwierciedlenie postępu technologicznego – skoro technologia idzie do przodu, ^NDQ także musi iść do przodu. Oczywiście pod warunkiem, że nie dochodzi do fali zakupów spekulacyjnych, które prowadzą do wywindowania ceny do poziomu, który nie odzwierciedla rzeczywistej wartości spółek indeksu.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Pytanie – czy dziś mamy do czynienia z kolejną bańką? Bo jeśli tak, dokupowanie akcji teraz, by uśrednić cenę, może nie wystarczyć do tego, by uchronić się przed stratami – zwłaszcza, jeżeli ktoś wszedł w te akcje np. pół roku temu.

Nasdaq Composite

Nasdaq Composite, źródło: Stooq.pl

Bezpieczna przystań

I właśnie to może wpływać na wzrost niepokoju u inwestorów, który z kolei będzie sprzymierzeńcem niedźwiedziej strony sceny. Bowiem już dziś wskazuje się, że przepływ kapitału może wędrować w stronę amerykańskich obligacji skarbowych – dających coraz lepiej zarobić, a przy tym znacznie bezpieczniejszych, niż napompowana giełda. Kapitał może zacząć przepływać w stronę aktywów typu safe haven („bezpieczna przystań”), do których należą także m.in. złoto – stąd wczorajszy pik.

Czytaj także: Krótka historia kryzysów finansowych cz. 2

O złocie można powiedzieć w tym kontekście jeszcze jedno – jego cena jest dziś absolutnie atrakcyjna. Ostatni raz była tak atrakcyjna w końcówce 2016 roku, kiedy to sięgnęła poziomu ok. 1130 USD za uncję (w dniu dzisiejszym mamy 1223 USD). A po przecenie z grudnia 2016 ocierała się kilkukrotnie o poziom 1340 USD. Choć jeśli ktoś kupuje złoto jako długoterminowe zabezpieczenie, pewnie niekoniecznie przejmuje się wahaniami krótkoterminowymi.

Index strachu

VIX, źródło: finance.yahoo.com

Index VIX, który odzwierciedla niepokój inwestorów, jest dziś na poziomie najwyższym od czasu zawirowań z pierwszego kwartału, i wzrastał właściwie od początku października, co pokazuje, że środowa przecena nie jest tak do końca nieprzewidziana i zaskakująca. A skoro tak, to rodzi się pytanie – dlaczego inwestorzy zaczęli się bać jeszcze zanim na parkiecie polała się krew?

Odpowiedź brzmi: nie zaczęli się bać zanim polała się krew. Krew się polała, bo oni się bali. 26 września podniesiono stopy procentowe. Od tej chwili pieniądz jest droższy. Coraz więcej mówi się także o spowolnieniu w gospodarce i rosnącym zadłużeniu. Te wszystkie czynniki decydują o tym, że strach jest wyższy, a kapitał zaczyna poszukiwać bezpieczniejszych aktywów.

Wczorajszy skok może być tylko wstrząsem ostrzegawczym. Możemy zobaczyć jeszcze ceny poniżej 1200 USD za uncję. Ale coraz mniej prawdopodobnym jest to, że cena złota będzie w dalszym ciągu w trendzie spadkowym.

Photo by Roberto Júnior on Unsplash

Bartosz Adamiak