Wzrost liczby zachorowań w USA stłumił optymizm na giełdzie

Powodem do największych obaw dla większości gospodarek jest obecnie widmo „drugiej fali”, która przełożyłaby się na kolejny lockdown i dalsze drenowanie osłabionych gospodarek. Wzrost tego rodzaju obaw nastąpił w tym tygodniu w USA.

Mysaver poleca:

Poniższy komentarz w wersji pogłębionej, możesz otrzymywać dzień przed jego publikacją, bezpośrednio na Twoją skrzynkę mailową. Wystarczy, że zapiszesz się do Klubu Goldenmark. Sprawdź szczegóły

W środę odnotowano zwiększoną liczbę zakażeń w USA, sięgającą blisko 40 tys. W niektórych stanach pojawiły się problemy z dostępnością wolnych łóżek w szpitalach, z kolei niektóre stany (Nowy Jork, New Jersey czy Connecticut) wprowadziły dwutygodniową kwarantannę dla osób przybywających z dziewięciu innych stanów m.in. Teksasu i Florydy, gdzie obecnie występują największe ogniska nowych zachorowań.

Jednocześnie krzywa zachorowań w USA, która od pewnego czasu znajdowała się w tendencji spadkowej, w ciągu ostatniego tygodnia zaczęła nabierać trendu wzrostowego. Wszystko to sprawiło, że pojawiły się obawy o to, że władze zdecydują się na kolejny lockdown, choć jeszcze niedawno zapewniały, że nie będzie takiej konieczności. Na rynki finansowe padł blady strach, co znalazło odzwierciedlenie w wycenach indeksów i akcji.

Fala spadków powstrzymana została podczas czwartkowej sesji, kiedy to na rynek zaczęły docierać pozytywne informacje dotyczące poluzowania wymogów regulacyjnych dla banków i innych instytucji finansowych. Zmiany te uwolnią 40 mld USD płynności w systemie, a dotyczą m.in. możliwości inwestowania przez banki w bardziej ryzykowne instrumenty, a także obniżenia wysokości zabezpieczeń.

Trump straszy cłami

Poza pogarszającymi się danymi z frontu walki z koronawirusem, pojawiły się także niepokojące wieści dotyczące planów Białego Domu. USA zapowiedziały wprowadzenie ceł na wybrane produkty z Niemiec, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Póki co, mowa o zaledwie 3 mld USD, jednak wojna handlowa z Chinami również rozpoczęła się od niewielkich ceł.

Wprowadzenie ceł ma związek z zapoczątkowanym już wcześniej konfliktem o dofinansowywanie koncernu Airbusa. W październiku ubiegłego roku Światowa Organizacja Handlu uznała, że z uwagi na nielegalne subwencje dla Airbusa i straty, które w związku z tym poniósł Boeing, USA mogą nałożyć na UE cła na dobra o wartości 7,5 mld dolarów.

Pierwsze cła nałożone zostały jeszcze przed pandemią. Dotyczyły m.in. alkoholi importowanych ze Szkocji, Irlandii, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Obecnie cłami objęte zostaną m.in. alkohole, oliwki, sery, jogurty, owoce morza, odzież, ciężarówki i samoloty oraz części do nich.

W Polsce rośnie zaniepokojenie systemem bankowym

W poprzednim komentarzu informowaliśmy o raporcie NBP, z którego wynikało, że w związku z pandemią koronawirusa, niektóre z banków mogą mieć problemy z rentownością, co przełoży się na ograniczenie dostępności do kredytów. W odpowiedzi na raport, prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszewicz, wskazał jako przyczynę obniżonej rentowności potrójną obniżkę stóp procentowych przez NBP, a także szereg regulacji, które od lat stanowią obciążenie dla banków.

W minionym tygodniu pojawiło się jeszcze kilka wypowiedzi budzących obawy o system bankowy. Zdaniem prezesa ZBK w ciągu najbliższych lat należy spodziewać się wzrostu odsetek kredytów niespłacanych lub spłacanych z opóźnieniem. Według szacunków ZBK może to być nawet trzykrotny wzrost wartości portfela tych kredytów.

Istnieje jeszcze jeden czynnik ryzyka, który ma związek z koronawirusem i ewentualną „drugą falą” – obecnie stopa referencyjna NBP znajduje się na poziomie 0,1 proc. W sytuacji, gdyby sytuacja wymagała ponownego zamknięcia gospodarki, co pociągnęłoby za sobą konieczność dalszej interwencji państwowej, stopy procentowe mogłyby zejść poniżej zera, co stanowiłoby jeszcze większe obciążenie dla banków.

Metale szlachetne

Cena złota wyrażona w dolarze amerykańskim, na fali wzrostu niepokoju osiągnęła w środę nowe, lokalne maksimum, przełamując poziom 1 775 dolarów za uncję. Ożywiło się także srebro, które w tym czasie osiągnęło poziom 18,05 USD. Popyt na bezpieczeństwo pozostaje nadal bardzo silny, a zdaniem analityków, będzie jeszcze wzrastał.

W ostatnim czasie swoje prognozy dotyczące cen złota zaktualizował Goldman Sachs. Zdaniem analityków banku, żółty kruszec w ciągu roku osiągnie historyczny poziom 2 000 USD za uncję (wcześniejsza prognoza na ten okres: 1 800 USD), a w sytuacji, gdyby pojawiła się inflacja, a FED nie podniósł stóp procentowych, wzrost byłby kontynuowany.

Zmianie uległy także prognozy w krótszych terminach: w ciągu trzech miesięcy 1 800 USD (wcześniej 1 600 USD), a w ciągu pół roku 1 900 USD (wcześniej 1 650 USD). Podniesiona została także prognoza dla srebra z 15 do 22 USD w ciągu roku.

Fot. Delaware National Guard, flickr.com, Public Domain

Michał Tekliński